poniedziałek, 28 grudnia 2015

14. Tamara i Elizabeth



Emma…
      Wyobrażaliście sobie kiedyś jak będzie toczyć się wasze życie, gdy zostaniecie sami? Kiedy zabraknie waszych bliskich. Na każdego człowieka przychodzi czas. Jedni odchodzą szybciej i sami podejmują tę decyzję, inni mimo szczerych chęci nie mogą przy nas zostać. Życie musi toczyć się dalej, a ty musisz stawać twarzą w twarz z swoimi największymi lękami samemu, bez wsparcia i pomocy. Kiedy tracimy kogoś bliskiego, to płaczemy, bo śmierć jest rzeczą niezwykle okrutną, ale tak naprawdę wtedy okazujemy się być prawdziwymi egoistami. Czy myślimy, że naszej miłości będzie lepiej po drugiej stronie? Czy dopuszczamy myśl, że nasz brat, dziadek czy mama zaznają wreszcie spokoju, że w końcu robią coś dla siebie, że śmierć wybiera nas sobie sama, a nie my ją wybieramy. Kiedyś ktoś niezwykle mądry powiedział mi, że pogrzeby są dla żyjących, by mogli być jeszcze większymi egoistami niż byli dotychczas.
   Teraz, kiedy jestem tego wszystkiego świadoma wiem, że śmierć jest piękna i mimo, że czasem nadchodzi szybko i niespodziewanie, jest czymś za co powinniśmy dziękować Bogu, bo jeśli przychodzi samoistnie a nie z ręki drugiego człowieka, jest naszym przeznaczeniem.
   Kiedy straciłam mamę i siostrę płakałam jak każda mała dziewczynka. Czułam, że nie mam nikogo komu mogłabym powierzyć sekret czy mój żal, choć tak naprawdę czułam, że na ziemi nie mogło spotkać ich nic lepszego, że nie miały by godnego życia. Z czasem zaczęłam myśleć, że to nie one zostały doświadczone przez Boga, a ja sama. One mogły odejść, a ja… Ja ciągle muszę żyć z piętnem na swoim ciele.
   Kiedy patrzyłam na Travisa, wiedziałam, że nic lepszego nie mogło mnie spotkać, że jeśli nie on to żaden inny i czasem miałam ochotę wypłakać mu się w rękaw, powiedzieć ile cierpienia przynosi mi każdy kolejny dzień. Nie ma nocy bym nie śniła o czasach dzieciństwa. Nie ma dnia, bym nie myślała o tym czemu ja muszę żyć, a one mogą w końcu być spokojne.
    Smutna twarz Mii nie dawała mi spokoju nawet kiedy siedziałam na korytarzu i popijałam kawę, która swoją drogą zdążyła zrobić się zimna. Tylko takie chwile sprawiały, że dostrzegałam ból innych, że przestawałam myśleć, że mam najgorzej.
   -Muszę się przejść…- wyszeptałam podnosząc się z twardego krzesła i idąc w stronę izby przyjęć.- Zostań.- dodałam nawet nie patrząc na Travisa. Ostatnie czego potrzebowałam to jego towarzystwo. W takich chwilach łatwiej było o wygadanie czegoś co nie powinno paść z moich ust.
   Kiedy tylko dotarłam do celu dostrzegłam za szklanymi drzwiami Liama. Chłopak palił papierosa i nerwowo odgarniał włosy z twarzy. Podeszłam do niego i zaczerpnęłam ciepłego, letniego powietrza.
  -Nie wiedziałam, że palisz.- odezwałam się zachrypniętym głosem. Chłopak spojrzał na mnie z wyrzutem po czy zaciągnął się jeszcze raz, bardziej intensywnie.
  -Nie palę.- odparł oschle po czym zmiażdżył niedopałek na wierzchu kosza na śmieci.- Jak ona się czuje?- zapytał już spokojniej. Jego ton głosu zdradzał troskę, a oczy mówiły wszystko, a nawet zbyt wiele.
   Złapałam za dłoń chłopaka i mocno ją ścisnęłam. Czułam jak cały się napina.
  -Czemu nie potrafisz jej wybaczyć?- zapytałam nie spuszczając z niego wzroku. Miotał się jak szalony siadając na ławeczce razem ze mną.
 -Ty byś wybaczyła?- zapytał. Nie musiał mówić nic więcej, słowa między wierszami były wyczuwalne.
  -Jeśli kogoś się kocha, to wybacza się wszystko. Na tym polega miłość i przyjaźń. Nie musisz wypowiadać słowa ,,wybaczam’’. Czasem wystarczy uśmiech, innym razem spojrzenie i to się wie. Jeśli przepraszasz to z serca, a jeśli to co mówisz nie jest szczere to wyczuje to ta druga osoba. Mia chce twoich przeprosin, a to, że tego nie mówi i że cię odtrąca nic nie znaczy. Trzeba widzieć to co nie dostrzegalne i czuć to co niewyczuwalne.- posłałam chłopakowi słaby uśmiech.
  -Wybaczyłabyś?- ponowił pytanie.
  -Tak. Wybaczyłabym wszystko, każde kłamstwo, każdy błąd oczywiście póki nie bylibyśmy razem. Potem wszystko wygląda inaczej.- podsumowałam wstając i odchodząc. Nawet nie obejrzałam się za siebie, a jedyne uczucie jakie we mnie wzbierało to radość i pewność, że wszystko co powiedziałam to prawda, że jesteśmy od siebie zależni. Liam od Mii, a ja od Travisa.

***
    
         Wyszłam z pod prysznica po dobrych piętnastu minutach, ale nadal czułam, że jest mi mało. Starałam się zrobić wszystko jak najszybciej, by wrócić do Mii i móc nadal ją wspierać. Miałam nadzieję, że Liam wszystko przemyśli i jak najszybciej ją przeprosi.
    Usiadłam przed laptopem i otworzyłam pocztę. Czułam się jakbym przeglądała skarbiec. Kiedy mój wzrok padł na wiadomość od nieznanego nadawcy. Szybko otworzyłam wiadomość i z zapartym tchem zaczęłam czytać.
   ,, Witam.

     Piszę do Pani w niezwykle ważnej sprawie. Sytuacja jest niezwykle zawiła pani Roben, ale postaram się wszystko dokładnie wytłumaczyć. Nazywam się Elizabeth Oshee. Wiem, że moje nazwisko nic Pani nie mówi, a przynajmniej nie powinno. Od sześciu lat zajmuję się dziewczynką imieniem Tamara Oshee, znana pani jako Tina Roben. Jestem świadoma, że nie jest pani w stanie uwierzyć mi na słowo, ale niezwykle ważne jest dla mnie skontaktowanie się z Panią w sprawie Tamary. Wystąpiły pewne komplikacje. Proszę o wiadomość kiedy będzie Pani w mieście.
   Elizabeth Oshee ,,
***

     Krążyłam nerwowo po korytarzu szpitalnym ciągle przywołując słowa zawarte w mailu. Jak to możliwe, że Tina żyje? Czy to jedno wielkie kłamstwo? Może ktoś chciał mnie zdenerwować i zacznie mnie niedługo szantażować. Tylko w jaki sposób? Mnóstwo pytań i żadnej odpowiedzi.
   -Dzień dobry, piękna.- moich uszu dobiegł ciepły, głęboki głos Samuela. Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego z odrazą. – Co się dzieje mała?- zapytał zaglądając przez przeszklone drzwi do pokoju. Na łóżku leżała Mia i coś wystukiwała na telefonie z frustracją.
  -Czego tu chcesz? Nie widzisz, że mamy dość problemów?- warknęłam zła opierając się o drzwi i przysłaniając chłopakowi widok.
  -Chciałem tylko poinformować cię, że udało mi się przesunąć termin, ale nie licz, że będę robił to w nieskończoność. Szef miał ochotę rozszarpać mnie na miejscu, ale gadka o ciężarnej młodocianej i ojcu pedofilu i złodzieju, jakoś go przekonała.
  -Dziękuję. Naprawdę.-dodałam widząc jego drwiący uśmiech. Czułam jego wzrok na swoim ciele, ale nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy.
  -Nie dziękuj. W końcu to mi musisz płacić. Pamiętaj, że ja nie jestem ani miły ani grzeczny jak Travis. Uważaj na to co robisz, bo w każdej chwili możesz pożałować.- warknął i dosłownie w tym momencie drzwi o które się opierały otworzyły się, a ja runęłam jak długa na podłogę. Mia stała nade mną z wytrzeszczonymi oczyma, pełnymi przerażenia.
  -Musimy pogadać.-stwierdziła tylko patrząc na Sama z odrazą i wciągając mnie do pokoju, gdzie dosłownie wszystko było białe, ściany, pościel, podłoga, a nawet rolety w oknach.
  -Mia, ja wszystko ci wytłumaczę, ale nie teraz proszę. Nie mam na to siły.- westchnęłam, choć wiedziałam, że nie mam plany B i jestem zmuszona do wyjawienia jej prawdy.
  -Żadne później. Masz mi powiedzieć wszystko tu i teraz. On cię szantażuje? Co to za pieprzony typ? Czego od ciebie chce i dlaczego?- pytania sypały się jedno za drugim, a ja spokojnie o wszystkim jej opowiedziałam. Najpierw o ojcu i jego długach, potem o nagłej wizycie Samuela i moim majątku, który znikł tak szybko jak się pojawił, a na koniec o Tinie i wiadomości, którą dzisiaj dostałam, a która niekoniecznie musiała być prawdą.
  -To wszystko jest cholernie zawiłe. Musisz zaskarżyć Sama i swojego ojca.- stwierdziła stanowczo brunetka.
  -Chyba sobie żartujesz?! I co oni niby zrobią? Wsadzą ich na czterdzieści osiem godzin, a potem wypuszczą bo nie będą mieć dowodów. Ja stanę się wtedy niezwykle łatwym celem. Nie sądzisz?- Mia pokręciła z rezygnacją głową. Czemu musiałyśmy mieć, aż tyle problemów? Nasze życie to była jedna, wielka porażka.
  -To w takim razie pożyczę ci te pieniądze.-powiedziała ostro.
  -Nie ma mowy! Nie będę się zadłużać z powodu długów mojego ojca. Czy ty to w ogóle słyszysz?  Nie mam zamiaru iść w jego ślady. Nigdy.- warknęłam wściekle.
  -Nie masz innego wyjścia! Kasa jest ci potrzebna, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak cię te typki załatwiają na moich oczach.- na moment zauważyłam w oczach przyjaciółki troskę i wiedziałam, że jest prawdziwa, ale nie mogłam jej przyjąć. Z problemami trzeba radzić sobie samemu, tego nauczyło mnie życie.
  -Nie! Jakoś to załatwię…- i nim zdążyłam dokończyć drzwi uchyliły się a naszym oczom ukazał się Liam. W dłoniach trzymał ogromny bukiet róż, który prawie mu wypadał.- Pogadamy później.- dodałam po czym szybko opuściłam pomieszczenie i oddaliłam się jak najdalej. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie widziałam przez cały dzień Travisa.

___________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, że rozdział choć trochę wam się podobał. Moim zdaniem nie wyszedł źle, ale mógł być lepszy. Kiedy zaczynałam go pisać miałam wenę i jakieś dziwne przemyślenia. Chyba muzyka jakiej słuchałam tak na mnie wpłynęłam. Później było nieco gorzej, ale mam nadzieję, że nie najgorzej.

sobota, 19 grudnia 2015

13. Usłyszałam jak coś pęka. To moje serce.



            
 Mia



                 Zamknęłam oczy. Po moich policzkach płynęły strumienie łez. Z każdym kolejnym słowem Liama moje serce krwawiło mocniej. Walczyłam o oddech. Z amoku w który wpadłam wyrwał mnie dopiero huk zatrzaskiwanych drzwi.
Uniosłam powieki. Znajdowałam się w silnych ramionach Travisa. Emma mocno ściskała moją dłoń.
   -Wszystko się ułoży…- szeptała. Ktoś bardzo głośno krzyczał.
Nie. Dźwięk raczej przypominał zawodzenie rannego zwierzęcia. Matki stojącej nad grobem syna.
   -Cii… Mia. Damy radę…- Travis uniósł moje ciało. Emma głaskała rękę.
   -Chce żeby on wrócił.- wyjąkałam marnując na to ogromne pokłady siły.
   -Połóż ją na moim łóżku.- Emma szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia. Brunet zaczął zajmować się zdejmowaniem moich butów. Paliło mnie gardło, piekły oczy i policzki. Poduszka była cała mokra. Włosy przykleiły się do otwartych w niemym krzyku ust.
Chłopak nie czekając na moją zgodę zdjął z moich ramion sweterek. Po chwili wróciła Emma, z kubkiem w ręku. Trav pomógł mi wstać. Em powoli podawała płyn mówiąc, że muszę wypić wszystko.
Więc piłam.
Byli ze mną gdy zasypiałam.


***  


            Rozejrzałam się niepewnie dookoła. Byłam nadal w swoim pokoju. Jednak brakowało w nim Emmy i Travisa. Dostrzegłam na stoliku nocnym niewielką kartkę. Była zapisana krzywymi literami. Jakby adresat pisał ją w biegu.

Mam nadzieję, że zdążę wrócić zanim się obudzisz. Wychodzę dosłownie na chwilę, zaraz wracam.
E.

Nie mogłam na to pozwolić. Skupiłam się, wyłapując przy tym wszelkie dźwięki. Przenikała mnie cisza. Wstałam i biorąc po drodze przypadkowe ubrania, udałam się do łazienki. Przemyłam twarz i przepłukałam zęby. Przebrałam się w coś świeżego. Wzięłam z wieszaka przy drzwiach wejściowych swoją torebkę. W miarę szybkim krokiem opuściłam apartament. Szłam w dobrze znanym mi kierunku.
Idąc kilka dni wcześniej do kliniki na swojej trasie mijałam piękny kościół. Kto by pomyślał, że w tym zdradliwym miejscu znajdują się takie placówki. W świątyni alkoholu, nieprzespanych nocy i przypadkowości, mały dobry punkt.
Będąc przed kościołem musiałam na chwilkę się zatrzymać. Moje serce waliło. Miałam przyspieszony oddech. Spuchnięte od płaczu oczy nadal bolały. Ostatnio bardzo zaniedbywałam swoje zdrowie. Przez dwa tygodnie ciągłe imprezy, ogrom alkoholu, który jest nowością dla mojego organizmu, jedzenie byle czego na mieście, mało snu.
Weszłam do środka i gdy chciałam zając ławkę zaraz przy wejściu coś we mnie uderzyło. Młoda dziewczyna. Mogła mieć szesnaście lat. Klęczała przed ołtarzem. Nisko pochylona. Ruszyłam śmiało w jej stronę. Usadowiłam się obok niej. Ramię w ramię. Uniosła głowę i obdarzyła mnie cieniem uśmiechu. Odwzajemniłam się tym samym.
Opuściłam głowę.
Byłam bardzo wierząca, jednak nie odnosiłam się z tym. Zawsze szukałam ukojenia w ramionach Boga.
Błagałam go o więcej siły. Zdolności pokochania mojego dziecka.
Nagle poczułam jak coś powoli spływa z mojego nosa i zatrzymuje się na ustach. Przetarłam wierzchem dłoni wargi. Spojrzałam na szkarłat na mojej skórze. Poczułam zapach krwi. Zrobiło mi się słabo. A potem zrobiło się całkowicie ciemno. Czułam jeszcze tylko jak wpadam w ramiona nastolatki.


***  


            Pierwsze co ujrzałam po przebudzeniu to uśmiechniętą postać kobiecą.
   -Witaj, znajdujesz się w szpitalu świętego Patryka. Stacjonujemy na wyspie, Ibizie. Zemdlałaś będąc w kościele. Pomogła ci tamtejsza parafianka i ksiądz, którzy wezwali pogotowie. Jak się nazywasz?
   -Mia Stark.- wychrypiałam. Przytaknęła, zgięła wężyk który kończył się igłą znajdującą się w mojej ręce. Popatrzyłam na wkucie.
   -Spokojnie, bez badań nie możemy nic zrobić. Na obecną chwilę nawadniamy twój organizm. Jak poczujesz się troszkę lepiej wyślemy cię na prześwietlenie, uderzyłaś głową o posadzkę i zrobimy wszystkie podstawowe badania. – mówiła bardzo wolno i dokładnie.
   -Nie.- odparłam starając się podciągnąć na łóżku.
   -Słucham?
   -Nie możecie zrobić mi prześwietlenia. Jestem w ciąży.- powiedziałam nie patrząc jej w oczy.- To znaczy, test ciążowy tak wykazał.- szybko się poprawiłam. Pomogła mi usadowić się w pozycji siedzącej. Podziękowałam skinieniem głowy.
   -Skonsultuje to z lekarzem. Czy powiadomić kogoś o pani stanie?
Pielęgniarka wolno zapisywała jedyny numer, który znałam na pamięć. Liama.
            Spojrzałam na leżące na moich nogach papiery. Mocniej zacisnęłam rękę na długopisie i pewnie się podpisałam w wyznaczonym miejscu. Tym samym zgadzając się na konsultację ginekologiczną. Lekarz oznajmił, że prześwietlenie jest konieczne, więc należy sprawdzić czy wynik testu jest prawdziwy. Jeżeli tak, będą szukać mniej inwazyjnych metod.
            Pobranie krwi nastąpiło godzinę później. Zaraz po, zostałam skierowana na konsultacje ginekologiczną. Odbyła się szybko i sprawie. Po powrocie do Sali siedziałam z nieobecnym wzrokiem wpatrując się  w drzewa za oknem. Nie wiem ile czasu tak spędziłam. Nawet nie zauważyłam kiedy zapadłam w sen.


***  


            Z nicości wyrwały mnie głośne rozmowy. Uchyliłam powieki. Obok mnie na drewnianym krześle siedziała Emma. Travis stał za nią. Poczułam ogromny ból w sercu. Liam nie przyszedł.
   -Jak się czujesz?- zapytał natychmiast chłopak. Emma natychmiast go skarciła, że ledwo co otworzyłam oczy i ma dać mi choć chwilę na oddech.
   -Czy on wie?- zapytałam patrząc na drzwi. Brunetka westchnęła.
   -Dlaczego nie wzięłaś ze sobą telefonu? Spanikowałam gdy wróciłam do domu, a ciebie nie było. Szukaliśmy cię dosłownie wszędzie.- warknęła łagodnie. Widziałam, że chciała być na mnie zła, ale nie potrafiła. Pogłaskała mnie po ręce. Wiedziałam, że ten gest musiał ją wiele kosztować. Mocniej zacisnęłam dłoń na jej palcach.
   -Potrzebowałam samotności.- odparłam.
Nagle drzwi ustąpiły z cichym trzaskiem. Do pomieszczenia wszedł umięśniony blondyn. Spojrzał na mnie z troską w oczach.
   -Mia, jak się czujesz?- mruknął. Prychnęłam.
   -Jakby cię to obchodziło.
Emma dała Travisowi do zrozumienia, że muszą opuścić pokój. Liam zacisnął mocniej zęby.
   -Przecież dobrze wiesz, że to nie tak.
   -Dokładnie tak. Zostawiłeś mnie, gdy cię najbardziej potrzebowałam. Gdy prawda stała się niewygodna i zbyt bolesna. Dałeś do zrozumienia, że brzydzisz się mną i moim zachowaniem, że nie chcesz mieć ze mną już nic wspólnego. Nie zaakceptowałeś mojego błędu. Po prostu wyszedłeś. Wyszedłeś gdy płakałam. Jak tchórz. – wysyczałam patrząc mu prosto w oczy. Zabolało go to. Bardzo.
   -Po prostu jesteś dla mnie ważniejsza niż myślisz. Jestem wściekły na siebie i cały ten świat, że pozwoliłem temu typowi tak bardzo cię zranić. Zawsze byłaś taka delikatna…- mruknął podchodząc bliżej. Nagle cała złość, która się we mnie zrodziła, umknęła. Tylko po to aby sekundę później osiągnąć pełną siłe.
   -Nie Liam, tym razem nie będzie tak jak zawsze. Wyjdź.
Usłyszałam jak coś pęka. To było moje serce. 


_____
Od Jemi: Muszę przyznać, że jestem dość zadowolona. Nie samą jakością tekstu, ale pomysłem na dalszy ciąg akcji, który zrodził się w mojej głowie. Te wydarzenia nieuchronnie do niego prowadzą. Cieszę się też, że ruszam do przodu. Co do jakości tekstu, myślę, że nie jest źle. Jest nawet całkiem nieźle :D

czwartek, 3 grudnia 2015

12. Kutas w reklamówce.



Emma…
       Jadąc na Ibizę myślałam o tej masie imprez, szaleństwie, nowych ludziach i spokoju, ale nic nie było tak jak powinno być. To co usłyszałam od Mii przerosło mnie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Na krótki moment udało mi się nawet zapomnieć o Samuelu i moich problemach.
     -Em?- do pokoju wszedł Travis. Spojrzałam na niego znad książki, którą próbowałam czytać, po czym ją zamknęłam.- Możesz mi powiedzieć co się z tobą dzieje? Wydajesz się być nieobecna od jakiegoś czasu. To przez Sama?- spytał siadając na łóżku i bawiąc się brzegiem kołdry.
   -Ostatnio czuję się po prostu zmęczona. Inaczej wyobrażałam sobie ten wyjazd. Mam ochotę się przejść. Idziesz ze mną?
      Po dziesięciu minutach byliśmy na plaży. Szliśmy ramię w ramię, nie odzywając się do siebie ani razu. Towarzystwo Travisa zawsze dobrze na mnie wpływało, czułam się przy nim wolna i bezpieczna. Kiedy coś się działo zawsze był przy mnie, a ja starałam się mu mówić o wszystkim… No, prawie wszystkim. Te wakacje zaczynały nas od siebie odciągać. Tajemnice zaczęły nas dzielić, a ja chciałam żeby on zawsze był przy mnie. I mimo, że zdawałam sobie sprawę, że moje problemy mogły by stać się choć trochę mniejsze dzięki jego pomocy to nie byłam w stanie zrzucić tego ciężaru na jego barki.
   Ciszę przerwał szept Travisa.
   -Nadal czekam.- powiedział chłopak ściskając tak mocno moją dłoń, aż poczułam mrowienie.
   -Nie rób mi tego Travis.- powiedziałam brnąc dalej przed siebie i patrząc wszędzie tylko nie na bruneta. Czułam jak cała się rozpadam. Wiedziałam, że Trav jest dobrym przyjacielem i chyba lepszego nie mogłam sobie wymarzyć, ale miłość wszystko by zaprzepaściła. To wiąże się z zaufaniem, brakiem tajemnic i oddaniem, a ja nie byłam gotowa na tak wielki krok. Nie mogłam powiedzieć mu o sobie tyle ile by chciał, a kłamstwo było by zbyt ciężkie.
   - Rozumiem, że to nie ten czas, ale chcę żebyś pomyślałam o tym co czuję kiedy patrzę na ciebie każdego dnia i muszę powstrzymywać się by cię nie pocałować. Wiesz ile kosztuje mnie to wysiłku by nie wejść w nocy do pokoju kiedy śpisz? Ile muszę walczyć z sobą kiedy patrzysz na innego, kiedy obok jest Samuel?
   -Emma! Travis!- dobiegł mnie krzyk zza pleców. Odwróciłam się i czym prędzej podeszłam do Mii, która mocno złapał mnie za rękę dając znać, że to już czas. Spojrzałam przelotnie na Travisa, po czym utkwiłam wzrok w przyjaciółce. Pod maską uśmiechu dało się wyczuć napięcie.
   -Przepraszam Travis, byłyśmy umówione na kawę.- urwałam naszą rozmowę po czym pociągnęłam Mię jak najdalej od chłopaka. Czułam jak wlepia we mnie swój wzrok i miałam ochotę pobiec w jego stronę i krzyknąć, że wszystko co mówię jest kłamstwem, nawet nasza przyjaźń, bo my nigdy nie powinniśmy się przyjaźnić. Od zawsze było nam dane być razem, a ja nieustannie walczę z przeznaczeniem przed czymś co i tak nas dopadnie prędzej czy później.

***

    Siedziałam przed toaletą w moim apartamencie. Travis umówił się z Liamem, a ja dla bezpieczeństwa zamknęłam drzwi na klucz, który zostawiłam w zamku. Wszystko tak na wszelki wypadek, gdyby zdecydowali się pojawić jednak chwilę szybciej. Kiedy tylko drzwi się uchyliły wbiegłam do łazienki i usiadłam koło Mii na brzegu wanny. Test leżał na umywalce. Powinno się odczekać kilka minut.
   - Wszystko będzie dobrze.- powiedziałam. Wszytko sypało mi się na głowę, a życie Mii nie wyglądało w ogóle lepiej. Sama nie wierzyłam sobie, ale miałam nadzieję, że ona choć trochę mi uwierzy.
  - Jestem idiotką. Liam chciał mnie chronić, a ja głupia dałam się mu zaciągnąć i przelecieć. Jestem zwykłą szmatą...- płakała brunetka i zanosiła się szlochem. Zmusiłam ją do spojrzenia na siebie. 
   -Pierdolisz głupoty. Każdy popełnia błędy, a to jest tylko jeden z wielu, które jeszcze będą. Przestań zrzucać na siebie winę. Ten pieprzony sukinsyn mógł pomyśleć o prezerwatywie, albo założyć na swojego fiuta chociaż reklamówkę. Nigdy nie jest winna tylko jedna strona. Sama się nie zapłodniłaś jeśli już- powiedziałam mocno przytulając do siebie przyjaciółkę. Przez chwilę dziewczyna nawet się uśmiechnęła, ale szybko wróciła do pociągania nosem i szlochu. Przesiedziałyśmy tak kilka minut aż w końcu nadszedł czas.
  -Ty spójrz, ja nie mam odwagi...- odezwała się cichutko Mia ocierając z policzków łzy. Podeszłam powoli do umywalki i złapałam za mały patyczek. Kiedy tylko moje spojrzenie natrafiło na wynik, modliłam się żeby to był jakiś żart. Spojrzałam na opakowanie. Jak byk, były dwie kreski.
  -Będziesz mamą.- powiedziałam i zanim Mia całkowicie się rozpłakała podbiegłam do niej i mocno chwyciłam ją w objęcia. Czułam jak trzęsie się, a ja razem z nią. Czułam na swoim ramieniu jej łzy, a na moich policzkach swoje. Dlaczego to pieprzone życie jest tak niesprawiedliwe? Dlaczego ludzie, którzy są idiotami i mają kasę są szczęśliwi, a ludzie którzy starają się jak mogą by żyć z godnością, którzy chcą być po prostu kochani dostają po dupie.- Musimy im powiedzieć. 
  -Wiem, ale jutro dobrze? Muszę się z tym przespać.
  -Możesz zostać tutaj. Zadzwonię to Travisa i powiem, żeby przenocował u Liama.- dziewczyna spojrzała na mnie przerażona.- Nic im nie powiem. Wcisnę im jakoś kit o bitwie na poduszki i filmach romantycznych.- puściłam jej oczko. Dziewczyna przytaknęła po czym powlokła nogami do pokoju Travisa. Była już przy drzwiach kiedy się zatrzymała i na mnie spojrzała.
  -Dziękuję za wszystko.- wyszeptała. Posłałam jej lekki uśmiech, a kiedy tylko zniknęła za drzwiami pokoju wybrałam numer Travisa, a następnie Samuela.
  -Sam, możesz dzisiaj przenocować u Liama z Travisem?- spytałam szukając w lodówce czegokolwiek co nadaje się do zjedzenia i nie smakuje jak podeszwa.
   -A co będę z tego miał?- zapytał zadziornie.
   -Długą rozmowę jutro z rana przy kawie.- odparłam wyciągając w końcu ser i chleb. Kanapki z serem. Smaki jednostki.
   -Chyba się skuszę.- odpowiedział po czym się rozłączył. I tak musiałam z nim pogadać o terminie spłaty długów ojca. Nie mogłam teraz wyjechać i zostawić Mii z tym wszystkim samej. 
    Zaniosłam przyjaciółce kanapki i ciepłą herbatę po czym uruchomiłam komputer i zaczęła przeszukiwać sieć. Miałam nadzieję, że znajdę jakieś informacje o ojcu, tym gdzie aktualnie mieszka i czym się zajmuje. Zapowiadała się długa noc. 

***

     Siedziałam przed monitorem i starając się nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku, by nie obudzić Mii ocierałam spływające po policzkach łzy. Czułam jak wszystko się we mnie gotuje, a ja zaraz wybuchnę. W internecie znalazłam miejsce zamieszkania ojca, jak się okazało ciągle nie wyprowadził się z mojego rodzinnego domu. Liczyłam, że może nie będę musiała oglądać miejsca gdzie to wszystko się wydarzyło, że pozostawię swoje wspomnienia za sobą i zacznę żyć od nowa. Z takim przekonaniem zaczynałam naukę w szkole wojskowej, z tą myślą starałam się pogodzić z śmiercią mamy i Tiny. Ciągle ganiłam się w myślach, że nie potrafię ruszyć do przodu i nie oglądać się w tył, a kiedy myślałam, że uporałam się z wszystkim co złe i bolesne okazało się, że muszę wrócić do domu gdzie jako mała dziewczynka byłam świadkiem agresji i uczestnikiem pijackich zabaw. Brzydziłam się swojego ciała, myśli, że on dotykał mnie tak jak ojciec nigdy nie powienien dotykać swojej córki. 
   W rozpaczy wyłączyłam komputer czyszcząc uprzednio historię przeglądarki po czym pobiegłam pod prysznic. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod lodowany strumień wody. Czułam się jakby ktoś okładał mnie biczem, ale w tym momencie to było najprzyjemniejsze uczucie na świecie, bo najmniej bolesne. 
   Nie mam pojęcia jak długo tak stałam i ile razy Mia wołała mnie zza drzwi zanim weszła do środka przerażona. Widząc moje sine usta i czerwone oczy zakręciła wodę i owinęła mnie ręcznikiem. Nie pytała co się  stało po prostu odprowadziła mnie do sypialni, zmusiła mnie do założenia koszuli nocnej po czym razem ze mną położyła się pod kołdrą i co jakiś czas chuchając w moje zmarznięte dłonie szeptała uspokajająco.
  -Nie ma go tu... Jesteś bezpieczna...- jakby wszystko rozumiała. Wszystko prócz tego, że on właśnie wrócił i nie ma zamiaru zostawić mnie w spokoju.

***

     Siedziałam w kawiarni zerkając co chwilę na zegarek. O dwunastej byłam umówiona z Mią i chłopakami. Czekała nas długa rozmowa i zapewne kolejna fala łez, której żadne słowa nie powstrzymają.
   -Więc prosisz mnie o czas?- przytaknęłam, patrząc na Samuela błagalnie. Jego jasne oczy błyszczały z zadowolenia. Nie miałam siły na kłótnie.- A kto mi go da? Wiesz, że nie robię tego z własnej zachcianki. Gdyby to ode mnie zależało to już dawno zostawiłbym was w spokoju. Mogę negocjować z szefem, ale nie wiem czy uda mi się przesunąć termin aż o dwa tygodnie.- westchnął upijając łyk kawy.
  -Muszę wrócić do domu, dopiero wtedy uda mi się spotkać z ojcem i wyciągnąć od niego kasę.  Nie mogę nawet załatwić pożyczki z banku, bo jestem nie wypłacalna. Jedyne pieniądze jakie mam zawłaszczył mój ojciec, który swoją drogą cię okłamał. Nie mogłeś go zabić czy co? Było by o wiele łatwiej.- warknęłam na co blondyn wybuchł śmiechem.
  -Myślałem, że wolisz to zrobić sama.- odpowiedział momentalnie poważniejąc. Jego oczy stanęły w płomieniach, jakby wiedział, że marzę o tym od lat. O tym, żeby poderżnąć mu gardło, albo spalić go żywcem. Co noc jeśli nie śnił mi się akurat koszmar, moja wyobraźnia malowała przede mną wizję mordu, tak bolesną i tragiczną jakiej nie widział jeszcze świat, ale kiedy tylko się budziłam wiedziałam, że jestem za słaba.
   -Błagam cię Sam, załatw to dobrze?- szepnęłam po czym szybkim krokiem wyszłam z kawiarni i pognałam w stronę hotelu Mii i Liama.

***

   Siedziała koło Mii mocno ściskając ją za dłoń, dodając tym samym odwagi i jej i sobie. Chłopaki siedzieli na kanapie i niczego nieświadomi obżerali się pizzą którą zamówili. Stwierdziłyśmy dzień wcześniej, że najlepiej będzie wziąć ich z zaskoczenia kiedy będą się śmiać i wygłupiać. Napięta atmosfera nie sprzyja przekazywaniu ciężkich wiadomości.
  -Jestem w ciąży.- powiedziała cicho szatynka. Myślałam w pierwszej chwili, że nikt jej nie usłyszał, ale natychmiastowa cisza i spojrzenie Liama zaprzeczały temu. Travis odstawił talerz na stół i zamilkł wpatrując się we mnie.
  -Robicie sobie jaja?- spytał. Spojrzałam na Mię, która nie spuszczała spojrzenia z Liama, który z kolei nie patrzył na nią w ogóle. Zamiast wesprzeć dziewczynę podniósł się z miejsca  z całej siły kopnął w szafę, która zachwiała się.
  -Kurwa mać! Jak to jesteś  ciąży?! Z kim?!- Mia już chciała odpowiedzieć, ale automatycznie zamknęła usta widząc, że Liam zaczyna wiązać z sobą wszystkie fakty.- Marcus... Mój Boże, przespałaś się z nim?
  -Uspokój się Liam. Musimy iść do lekarza, żeby potwierdził test.- powiedziałam stanowczo zerkając na Mię, która wyglądała jakby zaraz miała zwymiotować.
  -Ale co tu potwierdzać, pieprzyła się z tym kutasem to teraz ma co jej się należy. Mówiłem ci...- powiedział cicho spoglądając w końcu na dziewczynę.- Wiedziałem, że on cię przeleci, zostawi i znajdzie kolejną, ale nie sądziłem, że jesteście tak nachlani i głupi, żeby nie wyciągnąć tej pieprzonej gumki. Z Chrisem też pieprzyłaś się bez zabezpieczenia?-  w tym momencie poczułam jak paznokcie dziewczyny wbijają się w moją dłoń i zobaczyłam, że zaczyna cała się trząść. Liam chyba jednak tego nie zauważył bo brnął w to dalej.- Jeśli tak, to dziwne, że już nie macie gromadki. Trzeba myśleć głową, a nie...
   -Zamknij się! Myślisz, że jesteś pieprzonym ideałem i możesz sobie po niej jeździć jak ci się podoba?!- warknęłam.- Ciekawe ile lasek ty nie zapłodniłeś już przez przypadek, ile miałeś jednorazowych wyskoków i chlańska w trzy dupy... Zamknij w końcu tę jadaczkę, a jak coś ci nie pasuje to spieprzaj do swojego idealnego życia, nie potrzebny nam tu tchórz, który od wszystkiego umywa rączki.- krzyknęłam. Travis już siedział koło Mii i mocno ją do siebie tulił starając się ją jakoś uspokoić. 
   -Wychodzę...-westchnął z rezygnacją Liam po czym wyszedł. Opadłam na kanapę wykończona tą kłótnią.
  - Co teraz zrobimy?- zapytał Travis nie wypuszczając z objęć szatynki.
  -Najpierw pójdziemy do lekarza, a potem będziemy musieli chyba wrócić do domu, do rodziców.- powiedziałam patrząc na Travisa, który nic nie rozumiejąc tylko przytaknął.
  -Wszystko się ułoży...- powiedział kiedy usiadłam obok Mii i mocno ścisnęłam jej trzęsącą się nadal dłoń. Wręcz czułam jak tonie w łzach i bólu, na który nie mogłam patrzeć, bo przypominał mi o moim cierpieniu.

_____________________________
Od Akwamaryn: Jak zaczynałam pisać rozdział to nie wiedziała od czego zacząć i jak przelać to co chcę wam przekazać na klawiaturę komputera. Ale jak zaczęłam to nie mogłam przestać i czuję, że na prawdę poszło mi nieźle. Lubię kiedy jest akcja i mogę ją poprowadzić więc ten rozdział jej dla mnie tworzony!