Emma…
Wyobrażaliście
sobie kiedyś jak będzie toczyć się wasze życie, gdy zostaniecie sami? Kiedy
zabraknie waszych bliskich. Na każdego człowieka przychodzi czas. Jedni
odchodzą szybciej i sami podejmują tę decyzję, inni mimo szczerych chęci nie
mogą przy nas zostać. Życie musi toczyć się dalej, a ty musisz stawać twarzą w
twarz z swoimi największymi lękami samemu, bez wsparcia i pomocy. Kiedy tracimy
kogoś bliskiego, to płaczemy, bo śmierć jest rzeczą niezwykle okrutną, ale tak
naprawdę wtedy okazujemy się być prawdziwymi egoistami. Czy myślimy, że naszej
miłości będzie lepiej po drugiej stronie? Czy dopuszczamy myśl, że nasz brat,
dziadek czy mama zaznają wreszcie spokoju, że w końcu robią coś dla siebie, że
śmierć wybiera nas sobie sama, a nie my ją wybieramy. Kiedyś ktoś niezwykle
mądry powiedział mi, że pogrzeby są dla żyjących, by mogli być jeszcze
większymi egoistami niż byli dotychczas.
Teraz, kiedy jestem tego wszystkiego
świadoma wiem, że śmierć jest piękna i mimo, że czasem nadchodzi szybko i niespodziewanie,
jest czymś za co powinniśmy dziękować Bogu, bo jeśli przychodzi samoistnie a
nie z ręki drugiego człowieka, jest naszym przeznaczeniem.
Kiedy straciłam mamę i siostrę płakałam jak
każda mała dziewczynka. Czułam, że nie mam nikogo komu mogłabym powierzyć
sekret czy mój żal, choć tak naprawdę czułam, że na ziemi nie mogło spotkać ich
nic lepszego, że nie miały by godnego życia. Z czasem zaczęłam myśleć, że to
nie one zostały doświadczone przez Boga, a ja sama. One mogły odejść, a ja… Ja
ciągle muszę żyć z piętnem na swoim ciele.
Kiedy patrzyłam na Travisa, wiedziałam, że
nic lepszego nie mogło mnie spotkać, że jeśli nie on to żaden inny i czasem
miałam ochotę wypłakać mu się w rękaw, powiedzieć ile cierpienia przynosi mi
każdy kolejny dzień. Nie ma nocy bym nie śniła o czasach dzieciństwa. Nie ma
dnia, bym nie myślała o tym czemu ja muszę żyć, a one mogą w końcu być
spokojne.
Smutna twarz Mii nie dawała mi spokoju
nawet kiedy siedziałam na korytarzu i popijałam kawę, która swoją drogą zdążyła
zrobić się zimna. Tylko takie chwile sprawiały, że dostrzegałam ból innych, że
przestawałam myśleć, że mam najgorzej.
-Muszę się przejść…- wyszeptałam podnosząc
się z twardego krzesła i idąc w stronę izby przyjęć.- Zostań.- dodałam nawet
nie patrząc na Travisa. Ostatnie czego potrzebowałam to jego towarzystwo. W
takich chwilach łatwiej było o wygadanie czegoś co nie powinno paść z moich
ust.
Kiedy tylko dotarłam do celu dostrzegłam za
szklanymi drzwiami Liama. Chłopak palił papierosa i nerwowo odgarniał włosy z
twarzy. Podeszłam do niego i zaczerpnęłam ciepłego, letniego powietrza.
-Nie wiedziałam, że palisz.- odezwałam się
zachrypniętym głosem. Chłopak spojrzał na mnie z wyrzutem po czy zaciągnął się
jeszcze raz, bardziej intensywnie.
-Nie palę.- odparł oschle po czym zmiażdżył
niedopałek na wierzchu kosza na śmieci.- Jak ona się czuje?- zapytał już
spokojniej. Jego ton głosu zdradzał troskę, a oczy mówiły wszystko, a nawet
zbyt wiele.
Złapałam za dłoń chłopaka i mocno ją
ścisnęłam. Czułam jak cały się napina.
-Czemu nie potrafisz jej wybaczyć?- zapytałam
nie spuszczając z niego wzroku. Miotał się jak szalony siadając na ławeczce
razem ze mną.
-Ty byś wybaczyła?- zapytał. Nie musiał mówić
nic więcej, słowa między wierszami były wyczuwalne.
-Jeśli kogoś się kocha, to wybacza się
wszystko. Na tym polega miłość i przyjaźń. Nie musisz wypowiadać słowa
,,wybaczam’’. Czasem wystarczy uśmiech, innym razem spojrzenie i to się wie.
Jeśli przepraszasz to z serca, a jeśli to co mówisz nie jest szczere to wyczuje
to ta druga osoba. Mia chce twoich przeprosin, a to, że tego nie mówi i że cię
odtrąca nic nie znaczy. Trzeba widzieć to co nie dostrzegalne i czuć to co
niewyczuwalne.- posłałam chłopakowi słaby uśmiech.
-Wybaczyłabyś?- ponowił pytanie.
-Tak. Wybaczyłabym wszystko, każde kłamstwo,
każdy błąd oczywiście póki nie bylibyśmy razem. Potem wszystko wygląda
inaczej.- podsumowałam wstając i odchodząc. Nawet nie obejrzałam się za siebie,
a jedyne uczucie jakie we mnie wzbierało to radość i pewność, że wszystko co
powiedziałam to prawda, że jesteśmy od siebie zależni. Liam od Mii, a ja od
Travisa.
***
Wyszłam z pod prysznica po dobrych
piętnastu minutach, ale nadal czułam, że jest mi mało. Starałam się zrobić
wszystko jak najszybciej, by wrócić do Mii i móc nadal ją wspierać. Miałam
nadzieję, że Liam wszystko przemyśli i jak najszybciej ją przeprosi.
Usiadłam przed laptopem i otworzyłam
pocztę. Czułam się jakbym przeglądała skarbiec. Kiedy mój wzrok padł na
wiadomość od nieznanego nadawcy. Szybko otworzyłam wiadomość i z zapartym tchem
zaczęłam czytać.
,, Witam.
Piszę do Pani w niezwykle ważnej sprawie.
Sytuacja jest niezwykle zawiła pani Roben, ale postaram się wszystko dokładnie
wytłumaczyć. Nazywam się Elizabeth Oshee. Wiem, że moje nazwisko nic Pani nie
mówi, a przynajmniej nie powinno. Od sześciu lat zajmuję się dziewczynką
imieniem Tamara Oshee, znana pani jako Tina Roben. Jestem świadoma, że nie jest
pani w stanie uwierzyć mi na słowo, ale niezwykle ważne jest dla mnie
skontaktowanie się z Panią w sprawie Tamary. Wystąpiły pewne komplikacje.
Proszę o wiadomość kiedy będzie Pani w mieście.
Elizabeth Oshee ,,
***
Krążyłam nerwowo po korytarzu szpitalnym
ciągle przywołując słowa zawarte w mailu. Jak to możliwe, że Tina żyje? Czy to
jedno wielkie kłamstwo? Może ktoś chciał mnie zdenerwować i zacznie mnie
niedługo szantażować. Tylko w jaki sposób? Mnóstwo pytań i żadnej odpowiedzi.
-Dzień dobry, piękna.- moich uszu dobiegł
ciepły, głęboki głos Samuela. Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego z
odrazą. – Co się dzieje mała?- zapytał zaglądając przez przeszklone drzwi do
pokoju. Na łóżku leżała Mia i coś wystukiwała na telefonie z frustracją.
-Czego tu chcesz? Nie widzisz, że mamy dość
problemów?- warknęłam zła opierając się o drzwi i przysłaniając chłopakowi
widok.
-Chciałem tylko poinformować cię, że udało mi
się przesunąć termin, ale nie licz, że będę robił to w nieskończoność. Szef
miał ochotę rozszarpać mnie na miejscu, ale gadka o ciężarnej młodocianej i
ojcu pedofilu i złodzieju, jakoś go przekonała.
-Dziękuję. Naprawdę.-dodałam widząc jego
drwiący uśmiech. Czułam jego wzrok na swoim ciele, ale nie byłam w stanie
spojrzeć mu w oczy.
-Nie dziękuj. W końcu to mi musisz płacić.
Pamiętaj, że ja nie jestem ani miły ani grzeczny jak Travis. Uważaj na to co
robisz, bo w każdej chwili możesz pożałować.- warknął i dosłownie w tym
momencie drzwi o które się opierały otworzyły się, a ja runęłam jak długa na
podłogę. Mia stała nade mną z wytrzeszczonymi oczyma, pełnymi przerażenia.
-Musimy pogadać.-stwierdziła tylko patrząc na
Sama z odrazą i wciągając mnie do pokoju, gdzie dosłownie wszystko było białe,
ściany, pościel, podłoga, a nawet rolety w oknach.
-Mia, ja wszystko ci wytłumaczę, ale nie
teraz proszę. Nie mam na to siły.- westchnęłam, choć wiedziałam, że nie mam
plany B i jestem zmuszona do wyjawienia jej prawdy.
-Żadne później. Masz mi powiedzieć wszystko
tu i teraz. On cię szantażuje? Co to za pieprzony typ? Czego od ciebie chce i
dlaczego?- pytania sypały się jedno za drugim, a ja spokojnie o wszystkim jej
opowiedziałam. Najpierw o ojcu i jego długach, potem o nagłej wizycie Samuela i
moim majątku, który znikł tak szybko jak się pojawił, a na koniec o Tinie i
wiadomości, którą dzisiaj dostałam, a która niekoniecznie musiała być prawdą.
-To wszystko jest cholernie zawiłe. Musisz
zaskarżyć Sama i swojego ojca.- stwierdziła stanowczo brunetka.
-Chyba sobie żartujesz?! I co oni niby
zrobią? Wsadzą ich na czterdzieści osiem godzin, a potem wypuszczą bo nie będą
mieć dowodów. Ja stanę się wtedy niezwykle łatwym celem. Nie sądzisz?- Mia
pokręciła z rezygnacją głową. Czemu musiałyśmy mieć, aż tyle problemów? Nasze
życie to była jedna, wielka porażka.
-To w takim razie pożyczę ci te
pieniądze.-powiedziała ostro.
-Nie ma mowy! Nie będę się zadłużać z powodu
długów mojego ojca. Czy ty to w ogóle słyszysz?
Nie mam zamiaru iść w jego ślady. Nigdy.- warknęłam wściekle.
-Nie masz innego wyjścia! Kasa jest ci
potrzebna, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak cię te typki załatwiają na moich
oczach.- na moment zauważyłam w oczach przyjaciółki troskę i wiedziałam, że
jest prawdziwa, ale nie mogłam jej przyjąć. Z problemami trzeba radzić sobie
samemu, tego nauczyło mnie życie.
-Nie! Jakoś to załatwię…- i nim zdążyłam
dokończyć drzwi uchyliły się a naszym oczom ukazał się Liam. W dłoniach
trzymał ogromny bukiet róż, który prawie mu wypadał.- Pogadamy później.-
dodałam po czym szybko opuściłam pomieszczenie i oddaliłam się jak najdalej.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie widziałam przez cały dzień Travisa.
___________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, że rozdział choć trochę wam się podobał. Moim zdaniem nie wyszedł źle, ale mógł być lepszy. Kiedy zaczynałam go pisać miałam wenę i jakieś dziwne przemyślenia. Chyba muzyka jakiej słuchałam tak na mnie wpłynęłam. Później było nieco gorzej, ale mam nadzieję, że nie najgorzej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)