wtorek, 22 września 2015

9. Czarna plama.



                                           Mia




Delikatnie zamknęłam za sobą drzwi. Wchodząc do kuchni rozglądałam się dookoła. Jednak Liama nadal nie było. Wróciłam do maleńkiego korytarza. Dopiero teraz zauważyłam leżące na ziemi dwie walizki. Fioletową i czerwoną. Westchnęłam. Nawet nie wszedł głębiej, po prostu je tu zostawił. Niosło to ze sobą jedyną pozytywną wiadomość. Zamierza wrócić.
Złapałam za uchwyty walizek i zaniosłam je w odpowiednie miejsca. Liama do salonu. Moją do sypialni.
Ze spokojem usiadłam na łóżku. Spojrzałam bezwiednie przed siebie. Wiedziałam co powinnam zrobić. Jednak to sprawiało, że czułam się bezsilna. Sięgnęłam po torebkę. Powoli odpięłam zamek aby następnie ostrożnie wyjąć z niej niewielkie białe pudełeczko. Kupione w drodze powrotnej z mieszkania Travisa i Emmy. Przetarłam twarz dłońmi. Farmaceutka wytłumaczyła, że muszę poczekać około czterech dni, zanim wykonam test.
Nagle w mojej głowie zaczęły się pojawiać obrazy. Zaskoczonej Emmy, nic nierozumiącego Travisa, zmartwionych rodziców. Objętego furią Liama. Na sam koniec zobaczyłam siebie, zalaną łzami, klęczącą przy umywalce, patrzącą na niewielki patyczek na którym pojawiły się dwie kreski.
Natychmiast potrząsnęłam rozgniewana głową. Wstałam i otworzyłam szufladę, w której trzymałam bieliznę. Jeszcze raz zerknęłam na pudełeczko w mojej dłoni. Zastanawiając się jak mogłam do tego dopuścić. Przecież „stara Mia” nigdy nie pozwoliłaby dotknąć się komuś obcemu, a już na pewno nie w ten sposób, nie upiłaby się do tego stanu. Zamknęłam oczy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet nie byłam pewna czy do czegoś doszło.
Czarna plama.
Zero jakichkolwiek wspomnień.
Ostatnie co pamiętałam to mocny uścisk na moim udzie i parę słów po włosku. Potem nie było nic. Nawet mglistych urywków. Kolejnego dnia obudziło mnie słońce padające bezlitośnie na moją twarz przez małe okienko w mojej kajucie.
Co prawda dzieliłam ją z Em, ale nie miałam w sobie odwagi aby zapytać jak wróciłam. Jestem pewna, że musiałabym jej wtedy wszystko zdradzić. A właśnie tego chciałam uniknąć. Słów oskarżeń. Wytykania głupoty czynów. Krzyków. A potem krótkich, urywanych i niepewnych spojrzeń nim wszyscy dowiemy się czy poniosę konsekwencje swoich czynów.
Miałam nadzieję, że jeżeli doszło do czegoś między mną, a Marcusem to odpowiednio się zabezpieczył. Nie mogłam go nawet o to zapytać. Następnego dnia nie było go już na pokładzie statku. Albo dobrze się ukrywał, albo został na wyspie na której zacumowaliśmy na kilka godzin. Nie miałam nawet jego numeru telefonu.
Nagle poczułam ogromną gule w gardle. Zaszkliły mi się oczy. Jak mogłam być tak głupia i naiwna?
Czułam się jak zwykła szmata. Wykorzystana i porzucona.
Wrzuciłam pudełeczko do szuflady po czym zasunęłam ją z całej siły. Opadłam na drewnianą podłogę i zaniosłam się głośnym płaczem.


                                                                       ***


            Powolnym krokiem wyszłam z łazienki. Przelotnie spojrzałam w lustro. Wyglądałam fatalnie. Miałam zapuchnięte oczy od płaczu. Ramieniem uderzyłam w do połowy otwarte drzwi. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że w mieszkaniu jest już całkiem ciemno. Jedyne światło dawał księżyc, wpadający nieśmiałymi promieniami przez ciągle odsłonięte okna.
Nagle usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Chciałam się gdzieś ukryć, ale nim zdążyłam wykonać krok, do salonu wszedł Liam.
Miał podkrążone oczy.
Na pierwszy rzut oka widać było, że był niesamowicie zmęczony. Od dwóch dni nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Jednak gdy tylko spojrzeliśmy na siebie z moich oczu popłynęły łzy.
-Tak bardzo cię przepraszam…- szepnęłam. Mój przyjaciel zrobił zbolałą minę.
-Mia.- westchnął.
-Wiem, że wszystko co robisz jest z myślą o moim bezpieczeństwie. Po prostu starasz się mnie chronić, tak jak kiedyś. Ja czasami po prostu nie potrafię tego docenić. Wcale nie mam gdzieś tego co do mnie mówisz. Ty nigdy byś mnie nie skrzywdził.- nagle jego mina przyjęła ostry wyraz.
-Marcus coś ci zrobił?- zapytał szybko. Zawahałam się, jednak po chwili pokręciłam przecząco głową. To ja zrobiłam sobie krzywdę, nie słuchając zaleceń Liama. Chłopak posmutniał.
-Czasami przesadzam, wiem. No i cały czas myślisz o…o NIM. A ja bywam niedelikatny.- rozpłakałam się jeszcze bardziej. Podeszłam do niego i ukryłam w ramionach.
Liam zaprowadził mnie na rozłożoną kanapę na której wcześniej leżałam.
-To były ciężkie dni. Nie tylko dla nas.- wtedy pomyślałam, że mówił o naszych nowych przyjaciołach. Nigdy nie pomyliłam się aż tak bardzo, ale o tym miałam dowiedzieć się dużo później.- Powinnaś się położyć.
Już pomagał mi wstać aby zaprowadzić mnie do mojej sypialni gdy nagle cicho jęknęłam.
-Mogę dziś spać z tobą?
Wywarło to na nim niemałe wrażenie. Widziałam, że nie wiedział co myśleć. Jednak po chwili z westchnieniem się zgodził. Poprawił poduszki i przykrył mnie cienkim kocem. Pocałował w czoło obiecując, że za chwilę wróci. Moment później usłyszałam szum wody. Musiałam całą sobą walczyć aby nie zasnąć do jego powrotu.
            Wyrwana z półsnu poczułam jak Liam kładzie się za mną i delikatnie obejmuje ramieniem. Biło od niego przyjemne ciepło. Położył brodę na mojej głowie. W końcu czułam się znowu bezpieczna.


                                                                       ***


            Travis zmarszczył nos. Coś tam jeszcze kilka razy mruknął do telefonu po czym z westchnieniem się rozłączył.
-Kobiety…- za co oberwał ode mnie w ramię. Cicho się zaśmiał.- Niedawno wstała i musi się uszykować do wyjścia. Mamy dobrą godzinę. Idziemy coś zjeść?
-Skoro Em dopiero wstała też jest pewnie głodna, weźmy coś na wynos i chodźmy do niej.- mruknął Liam uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam ten gest.
Od wczorajszej nocy zachowywał się nieco inaczej. A może to ja zaczęłam patrzeć na wszystko z innej perspektywy?
            Travis opowiadał kolejny zbereźny żart, Liam rechotał jak żaba, a ja myślałam, że zaraz ich obu zepchnę ze schodów. Miałam ich serdecznie dość. Ciągle się martwiłam, dziwiłam się, że Emma nie daje znaku życia mimo iż minęły już prawie dwie godziny i jeszcze te schody! Czwarte piętro bez windy. Przynajmniej nie musiałam nieść pojemników z jedzeniem.
Delikatnie zapukałam do drzwi jednak nikt nie odpowiadał. Travis przewrócił oczyma.
-Jak wchodzisz do własnego domu to też pukasz?- Liam cicho się zaśmiał. Zgromiłam go wzrokiem.
-A może chodzi po domu nago. Pomyślałeś o tym?- chłopak chwilę się zastanowił, po czym wszedł do środka z ogromnym uśmiechem. Nigdy nie wątpiłam, że jest w pełni hetero. Tak napalonego samca już dawno nie widziałam.
Wszyscy stanęliśmy jak wryci. Przed nami, w samym ręczniku stał jakiś facet. Woda z jego jasnych włosów kapała na białe kafelki.
-Cześć.- powiedział odsłaniając rząd śnieżnobiałych zębów.
-Emma!- krzyknęłam przerażona. Dziewczyna natychmiast wybiegła z sypialni. Przy uchu miała telefon. Mruknęła coś niezrozumiałego do słuchawki po czym się rozłączyła.
-Widzę, że poznaliście już Samuela…- warknęła łypiąc na niego groźnym wzrokiem.
-Kim on do cholery jest?- usłyszałam za sobą głos Travisa.
-Jestem dobrym przyjacielem naszej kochanej Emmy, łączy nas więcej niż myślicie…- zaczął nieznajomy. Jednak Emma szybko mu przerwała.
-Nie przesadzaj. To bardzo stara znajomość. Bardzo, bardzo stara.- jęknęła z boleścią spoglądając na mnie. Nic nie rozumiałam. Travis mocniej zacisnął pięści.
-Przynieśliście jedzenie?- zapytał Samuel głośno pociągając nosem. Znienawidziłam go od pierwszej chwili. Jak się potem okazało całkiem słusznie.  

_____
Od Jemi: Pisany z weną! Co mam nadzieję widać. Powiem szczerze, że mi się podoba. A Wam?! <3

niedziela, 13 września 2015

8. Niespodzianka.

Emma


  Te trzy dni były dla mnie zdecydowanie zbyt intensywne. Nie czułam się dobrze musząc patrzeć na Travisa i jego zbolałą minę, a przy tym myśleć o tym jak mam z nim rozmawiać. Wiedziałam, że prędzej czy później i tak będę zmuszona stanąć z nim twarzą w twarz i przekazać mu, żeby sobie odpuścił. Jednak nerwy w niczym nam nie pomagają.
  -Na pewno nie chcesz, żebym została?- Mia od początku proponowała, że jeśli mam czuć się niezręcznie to może przenocować u nas. Wtedy wydawało mi się jednak, że podołam temu samodzielnie. Ależ byłam głupia...
  -Ostatni raz ci powtarzam, że dam radę. To tylko Travis. Na pewno już mu przeszło. Czasem robi głupoty.- powiedziałam całkiem na luzie, choć w głębi serca wiedziałam, że zaprzeczam samej sobie.
 -Uczucia to nie głupoty Emma.-odparła stanowczo dziewczyna mrużąc przy tym oczy.
 -Uwierz mi, że wiem o tym aż za dobrze. I dlatego umiem je kontrolować. Travis też się tego nauczy, że nie powinien się przywiązywać do mnie w ten sposób. Nie jestem dla niego, nie jestem dla nikogo. Obiecałam to sobie po pierwszej nocy z tym sukinsynem...-obie wiedziałyśmy o kogo chodzi.- Koniec dyskusji.- urwałam widząc ból w oczach przyjaciółki.
  -Widzimy się jutro?- spytała choć doskonale znała odpowiedź. Przytaknęłam tylko i weszłam do pokoju hotelowego żegnając ją pół uśmiechem, pół grymasem. Jestem beznadziejna jeśli chodzi o przyjaźń i miłość.

***

    -Idę pod prysznic.-oznajmiłam nawet nie spoglądając w stronę Travisa. Wczorajszego wieczora nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Siedzieliśmy w osobnych pomieszczeniach udając, że robimy coś interesującego. Czytanie książki było już całkowitym upadkiem Travisa. Musiał byś w opłakanym stanie skoro się na to zdecydował. Ja jednak nie byłam w stanie z nim rozmawiać, nie wiedziałam co powiedzieć i jak, żeby nie bolało aż tak mocno.
  -Nie.- odparł stanowczo chłopak wyłączając telewizor i wstając z kanapy. Nagle pojawił się obok mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiem jak to się stało, że przytulał mnie do siebie, ale byłam w stanie przyrzec, że było mi z tym dobrze.- Jeśli mnie nie kochasz, okay. Rozumiem to i szanuję chociaż w to nie wierzę, zresztą jak cała reszta świata.
  -Nie kocham.-powiedziałam stanowczo na co chłopak zmarszczył nos i cicho nabrał powietrza w płuca. Czułam jak cała się trzęsę, ale jak miałam inaczej go przekonać? Musiał odpuścić a to jedyne wyjście. Nawet jeśli musiało go zranić.
  -Nie chcę cię jednak stracić, bo jesteś moją przyjaciółką. I nawet jeśli nigdy nie będę mógł być z tobą to chcę być przy tobie i cię wspierać.- poczułam jak się ode mnie odsuwa i puszcza moją dłoń po czym swoją kładzie na moim policzku.- Jeśli ktoś cię kiedyś zranił lub to zrobi to chcę o tym wiedzieć pierwszy. Chcę żebyś była szczęśliwa, nawet jeśli nie ze mną.
  -A ja chcę żebyś zapomniał o tamtym wieczorze, żebyś więcej nie przychodził do mnie do pokoju kiedy leżę w łóżku i żebyś wiedział, że jest mi dobrze tak jak było do tej pory. Bez pytań i zaangażowania.- przytaknął choć z wielkim bólem.- Jesteśmy przyjaciółmi i bardzo cię kocham Travis, ale jak brata. Gdybyśmy się związali żałowalibyśmy tego oboje. Uwierz mi...-wyszeptałam ściskając mocno zęby. Czemu to musiało tak boleć? Kiedy go raniłam czułam się jak kretynka i podła suka. On był dla mnie za dobry i zbyt wyrozumiały.
  -Jak chcesz.-powiedział tylko lekko się uśmiechając. Od razu wiedziałam, że nie wierzy w żadne moje słowo.- A teraz idź wziąć ten prysznic. Cuchniesz.-powiedział odsuwając się ode mnie o krok.
  -Dzięki za szczerość.- warknęłam rozzłoszczona i wytknęłam mu język.

***

      Serce stanęło mi w miejscu, zaparło mi dech i czułam, że zaraz zacznę się dusić jeśli nie będę oddychać. Tak, wiem,  jestem niezwykle spostrzegawcza. W drzwiach od mojego apartamentu stał chłopak. Na sobie miał obdartą koszulę i wytarte spodnie. Wyglądał jakby przed chwilą ktoś go podpalił. Dosłownie. W włosach miał nawet coś czarnego na podobieństwo spalenizny. Był cały osmolony i ledwo oddychał zataczając się.
   -Pomóż mi, jesteś mi to winna...-wyszeptał tylko zataczając się i uderzając plecami o ścianę w holu. Chciałam zawołać Travisa, ale ten był już od godziny z Mią i Liamem na plaży. Właśnie miałąm do nich dołączyć, a tu takie coś.
   -O mój Boże...Kim jesteś i co tu robisz?- spytałam podchodząc ostrożnie to chłopaka. On jednak mi nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko sarkastycznie i wykręcił oczami podnosząc się z klęczek. 
   -Może wpuścisz mnie do środka Emmo Roben?-spytał chrypliwym głosem. Zanim jednak odpowiedziałam mężczyzna ominął mnie i wszedł do apartamentu.- Ładnie tu.-stwierdził, po czym usiadł na kanapie i poczęstował się wodą.
   -Skąd znasz moje imię i nazwisko? Jak mnie znalazłeś i czego chcesz?- spytałam zostawiając lekko uchylone drzwi, by w razie co ktoś usłyszał mój krzyk. Może i dałabym radę na chwilę go ogłuszyć, ale na dłuższą metę na pewno powalił by mnie na ziemię.
   -Za dużo pytań zadajesz, nie mogę się skupić mała.- powiedział odsłaniając zęby.- Zamknij te drzwi. Uwierz mi, albo nie, ale nie chcesz żeby ktokolwiek wiedział o czym rozmawiamy.- wzięłam głęboki wdech i domknęłam drzwi.- Możesz podejść, nie zjem cię.-powiedział rozbawiony blondyn przeglądając się w lustrze. - Wyglądam jak gówno, nie sądzisz?- spytał znów posyłając mi uśmiech i poprawiając włosy.- Twój ojciec umie człowieka skutecznie odstraszyć.- zamarłam. Mój ojciec?
  -O czym ty mówisz?-spytałam.
  -Umiesz tylko zadawać pytania? Jesteś równie śliczna jak na zdjęciach. Może i dobrze, że twój stary nie miał pieniędzy. Przynajmniej poznam ciebie. 
   Teraz już całkowicie odebrało mi mowę. Usiadłam ostrożnie na kanapie wpatrując się w mężczyznę oniemiała. Nic nie mogłam zrozumieć.
  -No, usiadłaś, a to już jakiś postęp. Jeśli masz chwilę czasu to wszystko ci wyjaśnię. Myślę jednak, że wypadałoby powiadomić Travisa, Mię i Liama. Lepiej niech nam nie przeszkadzają.- nie pytałam skąd zna ich. On najwidoczniej wiedział wszystko, a moje pytania nie dawały żadnej odpowiedzi. Wybrałam numer Travisa i zadzwoniłam.
   -Hej Travis spóźnię się chwilę... Tak, wiem... Wiesz, że zawsze zajmuje mi to dużo czasu... Będę za godzinę... Obiecuję...Pa.- po czym rozłączyłam się i zacisnęłam dłonie na telefonie. Pieprzę to.
  -Dobra, albo mi powiesz o co tu chodzi, ale zacznę wrzeszczeć i wezwę ochronę hotelu. Zacznij mówić lepiej.-warknęłam na co chłopak tylko cicho się zaśmiał.
  -Spokojnie. Jestem Samuel i z ciągam pieniądze od ludzi, którzy zadłużają się u mojego szefa. Nie jestem żadną mafią, gangsterem czy nawet debilem, choć może wyglądam na niego w tym momencie, ale to tylko sprawka twojego ojca. Wisi nam sporą sumkę, ale kiedy się u niego zjawiłem chciał zrobić ze mnie kretyna. W każdym razie nie ma kasy, ale dał mi namiar na kogoś kto te pieniądze rzekomo ma mi spłacić.- zamilkł patrząc na mnie w ciszy. Nic nie rozumiałam.
  -Ja nie mam pieniędzy.- odparłam stanowczo. Taka była prawda. Nie było mnie stać nawet na nową parę butów, a co dopiero na długi tego sukinsyna.
  -Ja mam inne informacje od twojego przełożonego z oddziału. Omińmy wątek kasy okay? W sumie to jest najważniejsze, ale mniejsza o to. Kiedy przyjechałem tutaj okazało się, że mój szef już na mnie czeka. Nie spodobało mu się, że nie mam pieniędzy więc tak mnie potraktował.- powiedział siadając obok mnie i wydłubując z włosów resztki popiołu.- Masz mi wypłacić pieniądze. Pieprzę to czy je masz czy nie i czy kochasz tatusia czy w myślach masz go za skurwiela. Wasza sprawa czy się kochacie, pieprzycie czy ujadacie jak kundle. Kasa ma być choćbyś miała okraść bank. 
  -Co ty pieprzysz? Nie będę spłacała długów o których nie mam pojęcia. Nie mam kontaktu z ojcem od kilku lat.- zacisnęłam dłonie w pięści przypominając sobie nasze ostatnie spotkanie.
  -Posłuchaj, wiem co ci zrobił ten pieprzony darmozjad. Wiem, że gwałcił cię, bił ciebie i twoją matkę, że zabił dziecko i, że wysłał cię do szkoły wojskowej. Przykro mi, bo wiem co czujesz, ale nie mogę ci pomóc. W tym momencie nie chodzi o pieniądze, a o moje życie. Oni mnie zabiją jeśli nie skołuję pieniędzy w tydzień. Twój ojciec mimo wszystko jest twoim ojcem. Wiążą was więzy krwi, a ty jesteś jego nasieniem. Przykro mi tak samo jak i tobie, ale cóż. Nie powinienem mieć sumienia.- w jego oczach widziałam szczery żal i współczucie. Jakby znał mnie od zawsze i wiedział co przechodzę
   -Nie mam pieniędzy.-powiedziałam załamana.
   -Coś wymyślisz, a póki nie dostanę pieniędzy zamieszkam z tobą i Travisem. Możesz udawać, że jestem twoim starym kumplem, bratem czy nawet babcią. Mam to gdzieś, ale przypilnuję cię.- jego twarz znów skamieniała, a wszystkie uczucia ulotniły się. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. - I lepiej niech zostanie to między nami. Nie sądzisz? Po co ich w to wplątywać? Chyba, że chcesz, żeby Travis się dowiedział dlaczego go odtrącasz, dlaczego nie lubisz jak ktoś cię dotyka. To nie jest normalne, że nie dajesz mu się przelecieć.- poczułam uderzenie gorąca.
  -To nie twoje sprawa. Jesteśmy przyjaciółmi.
  -To się nie tłumacz i siedź cicho. Pieprzę ciebie i twoich przyjaciół. Chcę kasę.




__________________
Od Akwamaryn:  Nie wiem co mnie podkusiło. Wiecie ile razy zmieniałam zdanie co do Sama? Sama nie wiem co z niego wyniknie. On jest moim natchnieniem. Mniejsza o to. Co sądzicie?

sobota, 5 września 2015

7. Il mio amato.



 

     Mia




            Głośno westchnęłam. Spojrzałam wkurzona na moich nowych przyjaciół. Travis przewrócił oczyma. Em machnęła ręką. Wzruszyłam ramionami. Liam patrzył na nich w niemym szoku.
   -Zamknąć się do jasnej cholery!- warknęłam wchodząc pomiędzy kłócącą się dwójkę.- Mam was dość. Skoro tak się nie znosicie to po prostu ze sobą nie rozmawiajcie. Ja chcę się tu dobrze bawić. A teraz tequila dla wszystkich!!- krzyknęłam na barmana.
Nikt nie wiedział co zrobić. Niesamowicie głośno się na nich wydzierałam. Ponagliłam barmana, który zastygł w bezruchu patrząc na mnie. Kilka chwil później na ladzie stały cztery kieliszki. Wzięłam do ręki sól. Nasypałam niewielką górkę na zgięciu kciuka. Podałam przyjaciołom srebrną solniczkę. Zrobili dokładnie to samo.
Puszczając oczko Liamowi zlizałam sól z ręki. Sekundę później zrobiła to również reszta. Szybko sięgnęliśmy po kieliszki. Mocny bezbarwny płyn ogrzewał nasze żołądki. Zagryźliśmy to kawałkiem cytryny.
   -Serduszka rozgrzane?!- wszyscy nadal patrzyli na mnie ze strachem w oczach.- To teraz do kajut! Za godzinę idziemy na imprezę na pokładzie i będziemy się dobrze bawić! Zrozumiano?!- groźnie warknęłam mierząc Travisa i Emme. Oboje ciągle w szoku grzecznie przytaknęli. Szeroko się uśmiechnęłam.
   -Stary, czego ona się nażarła?- zapytał cicho Trav przysuwając się do Liama i zakrywając usta dłonią. Brunet głośno się zaśmiał.
 Złapałam Em za dłoń i pociągnęłam do naszej kajuty. 
            Zebrałam długie włosy Emmy i spięłam je luźno. Nakazałam jej aby odwróciła się w moją stronę. Następnie usiadłam naprzeciwko niej. Poprosiłam aby zamknęła oczy i złapałam za swój puder. Zaczęłam go delikatnie nakładać. Westchnęłam.
   -Znałam go odkąd pamiętam. Gdy byliśmy dzieciakami często się ze mnie naśmiewał i robił mi głupie żarty. Liam zawsze mnie bronił. Ale później było liceum. Niedaleko od nienawiści do miłości, zaczęłam się z nim spotykać. I tak było do niedawna. Chris był dla mnie zawsze wspaniały. Choć czasami bardzo się kłóciliśmy. Liam zawsze twierdził, że do siebie nie pasujemy, że on widzi iż nie jestem dla niego najważniejsza, że zawsze coś zajmuje miejsce przede mną. Ale ja byłam ślepa. Przez te wszystkie lata, byłam tak ślepa. Kilka dni temu wrócił do domu, był we Francji, na dwa miesiące. Pracował tam. I wtedy zabrał mnie w miejsce gdzie odbyła się nasza pierwsza randka. Stwierdził, że to trwa za długo. Że tracimy przy sobie najlepszy okres życia. Tak po prostu mnie zostawił.
Po policzku spłynęła mi pierwsza łza. Przerwałam robienie makijażu i przetarłam policzek. Emma otworzyła oczy. Nie wiedziała co powinna zrobić. Patrzyła na mnie w ciszy. Uśmiechnęłam się nieznacznie.
   -Zamknij oczy, proszę.- opuściła powieki bezgłośnie wzdychając.
   -Travis wyznał mi wczoraj miłość.
Znieruchomiałam. Nie potrafiłam tego zrozumieć.
   -To dlatego się kłócicie?- zapytałam opadając z klęczek na łóżko. Emm zacisnęła usta.
   -Nie chce o tym teraz rozmawiać. Chciałaś wiedzieć co się dzieje, informacja za informacje.- odparła zła. Uniosłam dłonie w geście poddania.
   -Nie wtrącam się w waszą relacje. Nie mam prawa.
Dziewczyna mi przytaknęła po czym zamknęła oczy oczekując, że powrócę do robienia makijażu. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam nakładać cienie.


***


            Wybuchłam głośnym i radosnym śmiechem. Travis puścił mi oczko. Zarumieniłam się. Liam zmarszczył brwi. Machnęłam na nich ręką. Uśmiechnęłam się do Marcusa. Poznałam go dobrą godzinę wcześniej przy barze. Gdy Emma wyciągnęła Liama na parkiet, a Trav rwał jakieś panienki. Był szarmancki, nie narzucał się i potrafiliśmy prowadzić w miarę inteligentną rozmowę, mimo upojenia alkoholowego. Blondyn pocałował mnie w czoło. Liam ostro na mnie spojrzał.
   -Mogę cię prosić na chwilę?- szepnął mi na ucho. Mruknęłam Marcusowi, że za chwilę wracam. Liam pociągnął mnie za rękę w stronę dziobu statku jednak gdziekolwiek byliśmy nie mogliśmy pozwolić sobie na spokojną rozmowę. W końcu zdenerwowany Liam wciągnął mnie do męskiej toalety.
   -Oszalałeś?!- warknęłam na niego.
   -Chcę pogadać.
   -To aż tak ważne żeby zamykać mnie w toalecie? Czy to nie może poczekać do jutra? Jesteśmy pijani. Marcus na mnie czeka. Za chwilę cumujemy, na wyspie będziemy tylko kilka godzin. Obiecywał mi spacer i…- usta mi się nie zamykały. Z każdym słowem Liam był na mnie coraz bardziej wściekły.
   -Nie pójdziesz z nim na żaden spacer!- rzucił w moją stronę. Zrobiłam zmieszaną minę. W pierwszym momencie nie wiedziałam co ma na myśli. Jak to? Czemu zabrania mi czegokolwiek?
   -Co proszę?- zapytałam.
   -Nie ma mowy, nigdzie cie z nim nie puszczę. Nie znasz go. Gapi się na ciebie jakby myślał tylko o tym co masz pod tą sukienką! A jeżeli zrobi ci krzywdę? Pomyślałaś o tym? Jesteś tutaj ze mną, muszę się tobą opiekować. Nie możesz tam pójść.
   -Będę robić to na co mam ochotę. To również moje wakacje. A co jeżeli ja też zastanawiam się jak smakują jego usta?!- wysyczałam zbliżając się tak bardzo, że jeden ruch głowy umożliwiłby pocałunek. W oczach Liama zobaczyłam coś więcej niż gniew. Furia. To samo widziałam kilka dni temu w spojrzeniu Emmy.
   -Zabraniam ci.- powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
   -Mam to gdzieś.- prychnęłam i chciałam wyjść, ale Liam zablokował drzwi swoim ciałem.- Wypuść mnie albo zacznę krzyczeć.
Mocniej zacisnął zęby.
   -Już!- krzyknęłam wściekła. Nieznacznie się odsunął, wykorzystałam to i wybiegłam z pomieszczenia. Jakiś facet zaczął poruszać brwiami w górę i w dół widząc wychodzącego za mną Liama. Pokazałam mu środkowy palec.
   -Mia! Poczekaj!
Ale ja już byłam przy barze. Złapałam Marcusa za rękę i pociągnęłam w kierunku schodków, dzięki którym mogliśmy zejść na plażę.


***


            Gorący oddech na mojej szyi. Westchnęłam. Wplotłam swoją dłoń w jego silną, zniszczoną od pracy. Jego ciepły język sunący po moim obojczyku. Jęknęłam. Mocny ucisk na moim udzie.
   -Il mio amato- szepnął. Przymknęłam powieki. Włoski. Piękny akcent. Przez ciemność dotarł do mnie jego głos. -Die tra le mie braccia.
Próbowałam otworzyć oczy, ale powieki były zbyt ciężkie. Coraz ciężej mi się oddychało.

____
Od Jemi: Nie jestem zadowolona ale nie chciałam blokować naszej kochanej Akwamaryn :)