Emma
Mocne szarpnięcie za ramie wyrwało mnie z
osłupienia. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Travis już wyprowadził mnie do
kuchni. Jego rozbiegane spojrzenie mówiło wszystko. Oddychał płytko i szybko.
Chcąc uspokoić się wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie przenikliwie. Czułam
się jakby rozbierał mnie wzrokiem i czytał w moim myślach, a kiedy się odezwał…
To było jak wymierzony policzek.
-Sypiasz z
nim?- spytał cicho. Wręcz zaparło mi dech i miałam ochotę krzyknąć na niego, że
chyba jest kompletnym idiotą, ale powstrzymała mnie obecność Mii, Liama i Sama
w pokoju obok. Zamiast tego tylko się zaśmiałam nerwowo i z całej siły pchnęłam
Travisa na ścianę. Chyba się tego nie spodziewał, bo odruchowo złapał się drzwi
od lodówki i prawie się przewrócił. Czułam jak w gardle staje mi ogromna gula,
którą szybko przełknęłam.
-Jeśli
nawet to nic ci do tego. Opanuj się i przestań się tak zachowywać. Możesz
myśleć, że jestem dziwką, ale oboje wiemy jak jest.- warknęłam robiąc krok w
tył i wbiłam paznokcie w dłonie.
-Przepraszam, nie to miałem na myśli. Co ty byś zrobiła na moim miejscu?
Widzę na środku mieszkania faceta, który aż kipi testosteronem, ma na sobie
jedynie ręcznik, a ty wychodzisz z sypialni. Wybacz…- wyszeptał podchodząc
bliżej i łapiąc mnie za rękę. Ciepło które mnie przebiegło sprawiło, że na
chwilę straciłam oddech. Natychmiastowo wyrwałam dłoń i napięcie wyszłam z
pomieszczenia. Usłyszałam jeszcze wychodząc jak Travis klnie pod nosem i zgrzyt
uderzonej lodówki.
W
przedpokoju na kanapie siedziała Mia z Liamem i o czymś gorączkowo rozmawiała.
Gdy weszłam natychmiastowo umilkli i wymienili tylko spojrzenia.
-Gdzie
Sam?- spytałam siadając koło przyjaciółki. Jej spojrzenie tak strasznie mnie
bolało. Jej smutne oczy chciały mi coś przekazać, ale nie byłam w stanie nic z
tego zrozumieć.
-Tu jestem,
śliczna.- powiedział wychodząc już ubrany. O zgrozo… Miał na sobie koszulkę
Travisa i jego spodnie, które nawet nieźle na nim leżały. Spojrzenie Trava,
który właśnie do nas dołączył było tak cholernie wściekłe, że myślałam, że zaraz
na niego skoczy.
-Pożyczyłam
mu twoje ciuchy.- skłamałam, chcąc uniknąć dalszych pogróżek i warknięć. Tak naprawdę
Samuel sam się obsłużył nikogo nie pytając o zgodę.
-Chyba nie
masz nic przeciwko kolego?- spytał Sam poprawiając kieszenie i upychając do
nich swoje papierosy. Posłałam mu spojrzenie błagające, żeby sobie odpuścił,
ale cóż, chłopak tylko uśmiechnął się szeroko i puścił do mnie oczko co tylko
zwiększyło niezadowolenie Liama i Mii, którzy wręcz zaczęli na niego
wrzeszczeć.
-Przyjeżdżasz sobie od tak i nie uprzedzasz nikogo? Czy to jakaś nowa
zasada dobrych manier?- spytała kąśliwie Mia podnosząc się z kanapy i krzyżując
ręce na piersi. Sam całkowicie zignorował jej uwagę.
-Jesteście
parą?- spytał Samuel patrząc znacząco na Liama, jakby doskonale nie wiedział. I
bez tego pytania był świadomy, że nie są, ale musiał się zgrywać. Mii aż
zaparło dech kiedy usłyszała to pytanie. Zanim zdołała coś wydukać wtrącił się
Liam.
-Nie, ale
lepiej trzymaj się od niej z daleka. Nie podobasz mi się…- warknął. Samuel
roześmiał się ukazując śnieżnobiałe zęby.
-Nie martw
się, mam kogo innego na oku, a teraz wybaczcie. Miałem ciężki dzień i chyba
pójdę zrobić sobie kawę.
***
Spojrzałam na Mię, dziewczyna była całkowicie nieobecna. Mimo, że
chłopaki skakali wkoło niej ta kompletnie nie zwracała na nich uwagi. Ostrożnie
wstałam i przechodząc między leżakami, które nas dzieliły usiadłam na ziemi
przy jej leżaku. Szatynka spojrzała na mnie ostrożnie po czym odwróciła wzrok.
-Boisz
się?- spytałam podkulając nogi pod brodę i zerkając w stronę chłopaków, którzy
wygłupiali się w hotelowym basenie. Chociaż na moment byli w stanie się
zrelaksować. Ja nie byłam w stanie nie myśleć o tym jak mam zebrać tak dużą
kwotę pieniędzy.
Mia
zacisnęła dłonie mocniej na kolanach i utkwiła we mnie wzrok. Wyglądała jak
bezbronnie i mimo, że nie miałam pojęcia co ją trapi widziałam jej strach.
-Jestem tu z
tobą. Może i nie jestem najlepszą przyjaciółką, ale możesz na mnie liczyć.- to
nie nakłoniło ją do wyznań.- Jestem dobra w siedzeniu, objadaniu się lodami i
oglądaniu romansów. Tak myślę, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam. Jeśli
będziesz potrzebowała ciszy…- dziewczyna przytaknęła. Złapałam jej dłoń i
usiadłam naprzeciwko niej. Mimo, że widziałam jak do oczu napływają jej łzy nie
napierałam. Nie chciałam jej do niczego zmuszać.
-Dziękuję.-
wyszeptała tylko ściskając moją dłoń. Mocno ją do siebie przyciągnęłam i uściskałam.
Kiedy tak siedziałyśmy wtulone w siebie wręcz czułam to jak bardzo cierpi i
choć nie mogłam przestać myśleć co tak bardzo ją rani, nie byłam też w stanie o
to zapytać. Odsunęłam się tak by widzieć jej twarz i otrzeć wierzchem dłoni
spływające łzy po policzkach przyjaciółki.
-Moja mama
zawsze mówiła, że…- przerwałam, bo te wspomnienia bolały zawsze najbardziej.-
Miłość to najcenniejsze uczucie na świecie. Tak kochała ojca, że wszystko mu
wybaczała, a ja myślałam, że jest głupia i naiwna jeśli liczy że on się zmieni.
Teraz dopiero wiem, że ona nigdy nie chciała, żeby on się zmieniał, nie
wierzyła w to. Kochała go mimo wszystko. Chciałabym kogoś tak kiedyś kochać, bo
miłość jest najpiękniejsza. Jeśli kogoś kochamy żyjemy dla niego, z nim i nawet
jeśli jest jedną wielką pomyłką, błędem… To go kochamy, bo miłość nie wybiera.-
czułam jak po moich policzkach spływa samotna łza, którą otarłam wolną dłonią.-
Kiedyś mi powiedziała, że byłam pomyłką, nie miałam się urodzić.
-Cierpiałaś
przez to?- spytała Mia odgarniając z twarzy pasmo włosów.
-Nie. Bo to
oznaczało, że była w stanie pokochać mnie mimo wszystko. Raz kiedy kłóciła się
z ojcem słyszałam jak mówi, że kocha mnie, bo kocha siebie, a jeśli nosiła mnie
w swoim łonie to znaczy, że jestem częścią niej.- wzięłam głęboki wdech.-
Wiesz, że ojciec kazał jej usunąć ciążę?- powiedziałam śmiejąc się przez łzy.-
Ona powiedziała, że musiałaby zabić i mnie i siebie, bo jestem częścią niej.
***
Przywołałam barmana gestem dłoni i zamówiłam jeszcze jedną kolejkę.
Samuel uśmiechnął się na ten widok. Wyglądał na zadowolonego, że może napić się
z darmo. Teraz w sumie za nic nie płacił.
-Szkoda, że
Mia nie przyszła.- odezwał się Travis opróżniając swój kieliszek. Dziewczyna
powiedziała, że źle się czuje i musi posiedzieć w ciszy. Rzeczywiście nie wyglądała
na lepiej, więc zaleciliśmy jej dużo snu i spokoju po czym sami wyszliśmy się
zabawić. Potrzebowałam zapomnieć.
-Następnym
razem. Ostatnio kiepsko się czuje. Sam, może powiesz nam jak poznaliście się z
Emmą?- spytał Liam przyglądając się blondynowi, który celowo ocierał się o mnie
ramieniem.
-Pewnie.
Znamy się od małego. Nasze mamy były przyjaciółkami więc często się
widywaliśmy. Potem Emma poszła do szkoły wojskowej i kontakt się urwał.- nagle
w mojej pamięci otworzyła się jakaś szuflada. Pamiętałam Luka, to on był
chłopcem którego opisał Samuel. Pamiętam jak razem bawiliśmy się i
wygłupialiśmy, ale zakończenie było inne. Luke wpadł pod samochód kiedy
graliśmy w piłkę. Nie odratowali go, a jego rodzina wyprowadziła się z miasta.
-Dokładnie.- potwierdziłam automatycznie odwracając wzrok od Travis,
który wyglądał na przybitego
Po wypiciu
kilku kolejnych kolejek ledwo trzymałam się na nogach, a w porównaniu do
Travisa byłam wręcz wrakiem człowieka. Nie zareagowałam nawet na to jak zaczął
dzwonić mój telefon. Wyrwałam go jedynie Travisowi, który chciał odebrać.
-To Carter,
może to coś ważnego. - rzeczywiście wiadomość była ważna, ale nie przeznaczona
dla Travisa.
-Wracajmy
do hotelu. Ona ma chyba dość.- odezwał się Liam zbierając swoje rzeczy z
krzesła i rzeczy Travisa, który zaoferował się, że mnie poniesie. Nie
protestowałam, bo czułam się jakby ktoś wrzucił mnie do pralki i ustawił na
wysokie obroty. Kręciło mi się w głowie, a nogi miałam jak z waty i gdyby nie
silne ramiona przyjaciela już dawno leżałabym na ziemi.
-Pomóc ci?-
zaoferował się Sam dopijając drinka.
-Nie jestem
aż tak ciężka.- krzyknęłam pijacko i zakryłam usta dłonią po czym przylgnęłam
do Travisa i jego ciepłego ciała okrytego jedynie cienkim podkoszulkiem. Nie
słyszałam już nic poza biciem jego serca i oddechem. Zastanawiałam się czy krew
w jego żyłach płynie dla mnie, czy jego oddech jest przeznaczony dla mnie, czy
może on żyje bo żyję ja. Może byliśmy sobie przeznaczeni w końcu ktoś postawił
go na mojej drodze. Szkoda, że nic z tych myśli nie pamiętałam rano.
***
-Jak to?!
Czemu ja nic o tym nie wiem?- spytałam dociskają dłoń do ust by powstrzymać
szloch.
- Roben
uspokój się. Te pieniądze miały zostać w funduszu póki nie skończysz szkoły.-
powiedział stanowczo Carter.- Tak chciał twój ojciec. Nie mogę ci ich teraz
wypłacić.
-Ale ja
potrzebuję ich teraz, nie za rok. Muszę
mieć je w tej chwili.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Byłam ubezpieczona
na sto tysięcy. Nie miałam pojęcia jak dokonała tego moja matka, ale byłam jej
za to wdzięczna.
-Wiesz, że
bym ci je dał, ale kilka dni temu twój ojciec wybrał je z konta bankowego. Póki
nie ukończyłaś szkoły pieniądze były jego własnością. Przykro mi.
-Jak to je
wypłacił? Przecież to on…- zamarłam. Ten sukinsyn chciał żeby mnie zabili.
Nasłał na mnie Samuela mówiąc, że nie ma pieniędzy, a sam wybrał wszystko co
miałam zanim się o tym jeszcze dowiedziałam.- Dobra. Dzięki. Jakoś to
załatwię.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Jedynym rozwiązaniem było
odwiedzenie mojego ojca, ale zostały nam jeszcze dwa tygodnie wakacji, a ja nie
mogłam tak po prostu sobie wyjechać. Musiałam negocjować z Samem. I to jak
najszybciej.
_______________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, że nie zapędziłam się w kozi róg i uda mi się to jakoś dalej pociągnąć. Mam nadzieję, że wam się podoba tak jak mi :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)