piątek, 28 sierpnia 2015

6.Kochałem cię, kocham i nie przestanę.





Emma

   -Emma, śpisz?- szept Travisa był dla mnie ledwo dosłyszalny. Nie musiałam odpowiadać, wystarczyło bicie mojego serca. – Przepraszam.- wyszeptał kładąc się obok mnie i naciągając na siebie kołdrę. Gdy tylko jego ciało zetknęło się z moim poczułam przebiegające po moim wnętrzu ciepło.- Wiesz, że się martwię. Jesteś dla mnie wszystkim.- niemo przytaknęłam przyciągając go bliżej tak, że jego ręce oplatały mnie w pasie, a na karku czułam oddech chłopaka.
  -Wybacz, że nie mogę powiedzieć ci wszystkiego.- odparłam równie cicho, choć w apartamencie byliśmy całkiem sami, a ciszę przerywały jedynie nasze oddechy. Byłam w stanie usłyszeć jak rytmicznie i szybko bije jego serce.- Musisz mi zaufać.- dodałam.
   -Ufam i dlatego chcę wiedzieć wszystko. Chcę być z tobą i pomagać ci. Nie chcę cię stracić na rzecz Mii.- poczułam jak moje serce krwawi, a płuca tracą wydolność. Przekręcam się twarzą do chłopaka i obejmuję w dłonie jego twarz. Pod palcami czuję delikatną i ciepłą skórę Travisa. Czuję jak w oczach zbierają mi się łzy, ale zaciskam tylko mocniej zęby i mam nadzieję, że on tego nie widzi w ciemności jaka nas otacza.
   -Nikt mi ciebie nie zastąpi Travis. Zawsze będziesz liczył się tylko ty, dobrze o tym wiesz, a kiedy tak mówisz czuję się jakbym cię raniła. Nie chcę tego, nie chcę kłamać i udawać, ale prawda bolałaby nas obojga.- oparłam swoje czoło o jego i wtedy to zobaczyłam. Jego brązowe oczy przepełnione były takim smutkiem i… i łzami, że nie mogłam dłużej w nie patrzeć. Czułam jak jego dłonie dotykają moich rąk, choć nie byłam tego w stanie zobaczyć.
   -Wiesz, że zawsze będę czekał na ciebie.-powiedział przyciągając mnie tak blisko ku sobie, że nie umiałam postąpić inaczej jak tylko wtulić się w jego nagi tors.
  -Nie mów tak.- powiedziałam jeszcze ciszej niż resztę słów, które padły do tej pory.- Nie chcę żebyś się hamował myśląc o mnie. Wiesz, że nie mogę być tym kim chcesz.- powiedziałam czując, że nie wytrzymam długo. Pragnęłam, żeby wzeszło już słońce i żeby uwolniło mnie od tej rozmowy, od słów które zaraz miały paść z jego ust.
  -Możesz. Wiesz, że cię kochałem, kocham i nigdy nie przestanę.- o nie… Nie, to nie dzieje się naprawdę, nie powiedział tego, nie usłyszałam tego.
   -Przestań…- to było ostatnie co padło z moim ust zanim wpadłam w całkowitą furię.- Nigdy tak nie mów! Nie kochasz mnie, rozumiesz?! Nie możesz mnie kochać! Po prostu przestań pieprzyć głupoty!- wrzasnęłam odpychając go od siebie i wyskakując z łóżka.
  -Em, nie przestanę póki nie przyjmiesz tego do wiadomości. Kocham cię. Rozumiesz?! Kocham cię!- teraz i on krzyczał, ale nie robiło to na mnie wrażenia.
  -Zamknij się kurwa!- warknęłam ubierając się w pośpiechu i przebiegając przez cały apartament.- Ja cię nie kocham i nie będę cię kochać! Zrozum to i przestań mówić, że mi wybaczasz, to pieprzenie kotka zaczyna mnie nudzić! Nigdy nie będziemy razem, a przyjaźnimy się tylko dlatego, że nikogo nie mamy! Jesteśmy na siebie skazani, ale nie jesteśmy skazani na miłość! Ja nie potrafię kochać…- ostatnie słowa dodałam szeptem wybiegając z pokoju na hol. Nawet się nie zorientowałam kiedy byłam przed hotelem, a następnie na plaży. Nawet nie pamiętam kiedy zdecydowałam się wracać z powrotem do hotelu. Pamiętam tylko, że kiedy tam weszłam panowała kompletna cisza, w apartamencie nikogo nie było, a ja nie miałam siły na myślenie o Travisie i o tym gdzie się podziewa o trzeciej nad ranem. Chciałam zapomnieć tę noc i wrócić do wojska, tam wszystko było łatwiejsze.


***

   -Powoli tracę wiarę w ludzi.-powiedziała Mia siadając na kocu obok mnie i prostując swoje zgrabne nogi.- Jak można być tak pusty?- spytała patrząc w stronę Liama, który właśnie podrywał niezwykle tlenioną i spaloną blondynkę, która chichotała jak idiotka. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale cóż… Niektórzy nie dają nam wyboru.
   -Pewnie założył się z Travisem.- powiedziałam zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne i podkładając pod głowę ręce.
  -Właśnie, gdzie on jest? Chyba go jeszcze dzisiaj nie widziałam.- wzruszyłam tylko ramionami udając, że mało mnie to obchodzi, ale tak naprawdę strasznie się martwiłam. Nagle poczułam, że słońce jakby przestało mnie ogrzewać, unoszę okulary i co widzę? Mię, która z założonymi rękoma wpatruje się we mnie oczekując wyjaśnień.
  -Co mam ci powiedzieć? Nie gadam z nim od wczorajszej bójki. Jest dorosły to niech się sobą zajmie. Mam go w dupie.- mimo, że te słowa miały być przekonujące sama poczułam w swoim głosie rozpacz i kłamstwo. Myślałam, że oszustwo to moje drugie imię, chyba jednak nie…
   -Powinniśmy go poszukać, niepodobna mi się to.-powiedziała ciągnąc mnie za rękę i zmuszając do podniesienia się z koca.- Liam!- wrzasnęła przez pół plaży i przywołała go jednym ruchem głowy. Chłopak jak na jej rozkaz już zaraz stał przy nas. – Pożegnaj się z koleżanką. Idziemy szukać Travisa.- zakomunikowała niezwykle stanowczo zbierając z piasku koc i trzepiąc go. Liam spojrzał na mnie pytająco na co ja machnęłam tylko rękę i i znów nasunęłam na oczy okulary.
   -Miałem plany zabrać nas na rejs. Musimy go znaleźć i to szybko bo za godzinę płyniemy.- spojrzałam na niego jak na wariata. Za godzinę?! Ja nawet nie miałam nic spakowanego, a on mi mówi, że płyniemy w rejs?!
  -Ale taki jednodniowy?- upewniam się.
  -Żartujesz mała? Dobre z trzy dni będzie trwał.- spuściłam ręce i przeniosłam swój wzrok na przyjaciółkę. Dziewczyna tylko rozdziawiła usta po czym wskoczyła chłopakowi w ramiona. Zajebiście. Tylko ja chyba nie mam nastroju na pływanie statkiem niewiadomo gdzie.
  -Szukajmy go, bo chyba zwariuję.- powiedziałam idąc w stronę deptaku.
  -Czyli jednak ci zależy?- usłyszałam za swoimi plecami i zamarłam.
   -Jasne... Na tobie? No raczej, że nie.- powiedziałam odwracając się i patrząc na Travisa. Na sobie miał biały t-shirt i spodenki przed kolano w kolorze khaki. Tak jak ja z olewającym stosunkiem do wszystkiego miał na nosie okulary przeciwsłoneczne, a włosy wyglądały jakby właśnie wyszedł od fryzjera. Czyli wrócił do apartamentu i nie miał zamiaru mnie o tym poinformować.
   -Już myślałem, że porwali cię piraci z Ibizy.- na słowa Liama, Mia wybuchła śmiechem, a ja tylko prychnęłam i odwróciłam wzrok. Nawet przez dwie pary szkieł bałam się, że dojrzy mój wzrok, a ja będę zmuszona ukazać to jak mi go brakowało. Czemu on tak na mnie wpływał.
  -Nie wiem o co wam poszło, ale musicie przeżyć jakoś najbliższe trzy dni na statku w swoim towarzystwie. Mam nadzieję, że trochę ostygniecie bo na razie to wyglądacie jakbyście mieli skoczyć sobie do gardeł.- Mia nawet nie zdawała sobie sprawy, że trafiła w sedno. Ja miałam ochotę udusić go za tę pieprzoną miłość, a on miał pewnie wielką ochotę wycałować mnie po szyi. To jest niestety co najmniej niesmaczne.

***

    - O mój Boże! Jak tu pięknie…-zapiszczała Mia ciągnąc mnie do barierek statku i wciągając haust morskiego powietrza.
   -Ślicznie.- tylko na tyle było mnie stać w tym momencie. Mój wzrok mimowolnie co chwilę lądował na Travisie, który gadał o czymś mało ciekawym dla nas z Liamem. Takie życie kobiet.
   -Twój entuzjazm mnie rozwala. Możesz mi powiedzieć co się stało?- przez ułamek sekundy udało mi się dojrzeć w jej oczach ból. I choć nie byłam pewna to zaryzykowałam.
  -Ty pierwsza.- dziewczyna zamilkła, szybko zamykając usta i omijając mojego spojrzenia.- Powiedziałam ci coś czego nie wie nikt na świecie poza mną. Nie wymagam od ciebie szczerości. Byłam głupia i to był mój błąd, że nie umiałam ugryźć się w język, ale czasu nie cofnę, a chciałabym poznać też ciebie.- milczała jak zaklęta przez dobre parę minut zanim zebrała się na odpowiedź.
    -Przed przyjazdem tutaj zerwałam z chłopakiem, a tak naprawdę to on ze mną zerwał. Trochę mnie to jeszcze dobija, ale powoli zaczynam żyć po swojemu i zapominam o nim. Może dlatego wyglądam jakbym jeszcze nie umiała się pozbierać. Wybacz.- posłałam jej tylko ciepły uśmiech i złapałam ją za dłoń.
   -Ja mam dość facetów na całe życie. Mieszkam od pięciu lat z samymi facetami i powoli mi pada na głowę. Uwierz mi, że jeśli byś musiała żyć tak jak ja to byś ich wszystkich wywaliła przez okno.- odparłam na co dziewczyna wybuchła śmiechem i mocniej uścisnęła moją dłoń.- A Liam? Jak się poznaliście?- zmieniłam temat. Zerwanie to nie łatwa sprawa, a ja nie czułam się dziś na siłach żeby brać jej problemy na swoje braki. Myślę, że nie byłabym w stanie tego udźwignąć.
   -Jesteśmy sąsiadami chyba od zawsze, ale tak naprawdę zbliżyliśmy się do siebie po śmierci jego ojca. Zmarł na służbie, ktoś go postrzelił, był policjantem.- sprostowała.- Ogólnie Liam nie ma lekko, kilka lat temu zmarła mu siostra, chorowała poważnie. Miała tylko szesnaście lat…- oczy Mii zaszkliły się nagle, ale równie szybko wyschły. Wzięła jeden głębszy wdech i ciągnęła dalej.- Bardzo byli zżyci. Myślę, że jak ją stracił to po prostu zaczął traktować mnie jak siostrę, zapełniłam pewną pustkę w jego sercu. A jak już zwierzamy się tak za chłopaków, to jak to jest z Travisem?
   -Wcale nie lepiej jak z Liamem czy ze mną. Matka to pieprzona alkoholiczka która puszczała się na prawo i lewo za litra wódki. Trav był tak naprawdę wypadkiem przy pracy jak to się mówi. Zaraz po porodzie matka zostawiła go na śmietniku z jakimś menelem. Tak, wiem mało prawdopodobne, ale facet się nim zajął. Jak Travis miał osiem lat to Lucas został zagryziony przez psa, a on trafił do domu dziecka. Potem zdecydował się na wojsko i tam spotkał mnie. Mamy popieprzone życie co?- spytałam bawiąc się kosmykiem włosów.
   -Wybacz, ale nie zaprzeczę. Nikt z nas nie ma lekko…- powiedziała kiedy chłopcy do nas podbiegli.
  -Emma, Mia! Idziemy do barku. Wybierzecie się z nami?- spytał Liam łapiąc mnie pod jedną rękę, a Mię pod drugą i ciągnąc nas w stronę zejścia pod pokład.

_________________
Od Akwamaryn: No i co powiecie na to? Poznaliście trochę historii chłopców. Wydaje mi się, że zdradzam za dużo jak na początek, ale niestety nie umiem trzymać napięcie. Wybaczcie :D