Mia
Wciągnęłam
na siebie gruby sweterek w karmelowym odcieniu. Związałam włosy w kucyk.
Przemyłam jeszcze twarz i nałożyłam odrobinę korektora pod oczyma. Westchnęłam.
Nadal wyglądałam jak ktoś komu umarł najbliższy członek rodziny.
Skierowałam
się do sypialni. Wzięłam w dłonie moją niewielką torebkę. Zajrzałam do środka
aby upewnić się, że wszystko co spakowałam nocą nie zniknęło. Wszystkie
potrzebne dokumenty. Portfel. Zielona karta kredytowa. Zapięłam torebkę i
przełożyłam ją przez ramię. Teraz musiałam znaleźć bankomat.
Nie było to zbyt trudne zadanie.
Bankomaty były dosłownie na każdym rogu. Wsunęłam kartę. Nagle uświadomiłam
sobie, że przez cały wyjazd płaciłam zbliżeniowo lub wypłacałam niewielkie
kwoty. Nie miałam pojęcia czy wystarczy mi pieniędzy. Wcisnęłam przycisk aby
sprawdzić stan konta. Gdy ponownie spojrzałam na ekran zrobiło mi się słabo.
-Nie wierzę…- jęknęłam. Spodziewałam się
kilku tysięcy. Od dziecka brałam udział w wielu konkursach naukowych, w których
główną nagrodą były zawsze pieniądze. Od czasów liceum były to niemałe kwoty.
Sięgające nawet do dziesięciu tysięcy. Jednak byłam przekonana, że rodzice
pożytkowali te pieniądze na moje utrzymanie.
Jak
się okazało wszystko wpłacali właśnie na to konto.
Postanowiłam
wypłacić sześćset dolarów. Miałam nadzieję, że ta kwota wystarczy. Schowałam
pieniądze. Karta leniwie wysunęła się z otworu. Wzięłam ją w dłoń i przymknęłam
powieki. Gdyby tylko rodzice wiedzieli do jakich celów mam zamiar jej dziś
użyć.
Po
moim policzku spłynęła samotna łza.
Szybko wytarłam ją rękawem. Nagle obok mnie przeszła
grupka przyjaciół śmiejąc się niesamowicie głośno.
-Hej, księżniczko, może masz ochotę się z
nami zabawić?!- zapytał przyjaźnie jeden z chłopaków.
-Może następnym razem.- odparłam jak
najradośniej potrafiłam. Wznieśli butelki z alkoholem wysoko do góry.
-Twoje zdrowie!- do moich oczu po raz
kolejny napłynęły łzy. Nieco zdziwieni moim zachowaniem odeszli. Wyjęłam
telefon, w którym miałam już włączoną nawigacje GPS. Wznowiłam trasę. Zerknęłam
na miejsce docelowe: Krajowe Centrum ds. AIDS. Po raz kolejny tego dnia
rozpłakałam się na dobre.
***
Usłyszałam dźwięk klucza
przekręcanego w drzwiach. Mocniej nakryłam się kocem. Liam stąpał jak najciszej
tylko potrafił. Pewnie nie chciał mnie zbudzić. Po chwili skrzypnęły drzwi do
sypialni.
-Mia?- szepnął sprawdzając czy śpię. Głośno
westchnął.- Co się z tobą dzieje mała?- mruknął w ciemność. Mocniej zacisnęłam
zęby.
***
Mocno zaciskałam w dłoniach białą
kopertę. Spojrzałam jeszcze raz na łagodne wyglądającą twarz pielęgniarki.
-Nie bój się. Strach to ostatnia przeszkoda,
uniemożliwiająca nam żyć tak jak tego pragniemy.- powiedziała łamaną
angielszczyzną. Niedbale się do niej uśmiechnęłam. Podziękowałam i wyszłam z
budynku.
Stanęłam
przy koszu. Ostrożnie rozdarłam kopertę w wyznaczonym miejscu. Wyjęłam pismo.
Przebiegłam wzrokiem po logo centrum. Zachłannie zaczęłam czytać tekst. Moje
serce stanęło. Niekontrolowanie łapałam pojedyncze oddechy. Po policzkach spływały
potoki łez. Nagle mój telefon zaczął wydawać dobrze znaną mi melodię. Starając
się odzyskać ostrość widzenia próbowałam odczytać imię mrugające na
wyświetlaczu. Emma.
-Tak?- jęknęłam żałośnie.
-Mia? Co się dzieje? Gdzie jesteś?!- wręcz
wykrzyczała przestraszona.
-W…- nazwa nie chciała mi przejść przez
gardło.- Może po prostu spotkamy się w jakiejś kawiarni, muszę ci coś pokazać.-
wychrypiałam.
-Wyślij adres.- rzuciła krótko. Usłyszałam
trzask drzwi i tupot stóp. Zbiegała po schodach prowadzących do ich
mieszkania.- Ja zaraz będę.
Pokiwałam
twierdząco głową, rozłączyłam się i rozejrzałam dookoła. Nie. Nie chcę się z
nią widzieć w tym miejscu. Szybko przeanalizowałam czy idąc do centrum miałam
jakieś kawiarnie. Dwie ulicę dalej jedna zapadła mi w pamięć, dzięki pięknemu
szyldowi. Wysłałam jej adres.
Wytarłam
oczy. Schowałam pismo do torebki i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie.
Upiłam łyk gorącej czekolady. Emma
powoli czytała cały tekst pisma. Wyjrzałam przez okno. Gdy usłyszałam jak opada
na krzesło zerknęłam znowu w jej stronę. Otwierała już usta jednak do naszego
stolika podszedł kelner z czekoladowym ciastem, które zamówiła Emma mimo, że
nie miałam na nie ochoty.
-Dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś?-
mruknęła w połowie zdania ściszając głos.
-Nie chciałam was martwić.- dziewczyna
ponownie pochyliła się nad stolikiem, tak aby dobrze mnie widzieć.- Przestań,
sama byłam przerażona.
-Więc z nocy z Marcusem nie pamiętasz nic, a
nic?- zapytała. Pokręciłam przecząco głową.
-Zrobiłam coś takiego pierwszy raz w życiu.
Nie jestem nawet pewna czy do czegoś między nami doszło. A jeżeli doszło to czy
odpowiednio się zabezpieczyliśmy.- Emma zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech i
złapała mnie za dłoń.
-Może nie wydaje się być dobrą powierczynią
zmartwień, ale możesz mi zaufać i zawsze powiedzieć o wszystkim. Nie mam w tym
doświadczenia ale…- nie dałam jej dokończyć.
-To dopiero pierwszy krok. Testy na HIV. To
pierwszy krok. Fakt iż wyszły negatywne nie oznacza, że do niczego nie doszło.
Kupiłam też testy ciążowe. Chce żebyś była wtedy obok.- mruknęłam ponownie
spoglądając przez okno. Dziewczyna mocniej ścisnęła moją dłoń.
***
Głośno wybuchłam śmiechem widząc
niezrozumienie na twarzy Travisa.
-Nie, stary!- Powiedział próbując opanować
śmiech Liam.
-Nie śmiejcie się!- mruknął obrażony.- Po
raz pierwszy raz gram w karty!- Emma zaniosła się tak głośnym śmiechem, że
wygięła się do tyłu jednocześnie podnosząc nogi. Sypnęła piaskiem na cały koc i
do naszego śniadania. Postanowiliśmy wziąć na wynos chińszczyznę, koc i pograć
w karty na plaży dla rozluźnienia atmosfery. Zwłaszcza, że Samuel zniknął od
rana. Chcieliśmy wykorzystać chwilę prywatności.
-Emma!- jęknęliśmy wszyscy równo. Dziewczyna
jednak nie przestawała.
-Uwielbiam cię!- wykrzyczała pomiędzy
napadami śmiechu. Oczy Trava pojaśniały. Wstał, podniósł szatynkę i przerzucił
ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków. Zaczął się kręcić. Dziewczyna darła
się w niebogłosy. Liam spojrzał na mnie i mruknął:
-Pięknie wyglądasz jak się śmiejesz.- mrugnęłam
kilka razy zaskoczona. Biła od niego troska. Nasze twarze były bardzo blisko
siebie. Pocałowałam go szybko w policzek i rzuciłam się na niego. Teraz już
wszystko było w piasku.
____
Od Jemi: Pisało mi się dość ciężko, mimo weny. Mam nadzieję jednak, że przypadnie wam do gustu! :) Komentujcie śmiało :)