czwartek, 14 stycznia 2016

15. Była myślami daleko stąd. Mordowała mężczyznę, który błędnie nazywał się jej ojcem.



          

 Mia



               Mocniej zacisnęłam zęby i przymknęłam powieki. Po chwili było już po wszystkim. Igła znajdowała się w mojej żyle. Pielęgniarka zabezpieczyła wenflon i bardzo delikatnie podłączyła kolejną kroplówkę. Cicho jej podziękowałam. Zerknęłam w stronę stojaka. Sól. Dobrze.
Potarłam wierzchem dłoni czoło. Travis uśmiechnął się do mnie nieśmiało.
   -Boisz się igieł?- podciągnęłam się na łóżku. Poczułam ból w okolicy wkucia. Cicho syknęłam. Trav natychmiast wstał i pomógł mi się ułożyć. Uśmiechnęłam się na ten znak nadmiernej troski.
Na pierwszy rzut oka nie robił dobrego wrażenia. Fizyczne owszem, ale wyglądał jak ktoś kto nie miał nic więcej do zaoferowania niż ładna buzia i umięśnione ciało. Jednak przy bliższym kontakcie bardzo zyskiwał. Charakteryzowała go delikatność, czujność i ogrom dobrego serca. Nagle zrobiło mi się go szkoda. Obserwowanie jak co dnia się męczy było okropne. Każdy jego gest, spojrzenie czy uśmiech, w stosunku do Emmy, odkrywał całą prawdę. Ukazywał jak niesamowicie jest dla niego ważna. Jak bardzo ją kocha. A kocha ją do tego stopnia, że cierpliwie to znosi. W ciszy pragnąc jej dotyku. Od momentu ich rozmowy był przygaszony. Odrzucenie sprawiało mu wiele bólu. Widziałam to nawet teraz.
   -Nie, igły to nic strasznego, boje się bólu związanego z ich wbijaniem.- zamknęłam usta. Nie byłam pewna czy jestem odpowiednią osobą i czy mam prawo rozmawiać z Travisem na temat jego uczuć. Mimo dobrego kontaktu nie był mi tak bliski jak Emma czy Liam. Zmarszczyłam czoło. Chce zaryzykować.- Travis, przez ostatni czas widzę jak…
Jednak nie dane mi było skończyć. Rozległo się ciche pukanie, a po chwili w drzwiach pojawił się lekarz prowadzący mój przypadek.
   -Jak się czujemy pani Stark?- zapytał z uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym.
   -Lepiej. Dziękuję.
   -To wyśmienicie.- wziął do ręki kartę choroby i zaczął coś na niej notować w skupieniu.- Dobrze. Po przeanalizowaniu wyników krwi, doszedłem do wniosku co się wydarzyło. Ma pani anemię. Jednak stadium choroby nie jest zbyt zaawansowane. A powodem jest niedobór żelaza i witaminy B12. Była też pani nieco odwodniona dlatego efekt był dość przerażający. Jednak proszę się nie martwić. Przepiszę odpowiednie leki, które w zupełności wystarczą. Należy jednak kontrolować co jakiś czas gospodarkę mineralną organizmu. Proszę co dwa tygodnie oddawać krew do analizy. Musimy obserwować zmiany.
Łagodnie wypuściłam powietrze. Travis szeroko się uśmiechnął. Spojrzałam na niego przerażona. Jak można tak szeroko otworzyć usta?! Gdyby miał, pokazałby również zęby mądrości.
   -Prześwietlenie również niczego nie wykazało. Zatrzymamy panią jeszcze jedną dobę na obserwację, jeżeli nic niepokojącego się nie wydarzy to będzie mogła pani wrócić do domu.- Travis zerwał się ze swojego miejsca. Chwycił dłoń lekarza i zaczął nią energicznie potrząsać.
   -Bardzo dziękujemy panie doktorze!-  wręcz krzyknął z radością. Cicho się zaśmiałam i przeprosiłam za przyjaciela.
Lekarz opuścił salę.
   -I kto tu ma silny organizm?!- Krzyknął wystawiając rękę abym mu przybiła piątkę. Ciągle się śmiejąc klepnęłam w jego dłoń. Usiadł i popadł w zadumę.- Czekaj, jak mogli zrobić ci prześwietlenie? Przecież jesteś w ciąży…- mruknął przysuwając się do mnie.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Pokręciłam przecząco głową. Travis zmarszczył czoło. Dając mi do zrozumienia, że nie wie o co chodzi.
   -Nie jestem w ciąży i nigdy nie byłam. Test się pomylił. Nie spałam z Marcusem.- szatyn otworzył usta i cicho jęknął. Po moim policzku spłynęła łza.
   -Mówiłaś już Emmie?


***


            Mocno chwyciłam telefon. Napiszę do niego. Może jednak zareagowałam zbyt oschle? Przecież Liam chciał tylko mnie chronić.
Nie prawda.
Mówił głos w mojej głowie. Każdy mógłby się zdenerwować w takiej sytuacji. Po prostu zareagował bardziej emocjonalnie.
Nie miał do tego prawa, powinien być przy tobie. Zachował się jak małe rozkapryszone dziecko. Jakby miał nad tobą kontrolę. Jakbyś należała do niego i złamała zasady, które ci postawił.
Przygryzłam wargę.
Z myśli wyrwało mnie głośne warknięcie.
   -Szef miał ochotę rozszarpać mnie na miejscu, ale gadka o ciężarnej młodocianej i ojcu pedofilu i złodzieju, jakoś go przekonała.- wytężyłam słuch. Nie miałam pojęcia kogo to głos.
   -Dziękuję. Naprawdę.- głos był przytłumiony przez barierę drzwi. Szybko, ale w miarę bezszelestnie do nich podeszłam. Po prostu zaczęłam podsłuchiwać.
   -Nie dziękuj. W końcu to mi musisz płacić. Pamiętaj, że ja nie jestem ani miły ani grzeczny jak Travis. Uważaj na to co robisz, bo w każdej chwili możesz pożałować.- w tym momencie domyśliłam się kim są rozmówcy. Bez zastanowienia otworzyłam drzwi. Emma upadła na podłogę. Najwyraźniej musiała się o nie opierać.
   -Musimy pogadać.- stwierdziłam patrząc z odrazą na Samuela.
            Nie miałam pojęcia co myśleć, a tym bardziej jak pomóc przyjaciółce. Zarzuciła mnie ogromem informacji. Mówiła tak szybko, że musiałam bardzo skupiać się na słowach by wyłapać ich sens. Kilka razy musiałam jej przerwać i poprosić żeby powtórzyła. Widziałam w jej oczach strach, jednak mimo wszystko dominowała zawziętość i gotowość do walki. Bała się, że ujawniając mi wszystkie szczegóły wplątała mnie w niebezpieczną pułapkę. W zagadkę, której brak rozwiązania mógł oznaczać tylko śmierć. Mocno zacisnęłam zęby.
   -To w takim razie pożyczę ci te pieniądze.-powiedziałam ostro. Byłam wściekła na całą sytuację.
    -Nie ma mowy! Nie będę się zadłużać z powodu długów mojego ojca. Czy ty to w ogóle słyszysz?  Nie mam zamiaru iść w jego ślady. Nigdy.- warknęła wściekle. Przewróciłam oczami. Czasami jej duma wpędzała ją w gorsze kłopoty niż te które miała do tej pory. Sama blokowała sobie drogę wyjścia.
    -Nie masz innego wyjścia! Kasa jest ci potrzebna, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak cię te typki załatwiają na moich oczach.- mruknęłam z troską.
   -Nie! Jakoś to załatwię…- i nim zdążyła dokończyć drzwi uchyliły się, a naszym oczom ukazał się Liam. Trzymał ogromny bukiet róż. Moje serce mocniej zabiło. Emma coś mruknęła i zostawiła nas samych. Niekontrolowanym ruchem założyłam grzywkę za ucho. Patrzyłam na przyjaciela w ciszy. Poczułam jak wszystkie mięśnie twarzy wiotczeją, a moja mina wyraża bezsilność. Blondyn przełknął głośno ślinę.
   -Przepraszam.- mruknął ochryple. Założyłam ręce.- Nie miałem prawa się na ciebie wściekać, każdy może popełniać błędy, a nawet powinien. Powinienem z tobą zostać i cię wspierać. Miałaś rację, zachowałem się jak tchórz. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Przyjaźnimy się odkąd pamiętam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, tak jak ja wybaczyłem tobie. Zaakceptujesz moją porywczość, tak jak ja akceptuje to co robisz ty.
   -Ile ich jest?- zapytałam pozornie od niechcenia. Zrobił głupią minę.
   -Słucham?
   -Róż. Ile ich jest?
   -Dwadzieścia. Większego bukietu nie byłem w stanie wynieść przez drzwi kwiaciarni.- powiedział z cieniem uśmiechu na ustach.
   -Ewentualnie, już mogą być.- mruknęłam spoglądając na palce. Chłopak patrzył na mnie w osłupieniu. Po chwili jednak zaczęłam się cicho śmiać. Odłożył kwiaty na moje łóżko i zamknął mnie w uścisku.
Uwielbiałam jego zapach.
   -Czasami jestem taki głupi…- jęknął.- Obiecuję, że będę pomagać.
   -Tak?- zapytałam.
   -Tak, będę obok gdy będziesz mnie potrzebować.
   -Po prostu chciałam to usłyszeć. Liam, nie jestem w ciąży. Test się pomylił.
Natychmiast mnie od siebie odsunął i dokładnie przyjrzał się mojej twarzy. Sprawdzał czy nie blefuję. Delikatnie się do niego uśmiechnęłam. Nagle jego oczy zaczęły się niesamowicie świecić. Pocałował mnie w czoło i po raz kolejny mocno uścisnął.


***


            Spojrzałam ze złością na Liama. Odepchnęłam ręce Emmy.
   -Ludzie! Wyluzujcie, już mi nic nie jest. Dam radę sama wejść po schodach!- warknęłam na przyjaciół. Emma chciała mnie podtrzymywać, Liam kłócił się z nią o sposób w jaki powinna mnie asekurować, a biedny Travis wnosił walizkę z ubraniami i kosmetykami, którą na pobyt w szpitalu spakowała mi Emm.
Ciągle się szamocąc weszliśmy do apartamentu mojego i Liama.
   -Emma pomoże mi się rozpakować, a wy idźcie na zakupy. Jestem pewna, że mamy pustą lodówkę.- mruknęłam patrząc karcąco na blondyna. Chłopaki niechętnie się zgodzili. Dobrze, szło bardzo dobrze.
Musiałam zostać sam na sam z Emmą i dokończyć naszą rozmowę.
Weszłyśmy do mojej sypialni. Szatynka otworzyła walizkę. Podawała mi pojedynczo ubrania, a ja je sortowałam, na czyste i brudne.
   -Najpierw chce wiedzieć czy w sprawie z Samuelem zdarzyło się coś nowego.- dziewczyna nie podnosząc głowy znad walizki pokręciła nią przecząco.- Myślałam nad tym jak mogłybyśmy sobie z tym poradzić. Ale doszłam do wniosku, że same nic nie zdziałamy. Potrzebujemy chłopaków. Musisz im o wszystkim powiedzieć. Dopóki jesteśmy na wyspie należy zorientować się w jakie interesy zamieszany był twój ojciec, a możemy to zrobić tylko na jeden sposób. Śledząc Samuela. My w tym czasie powinnyśmy skupić się na odnalezieniu twojego ojca.- wyrzuciłam wszystko ja jednym oddechu.
Emma spojrzała w moje oczy.
   -Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie powinnam was w to mieszać. To nie są żarty.- powiedziała stanowczo podając mi kolejne spodnie.
   -Sama nie dasz rady. Potrzebujesz nas. Możesz mówić inaczej, ale ja swoje wiem. I nie zaprzeczaj bo to nie ma sensu. Jesteśmy w tym razem.- warknęłam ze stanowczością. W oczach przyjaciółki napotkałam opór. Jednak jej usta nie wypowiedziały żadnego słowa.- Co do Tiny, nie mamy chyba innego wyboru niż czekać do powrotu.
Zerknęłam na przyjaciółkę. Nie słuchała mnie. Była myślami daleko stąd. Mordowała mężczyznę, który błędnie nazywał się jej ojcem.


***  


            Zrzuciłam z nóg szpilki po czym opadłam na kanapę na której sypiał Liam. Nie zwróciłam nawet uwagi na sukienkę, która mocno się podniosła odsłaniając sporą część ud. Uśmiechnęłam się do przyjaciela, który opadł na kanapie obok mnie. Był przytłoczony. On i Travis wyczuli podczas kolacji, że coś było nie tak. Emma zachowywała się z rezerwą, Cały czas trzeba było ją sprowadzać na ziemię. Głęboko rozmyślała.
Położyłam głowę na ramię przyjaciela.
   -Mia…- szepnął odwracając się przodem do mnie. Podniosłam zmęczony wzrok i zerknęłam w oczy Liama.- Naprawdę bałem się, że cię stracę.
Delikatnie się uśmiechnęłam. Blondyn przeczesał ręką moje rozpuszczone włosy. Przysunął się i złożył na moich ustach pocałunek, a ja go odwzajemniłam.

_____
Od Jemi: Pisany w niewielkiej przerwie między wykładami. Moim zdaniem nie jest zły, ale wiem, że stać mnie na więcej. A wy? Co myślicie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)