sobota, 24 października 2015

11. Chcieliśmy wykorzystać chwilę prywatności.



        

                                                                      Mia



           Wciągnęłam na siebie gruby sweterek w karmelowym odcieniu. Związałam włosy w kucyk. Przemyłam jeszcze twarz i nałożyłam odrobinę korektora pod oczyma. Westchnęłam. Nadal wyglądałam jak ktoś komu umarł najbliższy członek rodziny.
Skierowałam się do sypialni. Wzięłam w dłonie moją niewielką torebkę. Zajrzałam do środka aby upewnić się, że wszystko co spakowałam nocą nie zniknęło. Wszystkie potrzebne dokumenty. Portfel. Zielona karta kredytowa. Zapięłam torebkę i przełożyłam ją przez ramię. Teraz musiałam znaleźć bankomat.
            Nie było to zbyt trudne zadanie. Bankomaty były dosłownie na każdym rogu. Wsunęłam kartę. Nagle uświadomiłam sobie, że przez cały wyjazd płaciłam zbliżeniowo lub wypłacałam niewielkie kwoty. Nie miałam pojęcia czy wystarczy mi pieniędzy. Wcisnęłam przycisk aby sprawdzić stan konta. Gdy ponownie spojrzałam na ekran zrobiło mi się słabo.
   -Nie wierzę…- jęknęłam. Spodziewałam się kilku tysięcy. Od dziecka brałam udział w wielu konkursach naukowych, w których główną nagrodą były zawsze pieniądze. Od czasów liceum były to niemałe kwoty. Sięgające nawet do dziesięciu tysięcy. Jednak byłam przekonana, że rodzice pożytkowali te pieniądze na moje utrzymanie.
Jak się okazało wszystko wpłacali właśnie na to konto.
Postanowiłam wypłacić sześćset dolarów. Miałam nadzieję, że ta kwota wystarczy. Schowałam pieniądze. Karta leniwie wysunęła się z otworu. Wzięłam ją w dłoń i przymknęłam powieki. Gdyby tylko rodzice wiedzieli do jakich celów mam zamiar jej dziś użyć.
Po moim policzku spłynęła samotna łza.
Szybko  wytarłam ją rękawem. Nagle obok mnie przeszła grupka przyjaciół śmiejąc się niesamowicie głośno.
   -Hej, księżniczko, może masz ochotę się z nami zabawić?!- zapytał przyjaźnie jeden z chłopaków.
   -Może następnym razem.- odparłam jak najradośniej potrafiłam. Wznieśli butelki z alkoholem wysoko do góry.
   -Twoje zdrowie!- do moich oczu po raz kolejny napłynęły łzy. Nieco zdziwieni moim zachowaniem odeszli. Wyjęłam telefon, w którym miałam już włączoną nawigacje GPS. Wznowiłam trasę. Zerknęłam na miejsce docelowe: Krajowe Centrum ds. AIDS. Po raz kolejny tego dnia rozpłakałam się na dobre.



***


            Usłyszałam dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach. Mocniej nakryłam się kocem. Liam stąpał jak najciszej tylko potrafił. Pewnie nie chciał mnie zbudzić. Po chwili skrzypnęły drzwi do sypialni.
   -Mia?- szepnął sprawdzając czy śpię. Głośno westchnął.- Co się z tobą dzieje mała?- mruknął w ciemność. Mocniej zacisnęłam zęby.


***  


            Mocno zaciskałam w dłoniach białą kopertę. Spojrzałam jeszcze raz na łagodne wyglądającą twarz pielęgniarki.
   -Nie bój się. Strach to ostatnia przeszkoda, uniemożliwiająca nam żyć tak jak tego pragniemy.- powiedziała łamaną angielszczyzną. Niedbale się do niej uśmiechnęłam. Podziękowałam i wyszłam z budynku.
Stanęłam przy koszu. Ostrożnie rozdarłam kopertę w wyznaczonym miejscu. Wyjęłam pismo. Przebiegłam wzrokiem po logo centrum. Zachłannie zaczęłam czytać tekst. Moje serce stanęło. Niekontrolowanie łapałam pojedyncze oddechy. Po policzkach spływały potoki łez. Nagle mój telefon zaczął wydawać dobrze znaną mi melodię. Starając się odzyskać ostrość widzenia próbowałam odczytać imię mrugające na wyświetlaczu. Emma.
   -Tak?- jęknęłam żałośnie.
   -Mia? Co się dzieje? Gdzie jesteś?!- wręcz wykrzyczała przestraszona.
   -W…- nazwa nie chciała mi przejść przez gardło.- Może po prostu spotkamy się w jakiejś kawiarni, muszę ci coś pokazać.- wychrypiałam.
   -Wyślij adres.- rzuciła krótko. Usłyszałam trzask drzwi i tupot stóp. Zbiegała po schodach prowadzących do ich mieszkania.- Ja zaraz będę.
Pokiwałam twierdząco głową, rozłączyłam się i rozejrzałam dookoła. Nie. Nie chcę się z nią widzieć w tym miejscu. Szybko przeanalizowałam czy idąc do centrum miałam jakieś kawiarnie. Dwie ulicę dalej jedna zapadła mi w pamięć, dzięki pięknemu szyldowi. Wysłałam jej adres.
Wytarłam oczy. Schowałam pismo do torebki i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie.
            Upiłam łyk gorącej czekolady. Emma powoli czytała cały tekst pisma. Wyjrzałam przez okno. Gdy usłyszałam jak opada na krzesło zerknęłam znowu w jej stronę. Otwierała już usta jednak do naszego stolika podszedł kelner z czekoladowym ciastem, które zamówiła Emma mimo, że nie miałam na nie ochoty.
   -Dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś?- mruknęła w połowie zdania ściszając głos.
   -Nie chciałam was martwić.- dziewczyna ponownie pochyliła się nad stolikiem, tak aby dobrze mnie widzieć.- Przestań, sama byłam przerażona.
   -Więc z nocy z Marcusem nie pamiętasz nic, a nic?- zapytała. Pokręciłam przecząco głową.
   -Zrobiłam coś takiego pierwszy raz w życiu. Nie jestem nawet pewna czy do czegoś między nami doszło. A jeżeli doszło to czy odpowiednio się zabezpieczyliśmy.- Emma zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech i złapała mnie za dłoń.
   -Może nie wydaje się być dobrą powierczynią zmartwień, ale możesz mi zaufać i zawsze powiedzieć o wszystkim. Nie mam w tym doświadczenia ale…- nie dałam jej dokończyć.
   -To dopiero pierwszy krok. Testy na HIV. To pierwszy krok. Fakt iż wyszły negatywne nie oznacza, że do niczego nie doszło. Kupiłam też testy ciążowe. Chce żebyś była wtedy obok.- mruknęłam ponownie spoglądając przez okno. Dziewczyna mocniej ścisnęła moją dłoń.


***  


            Głośno wybuchłam śmiechem widząc niezrozumienie na twarzy Travisa.
   -Nie, stary!- Powiedział próbując opanować śmiech Liam.
   -Nie śmiejcie się!- mruknął obrażony.- Po raz pierwszy raz gram w karty!- Emma zaniosła się tak głośnym śmiechem, że wygięła się do tyłu jednocześnie podnosząc nogi. Sypnęła piaskiem na cały koc i do naszego śniadania. Postanowiliśmy wziąć na wynos chińszczyznę, koc i pograć w karty na plaży dla rozluźnienia atmosfery. Zwłaszcza, że Samuel zniknął od rana. Chcieliśmy wykorzystać chwilę prywatności.
   -Emma!- jęknęliśmy wszyscy równo. Dziewczyna jednak nie przestawała.
   -Uwielbiam cię!- wykrzyczała pomiędzy napadami śmiechu. Oczy Trava pojaśniały. Wstał, podniósł szatynkę i przerzucił ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków. Zaczął się kręcić. Dziewczyna darła się w niebogłosy. Liam spojrzał na mnie i mruknął:
   -Pięknie wyglądasz jak się śmiejesz.- mrugnęłam kilka razy zaskoczona. Biła od niego troska. Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Pocałowałam go szybko w policzek i rzuciłam się na niego. Teraz już wszystko było w piasku. 


____
Od Jemi: Pisało mi się dość ciężko, mimo weny. Mam nadzieję jednak, że przypadnie wam do gustu! :) Komentujcie śmiało :)

niedziela, 11 października 2015

10. Miłość to najcenniejsze uczucie.



Emma

              Mocne szarpnięcie za ramie wyrwało mnie z osłupienia. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Travis już wyprowadził mnie do kuchni. Jego rozbiegane spojrzenie mówiło wszystko. Oddychał płytko i szybko. Chcąc uspokoić się wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie przenikliwie. Czułam się jakby rozbierał mnie wzrokiem i czytał w moim myślach, a kiedy się odezwał… To było jak wymierzony policzek.
   -Sypiasz z nim?- spytał cicho. Wręcz zaparło mi dech i miałam ochotę krzyknąć na niego, że chyba jest kompletnym idiotą, ale powstrzymała mnie obecność Mii, Liama i Sama w pokoju obok. Zamiast tego tylko się zaśmiałam nerwowo i z całej siły pchnęłam Travisa na ścianę. Chyba się tego nie spodziewał, bo odruchowo złapał się drzwi od lodówki i prawie się przewrócił. Czułam jak w gardle staje mi ogromna gula, którą szybko przełknęłam.
   -Jeśli nawet to nic ci do tego. Opanuj się i przestań się tak zachowywać. Możesz myśleć, że jestem dziwką, ale oboje wiemy jak jest.- warknęłam robiąc krok w tył i wbiłam paznokcie w dłonie.
   -Przepraszam, nie to miałem na myśli. Co ty byś zrobiła na moim miejscu? Widzę na środku mieszkania faceta, który aż kipi testosteronem, ma na sobie jedynie ręcznik, a ty wychodzisz z sypialni. Wybacz…- wyszeptał podchodząc bliżej i łapiąc mnie za rękę. Ciepło które mnie przebiegło sprawiło, że na chwilę straciłam oddech. Natychmiastowo wyrwałam dłoń i napięcie wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam jeszcze wychodząc jak Travis klnie pod nosem i zgrzyt uderzonej lodówki.
   W przedpokoju na kanapie siedziała Mia z Liamem i o czymś gorączkowo rozmawiała. Gdy weszłam natychmiastowo umilkli i wymienili tylko spojrzenia.
   -Gdzie Sam?- spytałam siadając koło przyjaciółki. Jej spojrzenie tak strasznie mnie bolało. Jej smutne oczy chciały mi coś przekazać, ale nie byłam w stanie nic z tego zrozumieć.
   -Tu jestem, śliczna.- powiedział wychodząc już ubrany. O zgrozo… Miał na sobie koszulkę Travisa i jego spodnie, które nawet nieźle na nim leżały. Spojrzenie Trava, który właśnie do nas dołączył było tak cholernie wściekłe, że myślałam, że zaraz na niego skoczy.
  -Pożyczyłam mu twoje ciuchy.- skłamałam, chcąc uniknąć dalszych pogróżek i warknięć. Tak naprawdę Samuel sam się obsłużył nikogo nie pytając o zgodę.
   -Chyba nie masz nic przeciwko kolego?- spytał Sam poprawiając kieszenie i upychając do nich swoje papierosy. Posłałam mu spojrzenie błagające, żeby sobie odpuścił, ale cóż, chłopak tylko uśmiechnął się szeroko i puścił do mnie oczko co tylko zwiększyło niezadowolenie Liama i Mii, którzy wręcz zaczęli na niego wrzeszczeć.
   -Przyjeżdżasz sobie od tak i nie uprzedzasz nikogo? Czy to jakaś nowa zasada dobrych manier?- spytała kąśliwie Mia podnosząc się z kanapy i krzyżując ręce na piersi. Sam całkowicie zignorował jej uwagę.
   -Jesteście parą?- spytał Samuel patrząc znacząco na Liama, jakby doskonale nie wiedział. I bez tego pytania był świadomy, że nie są, ale musiał się zgrywać. Mii aż zaparło dech kiedy usłyszała to pytanie. Zanim zdołała coś wydukać wtrącił się Liam.
   -Nie, ale lepiej trzymaj się od niej z daleka. Nie podobasz mi się…- warknął. Samuel roześmiał się ukazując śnieżnobiałe zęby.
   -Nie martw się, mam kogo innego na oku, a teraz wybaczcie. Miałem ciężki dzień i chyba pójdę zrobić sobie kawę.
***
        Spojrzałam na Mię, dziewczyna była całkowicie nieobecna. Mimo, że chłopaki skakali wkoło niej ta kompletnie nie zwracała na nich uwagi. Ostrożnie wstałam i przechodząc między leżakami, które nas dzieliły usiadłam na ziemi przy jej leżaku. Szatynka spojrzała na mnie ostrożnie po czym odwróciła wzrok.
   -Boisz się?- spytałam podkulając nogi pod brodę i zerkając w stronę chłopaków, którzy wygłupiali się w hotelowym basenie. Chociaż na moment byli w stanie się zrelaksować. Ja nie byłam w stanie nie myśleć o tym jak mam zebrać tak dużą kwotę pieniędzy.
    Mia zacisnęła dłonie mocniej na kolanach i utkwiła we mnie wzrok. Wyglądała jak bezbronnie i mimo, że nie miałam pojęcia co ją trapi widziałam jej strach.
  -Jestem tu z tobą. Może i nie jestem najlepszą przyjaciółką, ale możesz na mnie liczyć.- to nie nakłoniło ją do wyznań.- Jestem dobra w siedzeniu, objadaniu się lodami i oglądaniu romansów. Tak myślę, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam. Jeśli będziesz potrzebowała ciszy…- dziewczyna przytaknęła. Złapałam jej dłoń i usiadłam naprzeciwko niej. Mimo, że widziałam jak do oczu napływają jej łzy nie napierałam. Nie chciałam jej do niczego zmuszać.
    -Dziękuję.- wyszeptała tylko ściskając moją dłoń. Mocno ją do siebie przyciągnęłam i uściskałam. Kiedy tak siedziałyśmy wtulone w siebie wręcz czułam to jak bardzo cierpi i choć nie mogłam przestać myśleć co tak bardzo ją rani, nie byłam też w stanie o to zapytać. Odsunęłam się tak by widzieć jej twarz i otrzeć wierzchem dłoni spływające łzy po policzkach przyjaciółki.
  -Moja mama zawsze mówiła, że…- przerwałam, bo te wspomnienia bolały zawsze najbardziej.- Miłość to najcenniejsze uczucie na świecie. Tak kochała ojca, że wszystko mu wybaczała, a ja myślałam, że jest głupia i naiwna jeśli liczy że on się zmieni. Teraz dopiero wiem, że ona nigdy nie chciała, żeby on się zmieniał, nie wierzyła w to. Kochała go mimo wszystko. Chciałabym kogoś tak kiedyś kochać, bo miłość jest najpiękniejsza. Jeśli kogoś kochamy żyjemy dla niego, z nim i nawet jeśli jest jedną wielką pomyłką, błędem… To go kochamy, bo miłość nie wybiera.- czułam jak po moich policzkach spływa samotna łza, którą otarłam wolną dłonią.- Kiedyś mi powiedziała, że byłam pomyłką, nie miałam się urodzić.
   -Cierpiałaś przez to?- spytała Mia odgarniając z twarzy pasmo włosów.
   -Nie. Bo to oznaczało, że była w stanie pokochać mnie mimo wszystko. Raz kiedy kłóciła się z ojcem słyszałam jak mówi, że kocha mnie, bo kocha siebie, a jeśli nosiła mnie w swoim łonie to znaczy, że jestem częścią niej.- wzięłam głęboki wdech.- Wiesz, że ojciec kazał jej usunąć ciążę?- powiedziałam śmiejąc się przez łzy.- Ona powiedziała, że musiałaby zabić i mnie i siebie, bo jestem częścią niej.
***
      Przywołałam barmana gestem dłoni i zamówiłam jeszcze jedną kolejkę. Samuel uśmiechnął się na ten widok. Wyglądał na zadowolonego, że może napić się z darmo. Teraz w sumie za nic nie płacił.
  -Szkoda, że Mia nie przyszła.- odezwał się Travis opróżniając swój kieliszek. Dziewczyna powiedziała, że źle się czuje i musi posiedzieć w ciszy. Rzeczywiście nie wyglądała na lepiej, więc zaleciliśmy jej dużo snu i spokoju po czym sami wyszliśmy się zabawić. Potrzebowałam zapomnieć.
   -Następnym razem. Ostatnio kiepsko się czuje. Sam, może powiesz nam jak poznaliście się z Emmą?- spytał Liam przyglądając się blondynowi, który celowo ocierał się o mnie ramieniem.
  -Pewnie. Znamy się od małego. Nasze mamy były przyjaciółkami więc często się widywaliśmy. Potem Emma poszła do szkoły wojskowej i kontakt się urwał.- nagle w mojej pamięci otworzyła się jakaś szuflada. Pamiętałam Luka, to on był chłopcem którego opisał Samuel. Pamiętam jak razem bawiliśmy się i wygłupialiśmy, ale zakończenie było inne. Luke wpadł pod samochód kiedy graliśmy w piłkę. Nie odratowali go, a jego rodzina wyprowadziła się z miasta.
   -Dokładnie.- potwierdziłam automatycznie odwracając wzrok od Travis, który wyglądał na przybitego
   Po wypiciu kilku kolejnych kolejek ledwo trzymałam się na nogach, a w porównaniu do Travisa byłam wręcz wrakiem człowieka. Nie zareagowałam nawet na to jak zaczął dzwonić mój telefon. Wyrwałam go jedynie Travisowi, który chciał odebrać.
  -To Carter, może to coś ważnego. - rzeczywiście wiadomość była ważna, ale nie przeznaczona dla Travisa.
   -Wracajmy do hotelu. Ona ma chyba dość.- odezwał się Liam zbierając swoje rzeczy z krzesła i rzeczy Travisa, który zaoferował się, że mnie poniesie. Nie protestowałam, bo czułam się jakby ktoś wrzucił mnie do pralki i ustawił na wysokie obroty. Kręciło mi się w głowie, a nogi miałam jak z waty i gdyby nie silne ramiona przyjaciela już dawno leżałabym na ziemi.
  -Pomóc ci?- zaoferował się Sam dopijając drinka.
  -Nie jestem aż tak ciężka.- krzyknęłam pijacko i zakryłam usta dłonią po czym przylgnęłam do Travisa i jego ciepłego ciała okrytego jedynie cienkim podkoszulkiem. Nie słyszałam już nic poza biciem jego serca i oddechem. Zastanawiałam się czy krew w jego żyłach płynie dla mnie, czy jego oddech jest przeznaczony dla mnie, czy może on żyje bo żyję ja. Może byliśmy sobie przeznaczeni w końcu ktoś postawił go na mojej drodze. Szkoda, że nic z tych myśli nie pamiętałam rano.

***
    -Jak to?! Czemu ja nic o tym nie wiem?- spytałam dociskają dłoń do ust by powstrzymać szloch.
   - Roben uspokój się. Te pieniądze miały zostać w funduszu póki nie skończysz szkoły.- powiedział stanowczo Carter.- Tak chciał twój ojciec. Nie mogę ci ich teraz wypłacić.
   -Ale ja potrzebuję ich teraz,  nie za rok. Muszę mieć je w tej chwili.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Byłam ubezpieczona na sto tysięcy. Nie miałam pojęcia jak dokonała tego moja matka, ale byłam jej za to wdzięczna.
  -Wiesz, że bym ci je dał, ale kilka dni temu twój ojciec wybrał je z konta bankowego. Póki nie ukończyłaś szkoły pieniądze były jego własnością. Przykro mi.
  -Jak to je wypłacił? Przecież to on…- zamarłam. Ten sukinsyn chciał żeby mnie zabili. Nasłał na mnie Samuela mówiąc, że nie ma pieniędzy, a sam wybrał wszystko co miałam zanim się o tym jeszcze dowiedziałam.- Dobra. Dzięki. Jakoś to załatwię.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Jedynym rozwiązaniem było odwiedzenie mojego ojca, ale zostały nam jeszcze dwa tygodnie wakacji, a ja nie mogłam tak po prostu sobie wyjechać. Musiałam negocjować z Samem. I to jak najszybciej. 

_______________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, że nie zapędziłam się w kozi róg i uda mi się to jakoś dalej pociągnąć. Mam nadzieję, że wam się podoba tak jak mi :)