sobota, 25 marca 2017

17. Od teraz tkwiłam w tym sama.



           
 

 Mia





             Poczułam szorstki dotyk na swoich ustach. Otworzyłam oczy i rozszerzyłam wargi w uśmiechu. Liam zsunął rękę na mój policzek. Przymknęłam powieki  z rozkoszy. Palce chłopaka powoli sunęły po mojej szyi, aby zahaczyć o obojczyk, ześlizgnąć się na pierś i mocno zacisnąć na tali.
   -Dzień dobry.- wymruczał. Szybkim i nadzwyczaj sprawny ruchem pociągnął mnie w swoją stronę. Wtuliłam się w jego nagi tors.
   -Dzień dobry.- jęknęłam subtelnie całując jego umięśnione ramię.
Blondyn złożył całusa na czubku mojej głowy.
Zdecydowanie pociągnęłam jedno z prześcieradeł pod którym leżeliśmy aby niedbale się nim owinąć. I ruszyłam do łazienki.
   -Jeszcze się nie nacieszyłem!- powiedział głośno. Dosłownie sekundę później wziął głęboki wdech, tak jak zawsze gdy wpadał na genialne pomysły.- Mogę wziąć prysznic z tobą?!- krzyknął. Głośno się zaśmiałam.
   -Niezła próba. Nie będzie tak łatwo.- odparłam uwodzicielsko i nie oglądając się zamknęłam za sobą drzwi łazienki.

***


            Emma przetarła dłońmi twarz. Odwróciłam wzrok. Moją uwagę przykuł młody kelner. Z obliczeń, które szybko poczyniłam, wynikało, że ledwo osiągnął pełnoletniość. Zagryzłam wargi. Nagle oblała mnie fala złości. Miał cudowne życie. Beztrosko pracował latem jednocześnie mieszkając na pięknej wyspie, na której słońce i zabawa znajdują się za każdym rogiem. Grzecznie uśmiechał się śnieżnobiałymi zębami. Jakby nigdy nie doświadczył prawdziwego bólu. Bólu, który rozdzierał duszę. Zacierał granice człowieczeństwa. Tym samym odbierając dumę, a czasami nawet oddech.
   -Dobrze. Powiem im.- usłyszałam przed sobą. W oczach Emmy dostrzegałam coś czego nie spodziewałam się tam zobaczyć. Strach, przed utratą tych, których kocha.  
   -Przez cały czas będę obok.- szepnęłam.
Poczułam wibracje telefonu. Wyjęłam go szybko z kieszeni. Liam. Bez chwili namysłu odrzuciłam połączenie. Nie miałam czasu myśleć o tym co się między nami wydarzyło tej nocy. Uznałam, że może to poczekać.


*** 


            Owijała nas łuna ciszy. Liam mocno zaciskał zęby. Wsunęłam dłonie między nogi. Potrzebował czasu aby się uspokoić. Byłam o tym doskonale przekonana, w końcu znam go odkąd pamiętam. Dokładnie wiedziałam jak powinnam zareagować w każdej sytuacji. Blondyn potrzebował czasu do namysłu. Zerknęłam przez okno jadącej taksówki zastanawiając się jak potoczyła się dalsza rozmowa przyjaciół. Jestem pewna, że nawet nie zauważyli naszego wyjścia.
            Westchnęłam.
            Budynki rozmywały się w pędzie jazdy. Słońce nieubłagalnie zachodziło chcąc ochłodzić się w falach morza. Ostatnie promienie powoli zalewały kolorowe chodniki. Tupot stóp i głośne rozmowy zagłuszały szum wody. Nawet tutaj, w tak pięknym miejscu czas biegł jak szalony, mocno uderzając barkami w przechodniów.
   -Jesteśmy na miejscu.- usłyszałam po hiszpańsku. Wyjęłam portfel i zapłaciłam taksówkarzowi z nawiązką. Z brzydkim, choć szczerym uśmiechem podziękował. Ze zmęczenia kiwnęłam tylko głową w jego stronę.
Stanęliśmy przed hotelem. Nie miałam ochoty wracać do pokoju, w którym było tak wiele niewyjaśnionych spraw i urywanych oddechów. Spojrzałam Liamowi w oczy.
   -Pójdę na spacer. Jeżeli będziesz miał ochotę możesz do mnie dołączyć.- powiedziałam. Po czym bez zastanowienia pocałowałam go w usta i ruszyłam w kierunku plaży.
Zamierzałam popływać.
            Delikatne fale obmywały moje ciągle nagrzane ciało. Woda była idealna. Niebo przybrało pomarańczowy kolor, a mimo to było przyjemnie ciepło. Dopłynęłam do pewnego punktu, a następnie położyłam się na plecy, pozwalając wodzie wyprzeć mój ciężar. Potrzebowałam tego. Chwili ciszy i spokoju. Gdy żadna myśl nie zaśmieca mojego umysłu. Jestem tylko ja. A dookoła jest pusto. Dokładnie w tym samym momencie usłyszałam rozdzierający krzyk. Automatycznie moje mięśnie zesztywniały, przybrałam ponownie pozycje pływacką. Byłam bardzo blisko brzegu. Właśnie tam zauważyłam dwóch chłopców okładających mniejsze od nich dziecko. Szybko podpłynęłam i wybiegłam na ratunek. Wychodząc z wody pełna zapału i adrenaliny głośno warknęłam na oprawców:
   -Znikać mi stąd! Potraficie się pastwić tylko nad mniejszymi?! Może macie ochotę posmakować jak to jest?!
Przestraszeni natychmiast uciekli. Prawdopodobnie nie zrozumieli nawet co mówiłam. Mieli typową hiszpańską urodę. Klęknęłam obok ich ofiary i pomogłam chłopcu wstać. Kiedy chciałam się przyjrzeć jego zakrwawionej twarzy mocno odtrącił moje ręce. Spojrzał na mnie z pogardą po czym splunął na piach i zalewając się łzami pobiegł w przeciwnym kierunku do uciekinierów.
Przeniknęła mnie bezsilność.
Mocno zacisnęłam zęby. Starając się powstrzymać napływające łzy. Byłam już naprawdę zmęczona. A świat nadal kopał mnie z całej siły, przypominając, że jestem tylko ziarnkiem piasku na pustyni. Powolnym krokiem wróciłam na koc, okryłam się ręcznikiem i sięgnęłam po telefon.
Czułam się samotna, jak jeszcze nigdy.
Wybrałam doskonale znany mi numer. Po trzech sygnałach usłyszałam radosny głos:
   -Mia, skarbie!
   -Mamo…- szepnęłam. W moim gardle pojawiła się ogromna kula żalu. Z oczu już ciekł potok łez. Zaniosłam się płaczem.
   -Mia, myszko! Co się dzieje? Stało się coś złego?- krzyknęła przerażona. Wiedziałam, że jeżeli choć szepnę słówko, zaraz się spakuje i po mnie przyleci. I nie miałby znaczenia fakt, że ma klaustrofobię. 
Zrobiłam wiele złych rzeczy, prawdopodobnie spałam z mężczyzną, którego już nigdy nie zobaczę. Jeszcze dwa dni temu byłam przekonana, że w moim łonie rozwija się nowe życie. Leżałam w szpitalu. A moją jedyną prawdziwą przyjaciółkę ściga płatny morderca, nie mam pojęcia jak jej pomóc. Między mną a Liamem dzieje się coś niewyjaśnionego, a ja jestem tu zupełnie sama. Jesteście z tatą tak daleko. Niczego nieświadomi. Tak bardzo się boję.
   -Mia!- krzyknęła ponownie gdy zbyt długo milczałam.
   -Nie mamo, nie. Spokojnie.- odparłam pociągając nosem, starając się uspokoić oddech.- Po prostu bardzo za wami tęsknię. Za tobą i tatą.
   -Och kochanie…- szepnęła opiekuńczo mama. Zacisnęłam mocniej usta, nie mogłam jej nic powiedzieć. Od teraz tkwiłam w tym sama.


*** 


            Zamknęłam za sobą drzwi jak najciszej potrafiłam. Światło w salonie było przytłumione. Liam siedział przy wyspie kuchennej. W rękach trzymał kubek herbaty. Na mój widok nieznacznie się uśmiechnął.
   -Szukałem cię. Ukryłaś się tak dobrze, że uznałem, iż wcale nie chciałaś żebym przychodził. Więc wróciłem. Masz ochotę?- zapytał delikatnie unosząc kubek ku górze. Przytaknęłam.
Poszłam się przebrać, bez słowa, do pokoju w suche ubrania. Na zewnątrz nie było zimno, jednak nie zdążyłam całkowicie wyschnąć. Kiedy wróciłam przyjaciel poklepał miejsce obok siebie. Nie zastanawiając się długo wykonałam jego polecenie.
   -Dlaczego płakałaś?
Westchnęłam. Nie czułam się na siłach aby mu opowiadać o tym co czuję. Jak bardzo mi źle  z tym, że okłamuję rodziców i że chciałabym znowu aby moje życie było tak nudne jak wcześniej.
   -Nie chcę o tym teraz rozmawiać. To bezsilność. Potrzebowałam tego. Ciągle się złościsz?
Tym razem to on westchnął.
   -Nie. Już mi przeszło. Wściekłem się bo czułem się oszukany. Jak zwykle w nic nie wtajemniczany. Ale po dłuższym przemyśleniu tego co powiedziała nam Emma, doskonale ją rozumiem. Muszę przyznać też, że podziwiam. Wyjawiła nam bolesne wspomnienia.- przytaknęłam mu. Liam położył dłoń na mojej nodze. – Czujesz się już lepiej?
   -Nie.- zaprzeczyłam. W jego smutnych oczach dostrzegłam zmęczenie. Oboje nie byliśmy na siłach. Przytłumieni. Obojętni. Potrzebowaliśmy odpoczynku. Wzięłam kolejny łyk herbaty.- Pójdę już spać.
   -Dobrze.- mruknął zmieszany.
   -Liam, przyjdziesz spać do mojej sypialni?- zapytałam szybko mrugając kilka razy. Przerzuciłam wzrok na zarys jego uśmiechu.
   -Nawet gdybyś nie zapytała, przyszedłbym. Nie zostawiłbym cię samej w takim stanie.- sekundę później całowałam jego usta.


_____
Od Jemi: I znowu powiało melancholią. Chyba obecna pogoda tak na mnie wpływa. Obiecuję, że w kolejnym rozdziale będzie więcej pozytywnych emocji. Wybaczcie za prostotę pisania, ale gdy człowiek ma do czynienia tylko z tekstami naukowymi zapomina o pięknie słowa. Poprawię się. :) 
Mógłby być lepszy, ale spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano. :)