Mia
Delikatnie zamknęłam za sobą drzwi.
Wchodząc do kuchni rozglądałam się dookoła. Jednak Liama nadal nie było.
Wróciłam do maleńkiego korytarza. Dopiero teraz zauważyłam leżące na ziemi dwie
walizki. Fioletową i czerwoną. Westchnęłam. Nawet nie wszedł głębiej, po prostu
je tu zostawił. Niosło to ze sobą jedyną pozytywną wiadomość. Zamierza wrócić.
Złapałam
za uchwyty walizek i zaniosłam je w odpowiednie miejsca. Liama do salonu. Moją
do sypialni.
Ze
spokojem usiadłam na łóżku. Spojrzałam bezwiednie przed siebie. Wiedziałam co
powinnam zrobić. Jednak to sprawiało, że czułam się bezsilna. Sięgnęłam po
torebkę. Powoli odpięłam zamek aby następnie ostrożnie wyjąć z niej niewielkie
białe pudełeczko. Kupione w drodze powrotnej z mieszkania Travisa i Emmy.
Przetarłam twarz dłońmi. Farmaceutka wytłumaczyła, że muszę poczekać około
czterech dni, zanim wykonam test.
Nagle
w mojej głowie zaczęły się pojawiać obrazy. Zaskoczonej Emmy, nic
nierozumiącego Travisa, zmartwionych rodziców. Objętego furią Liama. Na sam
koniec zobaczyłam siebie, zalaną łzami, klęczącą przy umywalce, patrzącą na
niewielki patyczek na którym pojawiły się dwie kreski.
Natychmiast
potrząsnęłam rozgniewana głową. Wstałam i otworzyłam szufladę, w której
trzymałam bieliznę. Jeszcze raz zerknęłam na pudełeczko w mojej dłoni.
Zastanawiając się jak mogłam do tego dopuścić. Przecież „stara Mia” nigdy nie
pozwoliłaby dotknąć się komuś obcemu, a już na pewno nie w ten sposób, nie upiłaby
się do tego stanu. Zamknęłam oczy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet
nie byłam pewna czy do czegoś doszło.
Czarna
plama.
Zero
jakichkolwiek wspomnień.
Ostatnie
co pamiętałam to mocny uścisk na moim udzie i parę słów po włosku. Potem nie
było nic. Nawet mglistych urywków. Kolejnego dnia obudziło mnie słońce padające
bezlitośnie na moją twarz przez małe okienko w mojej kajucie.
Co
prawda dzieliłam ją z Em, ale nie miałam w sobie odwagi aby zapytać jak
wróciłam. Jestem pewna, że musiałabym jej wtedy wszystko zdradzić. A właśnie
tego chciałam uniknąć. Słów oskarżeń. Wytykania głupoty czynów. Krzyków. A
potem krótkich, urywanych i niepewnych spojrzeń nim wszyscy dowiemy się czy
poniosę konsekwencje swoich czynów.
Miałam
nadzieję, że jeżeli doszło do czegoś między mną, a Marcusem to odpowiednio się
zabezpieczył. Nie mogłam go nawet o to zapytać. Następnego dnia nie było go już
na pokładzie statku. Albo dobrze się ukrywał, albo został na wyspie na której
zacumowaliśmy na kilka godzin. Nie miałam nawet jego numeru telefonu.
Nagle
poczułam ogromną gule w gardle. Zaszkliły mi się oczy. Jak mogłam być tak
głupia i naiwna?
Czułam
się jak zwykła szmata. Wykorzystana i porzucona.
Wrzuciłam
pudełeczko do szuflady po czym zasunęłam ją z całej siły. Opadłam na drewnianą
podłogę i zaniosłam się głośnym płaczem.
***
Powolnym krokiem wyszłam z łazienki.
Przelotnie spojrzałam w lustro. Wyglądałam fatalnie. Miałam zapuchnięte oczy od
płaczu. Ramieniem uderzyłam w do połowy otwarte drzwi. Dopiero wtedy zdałam
sobie sprawę, że w mieszkaniu jest już całkiem ciemno. Jedyne światło dawał
księżyc, wpadający nieśmiałymi promieniami przez ciągle odsłonięte okna.
Nagle
usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Chciałam się gdzieś ukryć, ale nim
zdążyłam wykonać krok, do salonu wszedł Liam.
Miał
podkrążone oczy.
Na
pierwszy rzut oka widać było, że był niesamowicie zmęczony. Od dwóch dni nie
zamieniliśmy ze sobą słowa. Jednak gdy tylko spojrzeliśmy na siebie z moich
oczu popłynęły łzy.
-Tak
bardzo cię przepraszam…- szepnęłam. Mój przyjaciel zrobił zbolałą minę.
-Mia.-
westchnął.
-Wiem,
że wszystko co robisz jest z myślą o moim bezpieczeństwie. Po prostu starasz
się mnie chronić, tak jak kiedyś. Ja czasami po prostu nie potrafię tego
docenić. Wcale nie mam gdzieś tego co do mnie mówisz. Ty nigdy byś mnie nie
skrzywdził.- nagle jego mina przyjęła ostry wyraz.
-Marcus
coś ci zrobił?- zapytał szybko. Zawahałam się, jednak po chwili pokręciłam
przecząco głową. To ja zrobiłam sobie krzywdę, nie słuchając zaleceń Liama.
Chłopak posmutniał.
-Czasami
przesadzam, wiem. No i cały czas myślisz o…o NIM. A ja bywam niedelikatny.-
rozpłakałam się jeszcze bardziej. Podeszłam do niego i ukryłam w ramionach.
Liam
zaprowadził mnie na rozłożoną kanapę na której wcześniej leżałam.
-To
były ciężkie dni. Nie tylko dla nas.- wtedy pomyślałam, że mówił o naszych
nowych przyjaciołach. Nigdy nie pomyliłam się aż tak bardzo, ale o tym miałam
dowiedzieć się dużo później.- Powinnaś się położyć.
Już
pomagał mi wstać aby zaprowadzić mnie do mojej sypialni gdy nagle cicho
jęknęłam.
-Mogę
dziś spać z tobą?
Wywarło
to na nim niemałe wrażenie. Widziałam, że nie wiedział co myśleć. Jednak po
chwili z westchnieniem się zgodził. Poprawił poduszki i przykrył mnie cienkim
kocem. Pocałował w czoło obiecując, że za chwilę wróci. Moment później
usłyszałam szum wody. Musiałam całą sobą walczyć aby nie zasnąć do jego
powrotu.
Wyrwana z półsnu poczułam jak Liam
kładzie się za mną i delikatnie obejmuje ramieniem. Biło od niego przyjemne
ciepło. Położył brodę na mojej głowie. W końcu czułam się znowu bezpieczna.
***
Travis zmarszczył nos. Coś tam
jeszcze kilka razy mruknął do telefonu po czym z westchnieniem się rozłączył.
-Kobiety…-
za co oberwał ode mnie w ramię. Cicho się zaśmiał.- Niedawno wstała i musi się
uszykować do wyjścia. Mamy dobrą godzinę. Idziemy coś zjeść?
-Skoro
Em dopiero wstała też jest pewnie głodna, weźmy coś na wynos i chodźmy do
niej.- mruknął Liam uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam ten gest.
Od
wczorajszej nocy zachowywał się nieco inaczej. A może to ja zaczęłam patrzeć na
wszystko z innej perspektywy?
Travis opowiadał kolejny zbereźny
żart, Liam rechotał jak żaba, a ja myślałam, że zaraz ich obu zepchnę ze
schodów. Miałam ich serdecznie dość. Ciągle się martwiłam, dziwiłam się, że
Emma nie daje znaku życia mimo iż minęły już prawie dwie godziny i jeszcze te
schody! Czwarte piętro bez windy. Przynajmniej nie musiałam nieść pojemników z
jedzeniem.
Delikatnie
zapukałam do drzwi jednak nikt nie odpowiadał. Travis przewrócił oczyma.
-Jak
wchodzisz do własnego domu to też pukasz?- Liam cicho się zaśmiał. Zgromiłam go
wzrokiem.
-A
może chodzi po domu nago. Pomyślałeś o tym?- chłopak chwilę się zastanowił, po
czym wszedł do środka z ogromnym uśmiechem. Nigdy nie wątpiłam, że jest w pełni
hetero. Tak napalonego samca już dawno nie widziałam.
Wszyscy
stanęliśmy jak wryci. Przed nami, w samym ręczniku stał jakiś facet. Woda z
jego jasnych włosów kapała na białe kafelki.
-Cześć.-
powiedział odsłaniając rząd śnieżnobiałych zębów.
-Emma!-
krzyknęłam przerażona. Dziewczyna natychmiast wybiegła z sypialni. Przy uchu
miała telefon. Mruknęła coś niezrozumiałego do słuchawki po czym się
rozłączyła.
-Widzę,
że poznaliście już Samuela…- warknęła łypiąc na niego groźnym wzrokiem.
-Kim
on do cholery jest?- usłyszałam za sobą głos Travisa.
-Jestem
dobrym przyjacielem naszej kochanej Emmy, łączy nas więcej niż myślicie…-
zaczął nieznajomy. Jednak Emma szybko mu przerwała.
-Nie
przesadzaj. To bardzo stara znajomość. Bardzo, bardzo stara.- jęknęła z
boleścią spoglądając na mnie. Nic nie rozumiałam. Travis mocniej zacisnął
pięści.
-Przynieśliście
jedzenie?- zapytał Samuel głośno pociągając nosem. Znienawidziłam go od
pierwszej chwili. Jak się potem okazało całkiem słusznie.
_____
Od Jemi: Pisany z weną! Co mam nadzieję widać. Powiem szczerze, że mi się podoba. A Wam?! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)