poniedziałek, 28 grudnia 2015

14. Tamara i Elizabeth



Emma…
      Wyobrażaliście sobie kiedyś jak będzie toczyć się wasze życie, gdy zostaniecie sami? Kiedy zabraknie waszych bliskich. Na każdego człowieka przychodzi czas. Jedni odchodzą szybciej i sami podejmują tę decyzję, inni mimo szczerych chęci nie mogą przy nas zostać. Życie musi toczyć się dalej, a ty musisz stawać twarzą w twarz z swoimi największymi lękami samemu, bez wsparcia i pomocy. Kiedy tracimy kogoś bliskiego, to płaczemy, bo śmierć jest rzeczą niezwykle okrutną, ale tak naprawdę wtedy okazujemy się być prawdziwymi egoistami. Czy myślimy, że naszej miłości będzie lepiej po drugiej stronie? Czy dopuszczamy myśl, że nasz brat, dziadek czy mama zaznają wreszcie spokoju, że w końcu robią coś dla siebie, że śmierć wybiera nas sobie sama, a nie my ją wybieramy. Kiedyś ktoś niezwykle mądry powiedział mi, że pogrzeby są dla żyjących, by mogli być jeszcze większymi egoistami niż byli dotychczas.
   Teraz, kiedy jestem tego wszystkiego świadoma wiem, że śmierć jest piękna i mimo, że czasem nadchodzi szybko i niespodziewanie, jest czymś za co powinniśmy dziękować Bogu, bo jeśli przychodzi samoistnie a nie z ręki drugiego człowieka, jest naszym przeznaczeniem.
   Kiedy straciłam mamę i siostrę płakałam jak każda mała dziewczynka. Czułam, że nie mam nikogo komu mogłabym powierzyć sekret czy mój żal, choć tak naprawdę czułam, że na ziemi nie mogło spotkać ich nic lepszego, że nie miały by godnego życia. Z czasem zaczęłam myśleć, że to nie one zostały doświadczone przez Boga, a ja sama. One mogły odejść, a ja… Ja ciągle muszę żyć z piętnem na swoim ciele.
   Kiedy patrzyłam na Travisa, wiedziałam, że nic lepszego nie mogło mnie spotkać, że jeśli nie on to żaden inny i czasem miałam ochotę wypłakać mu się w rękaw, powiedzieć ile cierpienia przynosi mi każdy kolejny dzień. Nie ma nocy bym nie śniła o czasach dzieciństwa. Nie ma dnia, bym nie myślała o tym czemu ja muszę żyć, a one mogą w końcu być spokojne.
    Smutna twarz Mii nie dawała mi spokoju nawet kiedy siedziałam na korytarzu i popijałam kawę, która swoją drogą zdążyła zrobić się zimna. Tylko takie chwile sprawiały, że dostrzegałam ból innych, że przestawałam myśleć, że mam najgorzej.
   -Muszę się przejść…- wyszeptałam podnosząc się z twardego krzesła i idąc w stronę izby przyjęć.- Zostań.- dodałam nawet nie patrząc na Travisa. Ostatnie czego potrzebowałam to jego towarzystwo. W takich chwilach łatwiej było o wygadanie czegoś co nie powinno paść z moich ust.
   Kiedy tylko dotarłam do celu dostrzegłam za szklanymi drzwiami Liama. Chłopak palił papierosa i nerwowo odgarniał włosy z twarzy. Podeszłam do niego i zaczerpnęłam ciepłego, letniego powietrza.
  -Nie wiedziałam, że palisz.- odezwałam się zachrypniętym głosem. Chłopak spojrzał na mnie z wyrzutem po czy zaciągnął się jeszcze raz, bardziej intensywnie.
  -Nie palę.- odparł oschle po czym zmiażdżył niedopałek na wierzchu kosza na śmieci.- Jak ona się czuje?- zapytał już spokojniej. Jego ton głosu zdradzał troskę, a oczy mówiły wszystko, a nawet zbyt wiele.
   Złapałam za dłoń chłopaka i mocno ją ścisnęłam. Czułam jak cały się napina.
  -Czemu nie potrafisz jej wybaczyć?- zapytałam nie spuszczając z niego wzroku. Miotał się jak szalony siadając na ławeczce razem ze mną.
 -Ty byś wybaczyła?- zapytał. Nie musiał mówić nic więcej, słowa między wierszami były wyczuwalne.
  -Jeśli kogoś się kocha, to wybacza się wszystko. Na tym polega miłość i przyjaźń. Nie musisz wypowiadać słowa ,,wybaczam’’. Czasem wystarczy uśmiech, innym razem spojrzenie i to się wie. Jeśli przepraszasz to z serca, a jeśli to co mówisz nie jest szczere to wyczuje to ta druga osoba. Mia chce twoich przeprosin, a to, że tego nie mówi i że cię odtrąca nic nie znaczy. Trzeba widzieć to co nie dostrzegalne i czuć to co niewyczuwalne.- posłałam chłopakowi słaby uśmiech.
  -Wybaczyłabyś?- ponowił pytanie.
  -Tak. Wybaczyłabym wszystko, każde kłamstwo, każdy błąd oczywiście póki nie bylibyśmy razem. Potem wszystko wygląda inaczej.- podsumowałam wstając i odchodząc. Nawet nie obejrzałam się za siebie, a jedyne uczucie jakie we mnie wzbierało to radość i pewność, że wszystko co powiedziałam to prawda, że jesteśmy od siebie zależni. Liam od Mii, a ja od Travisa.

***
    
         Wyszłam z pod prysznica po dobrych piętnastu minutach, ale nadal czułam, że jest mi mało. Starałam się zrobić wszystko jak najszybciej, by wrócić do Mii i móc nadal ją wspierać. Miałam nadzieję, że Liam wszystko przemyśli i jak najszybciej ją przeprosi.
    Usiadłam przed laptopem i otworzyłam pocztę. Czułam się jakbym przeglądała skarbiec. Kiedy mój wzrok padł na wiadomość od nieznanego nadawcy. Szybko otworzyłam wiadomość i z zapartym tchem zaczęłam czytać.
   ,, Witam.

     Piszę do Pani w niezwykle ważnej sprawie. Sytuacja jest niezwykle zawiła pani Roben, ale postaram się wszystko dokładnie wytłumaczyć. Nazywam się Elizabeth Oshee. Wiem, że moje nazwisko nic Pani nie mówi, a przynajmniej nie powinno. Od sześciu lat zajmuję się dziewczynką imieniem Tamara Oshee, znana pani jako Tina Roben. Jestem świadoma, że nie jest pani w stanie uwierzyć mi na słowo, ale niezwykle ważne jest dla mnie skontaktowanie się z Panią w sprawie Tamary. Wystąpiły pewne komplikacje. Proszę o wiadomość kiedy będzie Pani w mieście.
   Elizabeth Oshee ,,
***

     Krążyłam nerwowo po korytarzu szpitalnym ciągle przywołując słowa zawarte w mailu. Jak to możliwe, że Tina żyje? Czy to jedno wielkie kłamstwo? Może ktoś chciał mnie zdenerwować i zacznie mnie niedługo szantażować. Tylko w jaki sposób? Mnóstwo pytań i żadnej odpowiedzi.
   -Dzień dobry, piękna.- moich uszu dobiegł ciepły, głęboki głos Samuela. Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego z odrazą. – Co się dzieje mała?- zapytał zaglądając przez przeszklone drzwi do pokoju. Na łóżku leżała Mia i coś wystukiwała na telefonie z frustracją.
  -Czego tu chcesz? Nie widzisz, że mamy dość problemów?- warknęłam zła opierając się o drzwi i przysłaniając chłopakowi widok.
  -Chciałem tylko poinformować cię, że udało mi się przesunąć termin, ale nie licz, że będę robił to w nieskończoność. Szef miał ochotę rozszarpać mnie na miejscu, ale gadka o ciężarnej młodocianej i ojcu pedofilu i złodzieju, jakoś go przekonała.
  -Dziękuję. Naprawdę.-dodałam widząc jego drwiący uśmiech. Czułam jego wzrok na swoim ciele, ale nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy.
  -Nie dziękuj. W końcu to mi musisz płacić. Pamiętaj, że ja nie jestem ani miły ani grzeczny jak Travis. Uważaj na to co robisz, bo w każdej chwili możesz pożałować.- warknął i dosłownie w tym momencie drzwi o które się opierały otworzyły się, a ja runęłam jak długa na podłogę. Mia stała nade mną z wytrzeszczonymi oczyma, pełnymi przerażenia.
  -Musimy pogadać.-stwierdziła tylko patrząc na Sama z odrazą i wciągając mnie do pokoju, gdzie dosłownie wszystko było białe, ściany, pościel, podłoga, a nawet rolety w oknach.
  -Mia, ja wszystko ci wytłumaczę, ale nie teraz proszę. Nie mam na to siły.- westchnęłam, choć wiedziałam, że nie mam plany B i jestem zmuszona do wyjawienia jej prawdy.
  -Żadne później. Masz mi powiedzieć wszystko tu i teraz. On cię szantażuje? Co to za pieprzony typ? Czego od ciebie chce i dlaczego?- pytania sypały się jedno za drugim, a ja spokojnie o wszystkim jej opowiedziałam. Najpierw o ojcu i jego długach, potem o nagłej wizycie Samuela i moim majątku, który znikł tak szybko jak się pojawił, a na koniec o Tinie i wiadomości, którą dzisiaj dostałam, a która niekoniecznie musiała być prawdą.
  -To wszystko jest cholernie zawiłe. Musisz zaskarżyć Sama i swojego ojca.- stwierdziła stanowczo brunetka.
  -Chyba sobie żartujesz?! I co oni niby zrobią? Wsadzą ich na czterdzieści osiem godzin, a potem wypuszczą bo nie będą mieć dowodów. Ja stanę się wtedy niezwykle łatwym celem. Nie sądzisz?- Mia pokręciła z rezygnacją głową. Czemu musiałyśmy mieć, aż tyle problemów? Nasze życie to była jedna, wielka porażka.
  -To w takim razie pożyczę ci te pieniądze.-powiedziała ostro.
  -Nie ma mowy! Nie będę się zadłużać z powodu długów mojego ojca. Czy ty to w ogóle słyszysz?  Nie mam zamiaru iść w jego ślady. Nigdy.- warknęłam wściekle.
  -Nie masz innego wyjścia! Kasa jest ci potrzebna, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak cię te typki załatwiają na moich oczach.- na moment zauważyłam w oczach przyjaciółki troskę i wiedziałam, że jest prawdziwa, ale nie mogłam jej przyjąć. Z problemami trzeba radzić sobie samemu, tego nauczyło mnie życie.
  -Nie! Jakoś to załatwię…- i nim zdążyłam dokończyć drzwi uchyliły się a naszym oczom ukazał się Liam. W dłoniach trzymał ogromny bukiet róż, który prawie mu wypadał.- Pogadamy później.- dodałam po czym szybko opuściłam pomieszczenie i oddaliłam się jak najdalej. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie widziałam przez cały dzień Travisa.

___________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, że rozdział choć trochę wam się podobał. Moim zdaniem nie wyszedł źle, ale mógł być lepszy. Kiedy zaczynałam go pisać miałam wenę i jakieś dziwne przemyślenia. Chyba muzyka jakiej słuchałam tak na mnie wpłynęłam. Później było nieco gorzej, ale mam nadzieję, że nie najgorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)