wtorek, 22 września 2015

9. Czarna plama.



                                           Mia




Delikatnie zamknęłam za sobą drzwi. Wchodząc do kuchni rozglądałam się dookoła. Jednak Liama nadal nie było. Wróciłam do maleńkiego korytarza. Dopiero teraz zauważyłam leżące na ziemi dwie walizki. Fioletową i czerwoną. Westchnęłam. Nawet nie wszedł głębiej, po prostu je tu zostawił. Niosło to ze sobą jedyną pozytywną wiadomość. Zamierza wrócić.
Złapałam za uchwyty walizek i zaniosłam je w odpowiednie miejsca. Liama do salonu. Moją do sypialni.
Ze spokojem usiadłam na łóżku. Spojrzałam bezwiednie przed siebie. Wiedziałam co powinnam zrobić. Jednak to sprawiało, że czułam się bezsilna. Sięgnęłam po torebkę. Powoli odpięłam zamek aby następnie ostrożnie wyjąć z niej niewielkie białe pudełeczko. Kupione w drodze powrotnej z mieszkania Travisa i Emmy. Przetarłam twarz dłońmi. Farmaceutka wytłumaczyła, że muszę poczekać około czterech dni, zanim wykonam test.
Nagle w mojej głowie zaczęły się pojawiać obrazy. Zaskoczonej Emmy, nic nierozumiącego Travisa, zmartwionych rodziców. Objętego furią Liama. Na sam koniec zobaczyłam siebie, zalaną łzami, klęczącą przy umywalce, patrzącą na niewielki patyczek na którym pojawiły się dwie kreski.
Natychmiast potrząsnęłam rozgniewana głową. Wstałam i otworzyłam szufladę, w której trzymałam bieliznę. Jeszcze raz zerknęłam na pudełeczko w mojej dłoni. Zastanawiając się jak mogłam do tego dopuścić. Przecież „stara Mia” nigdy nie pozwoliłaby dotknąć się komuś obcemu, a już na pewno nie w ten sposób, nie upiłaby się do tego stanu. Zamknęłam oczy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet nie byłam pewna czy do czegoś doszło.
Czarna plama.
Zero jakichkolwiek wspomnień.
Ostatnie co pamiętałam to mocny uścisk na moim udzie i parę słów po włosku. Potem nie było nic. Nawet mglistych urywków. Kolejnego dnia obudziło mnie słońce padające bezlitośnie na moją twarz przez małe okienko w mojej kajucie.
Co prawda dzieliłam ją z Em, ale nie miałam w sobie odwagi aby zapytać jak wróciłam. Jestem pewna, że musiałabym jej wtedy wszystko zdradzić. A właśnie tego chciałam uniknąć. Słów oskarżeń. Wytykania głupoty czynów. Krzyków. A potem krótkich, urywanych i niepewnych spojrzeń nim wszyscy dowiemy się czy poniosę konsekwencje swoich czynów.
Miałam nadzieję, że jeżeli doszło do czegoś między mną, a Marcusem to odpowiednio się zabezpieczył. Nie mogłam go nawet o to zapytać. Następnego dnia nie było go już na pokładzie statku. Albo dobrze się ukrywał, albo został na wyspie na której zacumowaliśmy na kilka godzin. Nie miałam nawet jego numeru telefonu.
Nagle poczułam ogromną gule w gardle. Zaszkliły mi się oczy. Jak mogłam być tak głupia i naiwna?
Czułam się jak zwykła szmata. Wykorzystana i porzucona.
Wrzuciłam pudełeczko do szuflady po czym zasunęłam ją z całej siły. Opadłam na drewnianą podłogę i zaniosłam się głośnym płaczem.


                                                                       ***


            Powolnym krokiem wyszłam z łazienki. Przelotnie spojrzałam w lustro. Wyglądałam fatalnie. Miałam zapuchnięte oczy od płaczu. Ramieniem uderzyłam w do połowy otwarte drzwi. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że w mieszkaniu jest już całkiem ciemno. Jedyne światło dawał księżyc, wpadający nieśmiałymi promieniami przez ciągle odsłonięte okna.
Nagle usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Chciałam się gdzieś ukryć, ale nim zdążyłam wykonać krok, do salonu wszedł Liam.
Miał podkrążone oczy.
Na pierwszy rzut oka widać było, że był niesamowicie zmęczony. Od dwóch dni nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Jednak gdy tylko spojrzeliśmy na siebie z moich oczu popłynęły łzy.
-Tak bardzo cię przepraszam…- szepnęłam. Mój przyjaciel zrobił zbolałą minę.
-Mia.- westchnął.
-Wiem, że wszystko co robisz jest z myślą o moim bezpieczeństwie. Po prostu starasz się mnie chronić, tak jak kiedyś. Ja czasami po prostu nie potrafię tego docenić. Wcale nie mam gdzieś tego co do mnie mówisz. Ty nigdy byś mnie nie skrzywdził.- nagle jego mina przyjęła ostry wyraz.
-Marcus coś ci zrobił?- zapytał szybko. Zawahałam się, jednak po chwili pokręciłam przecząco głową. To ja zrobiłam sobie krzywdę, nie słuchając zaleceń Liama. Chłopak posmutniał.
-Czasami przesadzam, wiem. No i cały czas myślisz o…o NIM. A ja bywam niedelikatny.- rozpłakałam się jeszcze bardziej. Podeszłam do niego i ukryłam w ramionach.
Liam zaprowadził mnie na rozłożoną kanapę na której wcześniej leżałam.
-To były ciężkie dni. Nie tylko dla nas.- wtedy pomyślałam, że mówił o naszych nowych przyjaciołach. Nigdy nie pomyliłam się aż tak bardzo, ale o tym miałam dowiedzieć się dużo później.- Powinnaś się położyć.
Już pomagał mi wstać aby zaprowadzić mnie do mojej sypialni gdy nagle cicho jęknęłam.
-Mogę dziś spać z tobą?
Wywarło to na nim niemałe wrażenie. Widziałam, że nie wiedział co myśleć. Jednak po chwili z westchnieniem się zgodził. Poprawił poduszki i przykrył mnie cienkim kocem. Pocałował w czoło obiecując, że za chwilę wróci. Moment później usłyszałam szum wody. Musiałam całą sobą walczyć aby nie zasnąć do jego powrotu.
            Wyrwana z półsnu poczułam jak Liam kładzie się za mną i delikatnie obejmuje ramieniem. Biło od niego przyjemne ciepło. Położył brodę na mojej głowie. W końcu czułam się znowu bezpieczna.


                                                                       ***


            Travis zmarszczył nos. Coś tam jeszcze kilka razy mruknął do telefonu po czym z westchnieniem się rozłączył.
-Kobiety…- za co oberwał ode mnie w ramię. Cicho się zaśmiał.- Niedawno wstała i musi się uszykować do wyjścia. Mamy dobrą godzinę. Idziemy coś zjeść?
-Skoro Em dopiero wstała też jest pewnie głodna, weźmy coś na wynos i chodźmy do niej.- mruknął Liam uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam ten gest.
Od wczorajszej nocy zachowywał się nieco inaczej. A może to ja zaczęłam patrzeć na wszystko z innej perspektywy?
            Travis opowiadał kolejny zbereźny żart, Liam rechotał jak żaba, a ja myślałam, że zaraz ich obu zepchnę ze schodów. Miałam ich serdecznie dość. Ciągle się martwiłam, dziwiłam się, że Emma nie daje znaku życia mimo iż minęły już prawie dwie godziny i jeszcze te schody! Czwarte piętro bez windy. Przynajmniej nie musiałam nieść pojemników z jedzeniem.
Delikatnie zapukałam do drzwi jednak nikt nie odpowiadał. Travis przewrócił oczyma.
-Jak wchodzisz do własnego domu to też pukasz?- Liam cicho się zaśmiał. Zgromiłam go wzrokiem.
-A może chodzi po domu nago. Pomyślałeś o tym?- chłopak chwilę się zastanowił, po czym wszedł do środka z ogromnym uśmiechem. Nigdy nie wątpiłam, że jest w pełni hetero. Tak napalonego samca już dawno nie widziałam.
Wszyscy stanęliśmy jak wryci. Przed nami, w samym ręczniku stał jakiś facet. Woda z jego jasnych włosów kapała na białe kafelki.
-Cześć.- powiedział odsłaniając rząd śnieżnobiałych zębów.
-Emma!- krzyknęłam przerażona. Dziewczyna natychmiast wybiegła z sypialni. Przy uchu miała telefon. Mruknęła coś niezrozumiałego do słuchawki po czym się rozłączyła.
-Widzę, że poznaliście już Samuela…- warknęła łypiąc na niego groźnym wzrokiem.
-Kim on do cholery jest?- usłyszałam za sobą głos Travisa.
-Jestem dobrym przyjacielem naszej kochanej Emmy, łączy nas więcej niż myślicie…- zaczął nieznajomy. Jednak Emma szybko mu przerwała.
-Nie przesadzaj. To bardzo stara znajomość. Bardzo, bardzo stara.- jęknęła z boleścią spoglądając na mnie. Nic nie rozumiałam. Travis mocniej zacisnął pięści.
-Przynieśliście jedzenie?- zapytał Samuel głośno pociągając nosem. Znienawidziłam go od pierwszej chwili. Jak się potem okazało całkiem słusznie.  

_____
Od Jemi: Pisany z weną! Co mam nadzieję widać. Powiem szczerze, że mi się podoba. A Wam?! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)