Mia
Mocniej zacisnęłam zęby i przymknęłam
powieki. Po chwili było już po wszystkim. Igła znajdowała się w mojej żyle.
Pielęgniarka zabezpieczyła wenflon i bardzo delikatnie podłączyła kolejną
kroplówkę. Cicho jej podziękowałam. Zerknęłam w stronę stojaka. Sól. Dobrze.
Potarłam
wierzchem dłoni czoło. Travis uśmiechnął się do mnie nieśmiało.
-Boisz się igieł?- podciągnęłam się na
łóżku. Poczułam ból w okolicy wkucia. Cicho syknęłam. Trav natychmiast wstał i
pomógł mi się ułożyć. Uśmiechnęłam się na ten znak nadmiernej troski.
Na
pierwszy rzut oka nie robił dobrego wrażenia. Fizyczne owszem, ale wyglądał jak
ktoś kto nie miał nic więcej do zaoferowania niż ładna buzia i umięśnione
ciało. Jednak przy bliższym kontakcie bardzo zyskiwał. Charakteryzowała go
delikatność, czujność i ogrom dobrego serca. Nagle zrobiło mi się go szkoda.
Obserwowanie jak co dnia się męczy było okropne. Każdy jego gest, spojrzenie
czy uśmiech, w stosunku do Emmy, odkrywał całą prawdę. Ukazywał jak
niesamowicie jest dla niego ważna. Jak bardzo ją kocha. A kocha ją do tego
stopnia, że cierpliwie to znosi. W ciszy pragnąc jej dotyku. Od momentu ich
rozmowy był przygaszony. Odrzucenie sprawiało mu wiele bólu. Widziałam to nawet
teraz.
-Nie, igły to nic strasznego, boje się bólu
związanego z ich wbijaniem.- zamknęłam usta. Nie byłam pewna czy jestem
odpowiednią osobą i czy mam prawo rozmawiać z Travisem na temat jego uczuć.
Mimo dobrego kontaktu nie był mi tak bliski jak Emma czy Liam. Zmarszczyłam
czoło. Chce zaryzykować.- Travis, przez ostatni czas widzę jak…
Jednak
nie dane mi było skończyć. Rozległo się ciche pukanie, a po chwili w drzwiach
pojawił się lekarz prowadzący mój przypadek.
-Jak się czujemy pani Stark?- zapytał z
uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym.
-Lepiej. Dziękuję.
-To wyśmienicie.- wziął do ręki kartę
choroby i zaczął coś na niej notować w skupieniu.- Dobrze. Po przeanalizowaniu
wyników krwi, doszedłem do wniosku co się wydarzyło. Ma pani anemię. Jednak
stadium choroby nie jest zbyt zaawansowane. A powodem jest niedobór żelaza i
witaminy B12. Była też pani nieco odwodniona dlatego efekt był dość przerażający.
Jednak proszę się nie martwić. Przepiszę odpowiednie leki, które w zupełności
wystarczą. Należy jednak kontrolować co jakiś czas gospodarkę mineralną
organizmu. Proszę co dwa tygodnie oddawać krew do analizy. Musimy obserwować
zmiany.
Łagodnie
wypuściłam powietrze. Travis szeroko się uśmiechnął. Spojrzałam na niego
przerażona. Jak można tak szeroko otworzyć usta?! Gdyby miał, pokazałby również
zęby mądrości.
-Prześwietlenie również niczego nie
wykazało. Zatrzymamy panią jeszcze jedną dobę na obserwację, jeżeli nic niepokojącego
się nie wydarzy to będzie mogła pani wrócić do domu.- Travis zerwał się ze
swojego miejsca. Chwycił dłoń lekarza i zaczął nią energicznie potrząsać.
-Bardzo dziękujemy panie doktorze!- wręcz krzyknął z radością. Cicho się
zaśmiałam i przeprosiłam za przyjaciela.
Lekarz
opuścił salę.
-I kto tu ma silny organizm?!- Krzyknął
wystawiając rękę abym mu przybiła piątkę. Ciągle się śmiejąc klepnęłam w jego
dłoń. Usiadł i popadł w zadumę.- Czekaj, jak mogli zrobić ci prześwietlenie?
Przecież jesteś w ciąży…- mruknął przysuwając się do mnie.
Uśmiechnęłam
się przez łzy. Pokręciłam przecząco głową. Travis zmarszczył czoło. Dając mi do
zrozumienia, że nie wie o co chodzi.
-Nie jestem w ciąży i nigdy nie byłam. Test
się pomylił. Nie spałam z Marcusem.- szatyn otworzył usta i cicho jęknął. Po
moim policzku spłynęła łza.
-Mówiłaś już Emmie?
***
Mocno chwyciłam telefon. Napiszę do
niego. Może jednak zareagowałam zbyt oschle? Przecież Liam chciał tylko mnie
chronić.
Nie prawda.
Mówił
głos w mojej głowie. Każdy mógłby się zdenerwować w takiej sytuacji. Po prostu
zareagował bardziej emocjonalnie.
Nie miał do tego
prawa, powinien być przy tobie. Zachował się jak małe rozkapryszone dziecko.
Jakby miał nad tobą kontrolę. Jakbyś należała do niego i złamała zasady, które
ci postawił.
Przygryzłam
wargę.
Z
myśli wyrwało mnie głośne warknięcie.
-Szef miał ochotę rozszarpać mnie na
miejscu, ale gadka o ciężarnej młodocianej i ojcu pedofilu i złodzieju, jakoś
go przekonała.- wytężyłam słuch. Nie miałam pojęcia kogo to głos.
-Dziękuję. Naprawdę.- głos był przytłumiony
przez barierę drzwi. Szybko, ale w miarę bezszelestnie do nich podeszłam. Po
prostu zaczęłam podsłuchiwać.
-Nie dziękuj. W końcu to mi musisz płacić.
Pamiętaj, że ja nie jestem ani miły ani grzeczny jak Travis. Uważaj na to co
robisz, bo w każdej chwili możesz pożałować.- w tym momencie domyśliłam się kim
są rozmówcy. Bez zastanowienia otworzyłam drzwi. Emma upadła na podłogę.
Najwyraźniej musiała się o nie opierać.
-Musimy pogadać.- stwierdziłam patrząc z
odrazą na Samuela.
Nie miałam pojęcia co myśleć, a tym
bardziej jak pomóc przyjaciółce. Zarzuciła mnie ogromem informacji. Mówiła tak
szybko, że musiałam bardzo skupiać się na słowach by wyłapać ich sens. Kilka
razy musiałam jej przerwać i poprosić żeby powtórzyła. Widziałam w jej oczach
strach, jednak mimo wszystko dominowała zawziętość i gotowość do walki. Bała
się, że ujawniając mi wszystkie szczegóły wplątała mnie w niebezpieczną
pułapkę. W zagadkę, której brak rozwiązania mógł oznaczać tylko śmierć. Mocno
zacisnęłam zęby.
-To w takim razie pożyczę ci te
pieniądze.-powiedziałam ostro. Byłam wściekła na całą sytuację.
-Nie
ma mowy! Nie będę się zadłużać z powodu długów mojego ojca. Czy ty to w ogóle
słyszysz? Nie mam zamiaru iść w jego
ślady. Nigdy.- warknęła wściekle. Przewróciłam oczami. Czasami jej duma
wpędzała ją w gorsze kłopoty niż te które miała do tej pory. Sama blokowała
sobie drogę wyjścia.
-Nie
masz innego wyjścia! Kasa jest ci potrzebna, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak
cię te typki załatwiają na moich oczach.- mruknęłam z troską.
-Nie! Jakoś to załatwię…- i nim zdążyła
dokończyć drzwi uchyliły się, a naszym oczom ukazał się Liam. Trzymał ogromny
bukiet róż. Moje serce mocniej zabiło. Emma coś mruknęła i zostawiła nas
samych. Niekontrolowanym ruchem założyłam grzywkę za ucho. Patrzyłam na
przyjaciela w ciszy. Poczułam jak wszystkie mięśnie twarzy wiotczeją, a moja
mina wyraża bezsilność. Blondyn przełknął głośno ślinę.
-Przepraszam.- mruknął ochryple. Założyłam
ręce.- Nie miałem prawa się na ciebie wściekać, każdy może popełniać błędy, a
nawet powinien. Powinienem z tobą zostać i cię wspierać. Miałaś rację,
zachowałem się jak tchórz. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Przyjaźnimy się odkąd
pamiętam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, tak jak ja wybaczyłem tobie.
Zaakceptujesz moją porywczość, tak jak ja akceptuje to co robisz ty.
-Ile ich jest?- zapytałam pozornie od
niechcenia. Zrobił głupią minę.
-Słucham?
-Róż. Ile ich jest?
-Dwadzieścia. Większego bukietu nie byłem w
stanie wynieść przez drzwi kwiaciarni.- powiedział z cieniem uśmiechu na
ustach.
-Ewentualnie, już mogą być.- mruknęłam
spoglądając na palce. Chłopak patrzył na mnie w osłupieniu. Po chwili jednak zaczęłam
się cicho śmiać. Odłożył kwiaty na moje łóżko i zamknął mnie w uścisku.
Uwielbiałam
jego zapach.
-Czasami jestem taki głupi…- jęknął.-
Obiecuję, że będę pomagać.
-Tak?- zapytałam.
-Tak, będę obok gdy będziesz mnie
potrzebować.
-Po prostu chciałam to usłyszeć. Liam, nie
jestem w ciąży. Test się pomylił.
Natychmiast
mnie od siebie odsunął i dokładnie przyjrzał się mojej twarzy. Sprawdzał czy
nie blefuję. Delikatnie się do niego uśmiechnęłam. Nagle jego oczy zaczęły się
niesamowicie świecić. Pocałował mnie w czoło i po raz kolejny mocno uścisnął.
***
Spojrzałam ze złością na Liama.
Odepchnęłam ręce Emmy.
-Ludzie! Wyluzujcie, już mi nic nie jest.
Dam radę sama wejść po schodach!- warknęłam na przyjaciół. Emma chciała mnie
podtrzymywać, Liam kłócił się z nią o sposób w jaki powinna mnie asekurować, a
biedny Travis wnosił walizkę z ubraniami i kosmetykami, którą na pobyt w
szpitalu spakowała mi Emm.
Ciągle
się szamocąc weszliśmy do apartamentu mojego i Liama.
-Emma pomoże mi się rozpakować, a wy idźcie
na zakupy. Jestem pewna, że mamy pustą lodówkę.- mruknęłam patrząc karcąco na
blondyna. Chłopaki niechętnie się zgodzili. Dobrze, szło bardzo dobrze.
Musiałam
zostać sam na sam z Emmą i dokończyć naszą rozmowę.
Weszłyśmy
do mojej sypialni. Szatynka otworzyła walizkę. Podawała mi pojedynczo ubrania,
a ja je sortowałam, na czyste i brudne.
-Najpierw chce wiedzieć czy w sprawie z
Samuelem zdarzyło się coś nowego.- dziewczyna nie podnosząc głowy znad walizki
pokręciła nią przecząco.- Myślałam nad tym jak mogłybyśmy sobie z tym poradzić.
Ale doszłam do wniosku, że same nic nie zdziałamy. Potrzebujemy chłopaków.
Musisz im o wszystkim powiedzieć. Dopóki jesteśmy na wyspie należy zorientować
się w jakie interesy zamieszany był twój ojciec, a możemy to zrobić tylko na
jeden sposób. Śledząc Samuela. My w tym czasie powinnyśmy skupić się na
odnalezieniu twojego ojca.- wyrzuciłam wszystko ja jednym oddechu.
Emma
spojrzała w moje oczy.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie powinnam
was w to mieszać. To nie są żarty.- powiedziała stanowczo podając mi kolejne
spodnie.
-Sama nie dasz rady. Potrzebujesz nas.
Możesz mówić inaczej, ale ja swoje wiem. I nie zaprzeczaj bo to nie ma sensu.
Jesteśmy w tym razem.- warknęłam ze stanowczością. W oczach przyjaciółki
napotkałam opór. Jednak jej usta nie wypowiedziały żadnego słowa.- Co do Tiny,
nie mamy chyba innego wyboru niż czekać do powrotu.
Zerknęłam
na przyjaciółkę. Nie słuchała mnie. Była myślami daleko stąd. Mordowała mężczyznę,
który błędnie nazywał się jej ojcem.
***
Zrzuciłam z nóg szpilki po czym
opadłam na kanapę na której sypiał Liam. Nie zwróciłam nawet uwagi na sukienkę,
która mocno się podniosła odsłaniając sporą część ud. Uśmiechnęłam się do
przyjaciela, który opadł na kanapie obok mnie. Był przytłoczony. On i Travis
wyczuli podczas kolacji, że coś było nie tak. Emma zachowywała się z rezerwą,
Cały czas trzeba było ją sprowadzać na ziemię. Głęboko rozmyślała.
Położyłam
głowę na ramię przyjaciela.
-Mia…- szepnął odwracając się przodem do
mnie. Podniosłam zmęczony wzrok i zerknęłam w oczy Liama.- Naprawdę bałem się,
że cię stracę.
Delikatnie
się uśmiechnęłam. Blondyn przeczesał ręką moje rozpuszczone włosy. Przysunął
się i złożył na moich ustach pocałunek, a ja go odwzajemniłam.
_____
Od Jemi: Pisany w niewielkiej przerwie między wykładami. Moim zdaniem nie jest zły, ale wiem, że stać mnie na więcej. A wy? Co myślicie? :)