niedziela, 11 października 2015

10. Miłość to najcenniejsze uczucie.



Emma

              Mocne szarpnięcie za ramie wyrwało mnie z osłupienia. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Travis już wyprowadził mnie do kuchni. Jego rozbiegane spojrzenie mówiło wszystko. Oddychał płytko i szybko. Chcąc uspokoić się wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie przenikliwie. Czułam się jakby rozbierał mnie wzrokiem i czytał w moim myślach, a kiedy się odezwał… To było jak wymierzony policzek.
   -Sypiasz z nim?- spytał cicho. Wręcz zaparło mi dech i miałam ochotę krzyknąć na niego, że chyba jest kompletnym idiotą, ale powstrzymała mnie obecność Mii, Liama i Sama w pokoju obok. Zamiast tego tylko się zaśmiałam nerwowo i z całej siły pchnęłam Travisa na ścianę. Chyba się tego nie spodziewał, bo odruchowo złapał się drzwi od lodówki i prawie się przewrócił. Czułam jak w gardle staje mi ogromna gula, którą szybko przełknęłam.
   -Jeśli nawet to nic ci do tego. Opanuj się i przestań się tak zachowywać. Możesz myśleć, że jestem dziwką, ale oboje wiemy jak jest.- warknęłam robiąc krok w tył i wbiłam paznokcie w dłonie.
   -Przepraszam, nie to miałem na myśli. Co ty byś zrobiła na moim miejscu? Widzę na środku mieszkania faceta, który aż kipi testosteronem, ma na sobie jedynie ręcznik, a ty wychodzisz z sypialni. Wybacz…- wyszeptał podchodząc bliżej i łapiąc mnie za rękę. Ciepło które mnie przebiegło sprawiło, że na chwilę straciłam oddech. Natychmiastowo wyrwałam dłoń i napięcie wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam jeszcze wychodząc jak Travis klnie pod nosem i zgrzyt uderzonej lodówki.
   W przedpokoju na kanapie siedziała Mia z Liamem i o czymś gorączkowo rozmawiała. Gdy weszłam natychmiastowo umilkli i wymienili tylko spojrzenia.
   -Gdzie Sam?- spytałam siadając koło przyjaciółki. Jej spojrzenie tak strasznie mnie bolało. Jej smutne oczy chciały mi coś przekazać, ale nie byłam w stanie nic z tego zrozumieć.
   -Tu jestem, śliczna.- powiedział wychodząc już ubrany. O zgrozo… Miał na sobie koszulkę Travisa i jego spodnie, które nawet nieźle na nim leżały. Spojrzenie Trava, który właśnie do nas dołączył było tak cholernie wściekłe, że myślałam, że zaraz na niego skoczy.
  -Pożyczyłam mu twoje ciuchy.- skłamałam, chcąc uniknąć dalszych pogróżek i warknięć. Tak naprawdę Samuel sam się obsłużył nikogo nie pytając o zgodę.
   -Chyba nie masz nic przeciwko kolego?- spytał Sam poprawiając kieszenie i upychając do nich swoje papierosy. Posłałam mu spojrzenie błagające, żeby sobie odpuścił, ale cóż, chłopak tylko uśmiechnął się szeroko i puścił do mnie oczko co tylko zwiększyło niezadowolenie Liama i Mii, którzy wręcz zaczęli na niego wrzeszczeć.
   -Przyjeżdżasz sobie od tak i nie uprzedzasz nikogo? Czy to jakaś nowa zasada dobrych manier?- spytała kąśliwie Mia podnosząc się z kanapy i krzyżując ręce na piersi. Sam całkowicie zignorował jej uwagę.
   -Jesteście parą?- spytał Samuel patrząc znacząco na Liama, jakby doskonale nie wiedział. I bez tego pytania był świadomy, że nie są, ale musiał się zgrywać. Mii aż zaparło dech kiedy usłyszała to pytanie. Zanim zdołała coś wydukać wtrącił się Liam.
   -Nie, ale lepiej trzymaj się od niej z daleka. Nie podobasz mi się…- warknął. Samuel roześmiał się ukazując śnieżnobiałe zęby.
   -Nie martw się, mam kogo innego na oku, a teraz wybaczcie. Miałem ciężki dzień i chyba pójdę zrobić sobie kawę.
***
        Spojrzałam na Mię, dziewczyna była całkowicie nieobecna. Mimo, że chłopaki skakali wkoło niej ta kompletnie nie zwracała na nich uwagi. Ostrożnie wstałam i przechodząc między leżakami, które nas dzieliły usiadłam na ziemi przy jej leżaku. Szatynka spojrzała na mnie ostrożnie po czym odwróciła wzrok.
   -Boisz się?- spytałam podkulając nogi pod brodę i zerkając w stronę chłopaków, którzy wygłupiali się w hotelowym basenie. Chociaż na moment byli w stanie się zrelaksować. Ja nie byłam w stanie nie myśleć o tym jak mam zebrać tak dużą kwotę pieniędzy.
    Mia zacisnęła dłonie mocniej na kolanach i utkwiła we mnie wzrok. Wyglądała jak bezbronnie i mimo, że nie miałam pojęcia co ją trapi widziałam jej strach.
  -Jestem tu z tobą. Może i nie jestem najlepszą przyjaciółką, ale możesz na mnie liczyć.- to nie nakłoniło ją do wyznań.- Jestem dobra w siedzeniu, objadaniu się lodami i oglądaniu romansów. Tak myślę, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam. Jeśli będziesz potrzebowała ciszy…- dziewczyna przytaknęła. Złapałam jej dłoń i usiadłam naprzeciwko niej. Mimo, że widziałam jak do oczu napływają jej łzy nie napierałam. Nie chciałam jej do niczego zmuszać.
    -Dziękuję.- wyszeptała tylko ściskając moją dłoń. Mocno ją do siebie przyciągnęłam i uściskałam. Kiedy tak siedziałyśmy wtulone w siebie wręcz czułam to jak bardzo cierpi i choć nie mogłam przestać myśleć co tak bardzo ją rani, nie byłam też w stanie o to zapytać. Odsunęłam się tak by widzieć jej twarz i otrzeć wierzchem dłoni spływające łzy po policzkach przyjaciółki.
  -Moja mama zawsze mówiła, że…- przerwałam, bo te wspomnienia bolały zawsze najbardziej.- Miłość to najcenniejsze uczucie na świecie. Tak kochała ojca, że wszystko mu wybaczała, a ja myślałam, że jest głupia i naiwna jeśli liczy że on się zmieni. Teraz dopiero wiem, że ona nigdy nie chciała, żeby on się zmieniał, nie wierzyła w to. Kochała go mimo wszystko. Chciałabym kogoś tak kiedyś kochać, bo miłość jest najpiękniejsza. Jeśli kogoś kochamy żyjemy dla niego, z nim i nawet jeśli jest jedną wielką pomyłką, błędem… To go kochamy, bo miłość nie wybiera.- czułam jak po moich policzkach spływa samotna łza, którą otarłam wolną dłonią.- Kiedyś mi powiedziała, że byłam pomyłką, nie miałam się urodzić.
   -Cierpiałaś przez to?- spytała Mia odgarniając z twarzy pasmo włosów.
   -Nie. Bo to oznaczało, że była w stanie pokochać mnie mimo wszystko. Raz kiedy kłóciła się z ojcem słyszałam jak mówi, że kocha mnie, bo kocha siebie, a jeśli nosiła mnie w swoim łonie to znaczy, że jestem częścią niej.- wzięłam głęboki wdech.- Wiesz, że ojciec kazał jej usunąć ciążę?- powiedziałam śmiejąc się przez łzy.- Ona powiedziała, że musiałaby zabić i mnie i siebie, bo jestem częścią niej.
***
      Przywołałam barmana gestem dłoni i zamówiłam jeszcze jedną kolejkę. Samuel uśmiechnął się na ten widok. Wyglądał na zadowolonego, że może napić się z darmo. Teraz w sumie za nic nie płacił.
  -Szkoda, że Mia nie przyszła.- odezwał się Travis opróżniając swój kieliszek. Dziewczyna powiedziała, że źle się czuje i musi posiedzieć w ciszy. Rzeczywiście nie wyglądała na lepiej, więc zaleciliśmy jej dużo snu i spokoju po czym sami wyszliśmy się zabawić. Potrzebowałam zapomnieć.
   -Następnym razem. Ostatnio kiepsko się czuje. Sam, może powiesz nam jak poznaliście się z Emmą?- spytał Liam przyglądając się blondynowi, który celowo ocierał się o mnie ramieniem.
  -Pewnie. Znamy się od małego. Nasze mamy były przyjaciółkami więc często się widywaliśmy. Potem Emma poszła do szkoły wojskowej i kontakt się urwał.- nagle w mojej pamięci otworzyła się jakaś szuflada. Pamiętałam Luka, to on był chłopcem którego opisał Samuel. Pamiętam jak razem bawiliśmy się i wygłupialiśmy, ale zakończenie było inne. Luke wpadł pod samochód kiedy graliśmy w piłkę. Nie odratowali go, a jego rodzina wyprowadziła się z miasta.
   -Dokładnie.- potwierdziłam automatycznie odwracając wzrok od Travis, który wyglądał na przybitego
   Po wypiciu kilku kolejnych kolejek ledwo trzymałam się na nogach, a w porównaniu do Travisa byłam wręcz wrakiem człowieka. Nie zareagowałam nawet na to jak zaczął dzwonić mój telefon. Wyrwałam go jedynie Travisowi, który chciał odebrać.
  -To Carter, może to coś ważnego. - rzeczywiście wiadomość była ważna, ale nie przeznaczona dla Travisa.
   -Wracajmy do hotelu. Ona ma chyba dość.- odezwał się Liam zbierając swoje rzeczy z krzesła i rzeczy Travisa, który zaoferował się, że mnie poniesie. Nie protestowałam, bo czułam się jakby ktoś wrzucił mnie do pralki i ustawił na wysokie obroty. Kręciło mi się w głowie, a nogi miałam jak z waty i gdyby nie silne ramiona przyjaciela już dawno leżałabym na ziemi.
  -Pomóc ci?- zaoferował się Sam dopijając drinka.
  -Nie jestem aż tak ciężka.- krzyknęłam pijacko i zakryłam usta dłonią po czym przylgnęłam do Travisa i jego ciepłego ciała okrytego jedynie cienkim podkoszulkiem. Nie słyszałam już nic poza biciem jego serca i oddechem. Zastanawiałam się czy krew w jego żyłach płynie dla mnie, czy jego oddech jest przeznaczony dla mnie, czy może on żyje bo żyję ja. Może byliśmy sobie przeznaczeni w końcu ktoś postawił go na mojej drodze. Szkoda, że nic z tych myśli nie pamiętałam rano.

***
    -Jak to?! Czemu ja nic o tym nie wiem?- spytałam dociskają dłoń do ust by powstrzymać szloch.
   - Roben uspokój się. Te pieniądze miały zostać w funduszu póki nie skończysz szkoły.- powiedział stanowczo Carter.- Tak chciał twój ojciec. Nie mogę ci ich teraz wypłacić.
   -Ale ja potrzebuję ich teraz,  nie za rok. Muszę mieć je w tej chwili.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Byłam ubezpieczona na sto tysięcy. Nie miałam pojęcia jak dokonała tego moja matka, ale byłam jej za to wdzięczna.
  -Wiesz, że bym ci je dał, ale kilka dni temu twój ojciec wybrał je z konta bankowego. Póki nie ukończyłaś szkoły pieniądze były jego własnością. Przykro mi.
  -Jak to je wypłacił? Przecież to on…- zamarłam. Ten sukinsyn chciał żeby mnie zabili. Nasłał na mnie Samuela mówiąc, że nie ma pieniędzy, a sam wybrał wszystko co miałam zanim się o tym jeszcze dowiedziałam.- Dobra. Dzięki. Jakoś to załatwię.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Jedynym rozwiązaniem było odwiedzenie mojego ojca, ale zostały nam jeszcze dwa tygodnie wakacji, a ja nie mogłam tak po prostu sobie wyjechać. Musiałam negocjować z Samem. I to jak najszybciej. 

_______________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, że nie zapędziłam się w kozi róg i uda mi się to jakoś dalej pociągnąć. Mam nadzieję, że wam się podoba tak jak mi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)