poniedziałek, 27 lipca 2015

5. W końcu mogła ujawnić swój długo skrywany sekret.



                                                                                Mia



            Wzięłam głęboki oddech. Podeszłam do drzwi za którymi miałam znaleźć Emme. Nie byłam pewna czy jestem odpowiednią osobą. Skoro, mimo wieloletniej przyjaźni z Travisem, nie zdradziła mu nigdy z jakiego powodu budzi się z krzykiem w nocy, to dlaczego miałaby to zrobić w moim przypadku. Czułam jednak w sobie pewną siłę. Widziałam też jej przerażoną minę, oczy wypełnione bólem i furię, która nagle się zrodziła. Wiedziałam jedno, Emma przeżyła w swoim życiu znacznie więcej niż ja.
Zamknęłam oczy. Już miałam odwrócić się i wrócić do salonu, gdy nagle usłyszałam cichy szept. Każde słowo było wypowiadane z niesamowitym jadem.
-Nienawidzę cię… tak bardzo nienawidzę.
Zacisnęłam dłoń w pięść. Delikatnie zapukałam w drewniane drzwi. Miałam wrażenie, że cały świat wstrzymał powietrze.
-Travis, daj mi spokój- usłyszałam. Bez zastanowienia nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły. Na jednoosobowym łóżku siedziała dziewczyna. Twarz miała ukrytą w dłoniach. Jednak po jej policzkach nie spływały łzy. Mogło to świadczyć tylko o jednym. Mam do czynienia, prawdopodobnie, z jedną z najsilniejszych kobiet, które spotkam w swoim życiu. Uniosła na mnie wzrok. Widziałam w nim bezsilność. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Nie chciałam być natarczywa. Delikatnie przytuliłam Emme.
I wtedy stało się coś co zupełnie mnie zaskoczyło. Jej nieco większe ciało niż moje, ale nadal drobne, zaczęło unosić się w cichym płaczu. Zaczęłam delikatnie głaskać jej włosy. Co spowodowało jeszcze większe emocje u dziewczyny. Wtedy to zrozumiałam. Em, większość swojego życia spędziła z mężczyznami, nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki. Zbliżając się do niej przyjmowałam na siebie ten ciężar. Zapragnęłam być jej wybawicielką. Wtedy jeszcze nie wiedziałam z czym to może się wiązać. Jednak nigdy nie żałowałam swojej decyzji, którą podjęłam tamtego wieczoru.  
-Dlaczego to zrobiłaś Emma?- zapytałam cicho nie przerywając głaskać jej włosów.
-On odzywał się do niej jak do śmiecia Mia, a ona najzwyczajniej w świecie była przerażona. Jest tylko dzieckiem, nie wiedziała co się stało. Gdyby była starsza, już na pewno nie pozwoliłaby nikomu, nigdy, tak się do siebie odzywać- wyjąkała.
-Zrobiłaś to tylko dlatego? On również był pod wpływem emocji. Na pewno bardzo się martwił również o nią… Stłuczka nie była groźna ale małej mogło coś się stać. Ludzie różnie reagują w takich…- nagle szatynka mnie od siebie odepchnęła. W jej ciemnych oczach dostrzegłam drwinę.
-Jesteś taka delikatna. Mia, nie każdy człowiek ma dobre serce…- powiedziała a jej twarz przybrała ironiczny wyraz.
-Dobrze, masz rację, ale na jakiej podstawie go oceniasz?!- warknęłam na nią zła. Potraktowała mnie jak niedoświadczoną, małą dziewczynkę.
-Bo mój ojciec był taki sam. Ja jestem tą dziewczynką, która dorosła. I już nigdy więcej nie pozwoli sobie na takie traktowanie. Widziałam w jej oczach to co widzę co noc w swoich przed snem. Mimo, że on jest daleko. Nadal boje się, że zakradnie się do mnie w nocy! I albo skatuje za kiepski dzień albo wykorzysta. Powinnam zabić tego gnoja…- po moim policzku spłynęła pierwsza łza.-… mam nadzieję, że teraz cierpi.
Nie miałam pojęcia co powinnam zrobić. Parzyłam w ciszy w zamglone oczy Emmy, gdy wędrowała po najgorszych wspomnieniach w swoim życiu.
-Nigdy nic nie wspomniałam mamie. To była dobra kobieta, po prostu zakochana nie w tym mężczyźnie co trzeba. Pewnej nocy, gdy ja byłam na swojej jedynej wycieczce szkolnej w życiu, bardzo ją skatował. Zabił mała Tinę. Czasami dziękuję Bogu za to, że na to pozwolił. Gdyby się narodziła, najprawdopodobniej przechodziła by dokładnie to samo co ja. Mama trafiła do szpitala. Jednak za późno. Poroniła, straciła mnóstwo krwi, zdążyło wdać się zakażenie. Jakiś czas po tym zmarła. A ten skurwysyn znalazł sobie młodszą panienkę, a niechciane dziecko oddał do szkoły wojskowej. Taka odpowiedź w końcu wszystkim pasuje?!- warknęła wycierając niedbale łzy.
Moje ramiona opadły. Poczułam się jakbym dostała w twarz.
-Przepraszam…- szepnęłam wyciągając do niej dłoń. Popatrzyła na mnie zdumiona.- Za to, że musiałaś milczeć tak długo… że niesłusznie cię oskarżyłam… że nie potrafię ci teraz pomóc… ale obiecuję…- szybko spojrzała w moje załzawione oczy.- że już nigdy nie będziesz w tym sama. Pomogę ci odnaleźć ojca i wsadzimy go za kratki. Tam gdzie jego miejsce. Potem kupimy najpiękniejsze kwiaty i złożymy je na grobie twojej mamy i małej Tiny.
Nieco zlękniona wyciągnęła do mnie rękę, jednak po chwili ją cofnęła jakby uświadamiając sobie swoją niczym niewyjaśnioną ufność. Ja nieprzerwanie trzymałam wyciągniętą dłoń. Emma mocniej zacisnęła zęby i śmiało za nią złapała.
-Gdy tylko stąd wrócimy, moja ciocia, pomoże nam zająć się tą sprawą. Jest najlepszym prawnikiem w mieście. Nie martw się o koszty.- na jej twarzy pojawił się blady uśmiech. Nie byłam pewna czy to wdzięczność za okazaną troskę czy po prostu za to, że w końcu mogła ujawnić swój długo skrywany sekret.
-Proszę, nie mów nic chłopakom. Niech ta rozmowa zostanie między nami.- szybko przytaknęłam jej ruchem głowy. Delikatnie się do niej uśmiechnęłam.


***


            Radośnie się zaśmiałam. Travis spuścił głowę w dół. Przegrał zakład. Kelnerka odeszła od nas przyjaźnie się uśmiechając.
-Byłam pewna, że jej nie poderwiesz, jesteś zbyt cienki w te klocki.- mruknęła Emma wytykając na chłopaka język. Ten uniósł ręce do góry. Jednak po chwili na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Ja wracam do hotelu ze znacznie piękniejszą kobietą.- mruknął. Emma prychnęła, o chwili pokazała mu środkowy palec. Na co wszyscy ryknęli śmiechem. Jednak przez ułamek sekundy na twarzy dziewczyny pojawił się rumieniec. Westchnęłam. Naprawdę cieszyłam się, że spotkaliśmy tą dwójkę.
Kelnerka wróciła z rachunkiem, których natychmiast przejęłam. Na co wszyscy zareagowali gromkimi okrzykami złości.
-Zamknąć się!- warknęłam na nich.- Ja was zaprosiłam do tej restauracji więc ja płacę.
-Mia…- mruknął Liam. Machnęłam na niego ręką. Nie miałam ochoty na kłótnie. Spędziliśmy dziś niesamowicie intensywny dzień. Najpierw kac, potem plaża, gdzie prawie utonęłam, następnie przejażdżka i stłuczka, moja rozmowa z Emmą. Wszystko to doprowadziło do tego, że zżyliśmy w bardzo krótkim czasie i za cholerę nikt nie miał nawet odrobiny chęci na imprezę.
-Mogę zapłacić kartą?- zapytałam kelnerkę.
-Oczywiście.- odpowiedziała. Uniosłam się ze swojego miejsca, poprawiając niedbale niebieską sukienkę, która spływała falami po moich długich nogach.



*** 


            Leżałam wykończona na ogromnym łóżku. Słyszałam za ścianą głośny oddech Liama. Nagle mój telefon zawibrował. Poczułam silny ucisk w sercu. Wyciągnęłam rękę aby zdjąć go ze stolika nocnego.
Nieznany numer.
Moje serce mocniej zabiło. Tajny informator.

Jak mijają Twoje wakacje Mia? Mogę Cię zapewnić, że Chris bawi się wyśmienicie. Już nawet nie pamięta Twojego imienia. Tej nocy będzie wykrzykiwał inne.

Do moich oczu napłynęły łzy. To ostatnia rzecz, której teraz potrzebowałam. Przełknęłam ogromną gule rozpaczy, która pojawiła się w moim gardle. Odłożyłam spokojnie telefon. Wstałam z łóżka. Cicho weszłam do salonu. Liam leżał patrząc w sufit. Nagle jakby wyrwany z transu zerknął na mnie i zapytał:
-Nadal nie śpisz?
Pokręciłam przecząco głową i wtedy coś pękło. Rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Mój przyjaciel natychmiast pojawił się przy mnie i objął.
-To tak boli…- szepnęłam, a on uniósł mój podbródek i zerknął głęboko w oczy.



____
Od Jemi: Mimo, że rozdział jest wypełniony bólem, pisało mi się go niezwykle przyjemnie. Co mam nadzieję, że widać. Historia nabiera tempa, a to dopiero początek, obiecujemy wam :)

czwartek, 16 lipca 2015

4.Pomóż mi i bądź silna, nigdy nie płacz gdy ktoś cię widzi i nikomu nie mów całej prawdy.




 Emma



   -Kochanie podaj mi rączkę.- słowa mamy trafiały do mnie jakby musiały przebijać się przez gruby mur. Powoli traciłam oddech, nie mogąc spojrzeć na nią.
 -Mamusiu jestem już za duża.- odbąknęłam swoim piskliwym głosem. I choć wiedziałam, co zaraz nastąpi nie chciałam wybudzać się z tego snu. Chciałam widzieć ją jak najdłużej i ciągle słyszeć jej ciepły głos.
 -Emma! Natychmiast podaj mi dłoń i przyśpiesz. Nie mamy czasu na marudzenie.- oczy piekły mnie od łez, a policzki od gorącego powietrza i strachu.
-On jest w domu?- spytałam drżącym głosem. Dlaczego tak małe dziecko musiało przechodzić przez tyle krzywd? Dlaczego nie mogłam żyć jak inne sześciolatki i bawić się na placu zabaw zamiast za zamkniętym ogrodzeniem?
 -Jest i jeśli się nie pospieszymy będzie bardzo zły. Chyba nie chcesz zdenerwować tatusia?- jak ja nie znosiłam kiedy tak o nim mówiła. ,,Tatuś’’ mówimy o kimś kto przytula nas gdy płaczemy, kto kładzie nas do łóżka i całuje w czoło na dobranoc, kto broni nas przed wstrętnym Victorem z sąsiedztwa, a nie na kogoś kto krzyczy kiedy ze strachu w nocy zmoczymy pościel, czy sprawia że mama płacze kiedy on jest w barze.- Kochanie… Pomóż mi i bądź silna, nigdy nie płacz gdy ktoś cię widzi i nikomu nie mów całej prawdy. Tata jest dobry, tylko troszkę nerwowy. Inni tatusiowie też tacy są. Musisz być dzielna, żeby mi, tobie i naszej małej Tinie było dobrze.- powiedziała głaszcząc się po brzuchu. Tina niczemu nie była winna, a ja chciałam, żeby była szczęśliwa gdy się urodzi. Dlatego nikomu nie mówiłam i nie zdradzałam tajemnic mamy. To jaki On był, było naszą tajemnicą już do końca.

   -Źle się czuję. Możemy ich zaprosić do nas?- zapytałam błagalnie Travisa, który właśnie szykował się do wyjścia. Spojrzał na mnie z lekkim niezadowoleniem.
 -Mieliśmy odpocząć i zapomnieć. Nie możesz tego zrobić razem ze mną?- odpowiedział pytaniem na pytanie siadając obok mnie. Nakrył mnie jednak jeszcze bardziej kocem i jak zwykle pocałował w czoło.
  -Wiem, ale po prostu nie mam już dzisiaj ochoty. Sytuacja na plaży chyba za bardzo mną wstrząsnęła.- wiedziałam, że go okłamuję, ale co miałam zrobić? Nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Nawet po tylu latach chciałam dochować tajemnic i obietnic złożonych w wieku sześciu lat. Travis przyjrzał mi się dokładnie jeszcze raz po czym wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer Liama. Rozmowa nie była długa.
  -Zaraz będą u nas.- powiedział i zaczął zdejmować z siebie ubranie. Nie odwróciłam wzroku choć czasami czułam się onieśmielona. Inni chłopcy w bazie, a było ich ponad dwustu nie robili na mnie wrażenia, ale na Travisa wstydziłam się patrzeć bez skrępowania, mimo, że był moim przyjacielem.- Zrobić ci coś do picia?- przytaknęłam.- Lemoniada?- posłałam mu tylko wielki uśmiech i całusa w powietrzu. Znał mnie lepiej niż ja sama, ale pewnych spraw nie był w stanie pojąć, albo raczej nie chciał. Po pewnym czasie przestał pytać i nalegać na wyjaśnienia. A moje krzyki w środku nocy przestały robić na nim wrażenie. Uważał, że jeśli nie płaczę to znaczy, że nie jest ze mną tak źle jak myśli. A ja nie płakałam bo nie mogłam, nie chciałam i nie umiałam. Czasem mimo wszystko miałam ochotę powiedzieć mu o wszystkim i dać upust emocjom, ale wiedziałam, że złamałabym słowo dane tyle lat temu, a to nie wchodziło w grę.

***
   -Gdzie nauczyłaś się tak pływać?- to pytanie prędzej czy później musiało pość z ust któregoś z nich. Cała nasza czwórka sączyła zimną lemoniadę, którą przygotował Travis i rozmawiała o głupotach. Chłopaki zajęli się oczywiście samochodami. Mój przyjaciel nareszcie znalazł kogoś kto podziela jego entuzjazm do motoryzacji i mógł porozmawiać o czymś innym niż kolor lakieru i rodzaje wojskowych czołgów.
  -Jestem z w szkole wojskowej. Tam takie rzeczy to codzienność.- odparłam cicho wpatrując się w moje okropne paznokcie. Przydałoby się je jakoś doprowadzić do porządku, ale nigdy nie mam na to czasu. Poza tym na poligonie nikt nie patrzy czy mam odpowiedni kolor do stroju i opalenizny, a raczej czy są krótkie i nie przeszkadzają przy wspinaniu się.
  -No co ty?! Ale jazda!- wybuchła Mia. Liam od razu spojrzał na nas i rozmowa potoczyła się już w pełni na temat wojska. Padło mnóstwo pytań na które udzielałam połowicznych odpowiedzi lub pozwalałam im samym dokończyć.
  -Nie chcieliście iść do normalnej szkoły? Poznać pustych nastolatków?- spytała Mia. Mój wzrok powoli powędrował w stronę Travisa, który tak jak i ja nie był gotowy na to pytanie.
 - Nie mieliśmy wyboru.- odpowiedziałam licząc, że dalsze pytania zostaną przerwane. Tak się jednak nie stało. Szatynka okazała się niezwykle uparta i ciągle wyczekiwała na uzupełnienie wypowiedzi.
  -Musicie mieć rygorystycznych rodziców.- już raz poruszałam ten temat w aucie z Liamem.
 -Nie mamy rodziców.- odparł szybko Travis. Dzięki bogu nie ja musiałam odpowiadać na to pytanie. Na pewno od razu zadrżał by mi głos i już czułabym wszystkich litość. Nie lubiłam tego.
   -Co powiecie na przejażdżkę po mieście wojskowym autem? Mia pewnie nic nie pamięta z wczoraj.- powiedział puszczając do niej oczko i szybko zmieniając temat.
  -No jasne! Macie szyber dach?- spytała uradowana dziewczyna zrywając się z kanapy i wciskając na stopy swoje sandałki. Spojrzałam na swoje trampki. Czułam się jak jakaś porażka. Chodzić po plaży w trampkach co za obciach. Travis chyba to zauważył bo jak tylko wychodziliśmy z hotelu podszedł do mnie i zaprosił mnie na zakupy jutro.


***

    -O mój Boże…- wyszeptałam wyskakując z auta. Travis ciągle siedział za kierownicą patrząc na drugi samochód z przerażeniem. Jeszcze kilka chwil temu śmiał się jak wariat, a teraz tylko czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Musiałam wyglądać na przerażoną bo nawet nie zauważyłam kiedy Mia podbiegła do mnie i odciągnęła mnie na bok. Miałam ochotę wrzeszczeć, ale głos uwiązł mi w gardle.
   -Kurwa! Coś ty narobił idioto?!- wrzeszczał wysiadający z samochodu w który uderzyliśmy, mężczyzna. Był wysoki, zbudowany podobnie do Travisa i starszy o jakieś piętnaście lat. W starciu mieli podobne szanse, ale chyba nie chciałabym się dowiedzieć kto wygra.
   -Spokojnie.- powiedziałam jednym susem omijając faceta i stając przy przyjacielu, który zdążył wyjść już z szoku i wygramolił się z rozbitego auta. Chciałam mu dać w twarz, albo wypróbować na nim jakiś mój chwyt, ale w tym momencie nie mogłam zostawić go samego.- Możemy załatwić to bez policji. Na pewno jakoś się dogadamy.- powiedziałam i poczułam na swoich plecach dłoń bruneta. No jasne! Odezwać to nie, ale pomacać to pierwszy! Od kiedy to stał się taki bezpośredni?
  -Ty chyba jesteś śmieszna dziecko! On rozbił mi auto warte kilkaset tysięcy! Nigdy się z tego nie wypłacicie.- powiedział mężczyzna przebiegając wzrokiem po każdym z nas po kolei. Dopiero teraz zauważyłam w aucie na tylnym siedzeniu małą dziewczynkę, która zdecydowała się wyjść. Właściciel samochodu jak tylko to zobaczył od razu zareagował.- Kurwa mać, pozwolił ci ktoś wysiąść?! Wypierdalaj do auta!- poczułam, że powinnam zareagować, ale nagle zawładnął mną strach. Poczułam ukłucie w mostku i jak nie mogę oddychać.
   -Proszę się uspokoić. Jesteśmy wysoko ubezpieczeni i nie będzie najmniejszego problemu. Zaraz skontaktujemy się z ubezpieczycielem.- powiedział Travis wyciągając z kieszeni spodni telefon, a mnie lekko popychając w stronę Mii i Liama.- Nie ma sensu żebyście tu siedzieli. Zabierzcie Emmę do hotelu. Zadzwonię jak wszystko załatwię.- nikt nie protestował. Ja wręcz nie kontaktowałam kiedy szliśmy w stronę hotelu. Słyszałam urywki rozmów i sprzeczek przyjaciół, ale nie byłam w stanie zareagować do momentu aż coś we mnie pękło. Stanęłam w jednej chwili jak wryta w ziemię i nabrałam powietrza w płuca. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować już biegłam w miejsce gdzie miała miejsce stłuczka.
  -Co ona wyprawia?- usłyszałam za sobą słowa Liama, który chyba za mną biegł. Na próżno. Byłam pewna, że mnie nie dogoni. Jak tylko dojrzałam przed sobą Travisa z telefonem przy uchu, a potem tego faceta poczułam przypływ energii. Wskoczyłam na niego i zacisnęłam mu ręce wokół szyi. Udało mi się go przewrócić i chyba złamać mu nos zanim Travis doskoczył do mnie i odciągnął mnie od niego.
   -Nigdy tak do niej nie mów! Nie rób jej krzywdy!- teraz nie był to już krzyk, a raczej żałosna prośba.
   -Em! Co ty wyprawiasz idiotko?!- warknął chłopak ciągle mnie przytrzymując.- On pozwie cię do sądu…- zaprzeczyłam tylko ruchem głowy patrząc w stronę tylnego siedzenia auta. Dziewczynka nie wyglądała na wystraszoną, nie biegła ojcu na pomoc, ani nie krzyczała z przerażenia, a to świadczyło tylko jedno. Na co dzień przechodziła to co ja kiedyś i takie sceny widywała nie raz.

***

     -Nie możesz tak tego zostawić! Musisz z nią pogadać…- z pokoju obok dochodził głos Mii.- To nie jest normalne, że atakuje obcego faceta.
    -Może pada jej na mózg od tego waszego wojskowego drylu.- zaśmiał się Liam.
    -To nie jest zabawne Liam.- warknął Travis przez zaciśnięte zęby.- Wiecie ile razy z nią o tym próbowałem rozmawiać? Ona zawsze milczy lub udaje, że nic się nie stało.- wiedziałam jak wygląda gdy to mówi. Na pewno zaciska pięści z bezsilności i stara się nie wybuchnąć żeby nie krzyczeć kiedy myśli, że ja śpię.- Nie wiem jak mam z nią rozmawiać, chyba nie umiem tego robić. Ona ciągle powtarza tylko, że i tak nie zrozumiem, a ja nie mam szansy niczego zrozumieć. Znam ją od tylu lat, a ja czuję że nic nie wiem o jej życiu i o niej samej.
   -Czyli to nie pierwszy raz?- głos Mii niósł się po całym pokoju echem. Gdybym miała porównać do czegoś jej głos, to chyba do słowika. Taki melodyjny i opanowany.
   -A żeby to raz… W bazie dwa razy komuś wpieprzyła. Na szczęście nasz przełożony się nie dowiedział. Ciągle budzi się w nocy z krzykiem, a potem zachowuje się jakby zapomniała, że ta sytuacja ma miejsce.
  - Może ja z nią porozmawiam? Wiesz, dziewczyny lepiej się dogadują z reguły.- nie wiem czy byłam w stanie z kimkolwiek rozmawiać, ale wydaje mi się, że Mia była jedyną osobą która była w stanie mnie zrozumieć i złamać.

___________
Od Akwamaryn: Czuję, że poszło mi trochę lepiej niż poprzednio. Tym razem miałam przynajmniej o czym pisać i miałam trochę więcej czasu na to. Mam nadzieję, że wam się spodobał i choć trochę was zaciekawił.

sobota, 4 lipca 2015

3. Skarbie, spałaś na mnie całą podróż do domu. Cała przyjemność po mojej stronie.



         


     Mia




           Zrzuciłem z nóg cieniutki koc. Uniosłem rękę aby przetrzeć oczy. Kilkakrotnie zamrugałem. Westchnąłem. Podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem po pokoju. Przy łóżku leżały moje wczorajsze ubrania, które porzuciłem po odstawieniu czarnej do łóżka. Bezwładnie uśmiechnąłem się do wspomnień.

Mia głośno zaczerpnęła powietrza i natychmiast wpadła w moje ramiona.
   -Liam!- spanikowana wskazała palcem w mrok przed nami.- Czy to kot?!
Głośno się zaśmiałem. Uwielbiałem jej strach przed tymi futrzakami. To był chyba najsłodszy na świecie lęk.
   -Nie Mia, to ławka.

Pokręciłem przecząco głową. Natychmiast się podniosłem, wyjąłem z walizki świeże ubrania. Potrzebowałem prysznica. Idąc do łazienki zahaczyłem o sypialnie szatynki. Spała zwinięta w małą kulkę.
Nadal byłem w szoku jak wiele alkoholu można wlać w tak małe ciałko. Będzie dziś cierpieć. Miałem nawet mały pomysł jak temu zapobiec, lub choć zmniejszyć ból.
Cicho zamknąłem za sobą drzwi prowadzące do łazienki.


***


            Pierwsze co poczułam po otworzeniu oczu to okropny fetor. Niemiła mieszanka potu, alkoholu i błagam Boże byle nie wymiocin. Jeżeli Liam przy tym był to wyjeżdżam stąd jeszcze dziś. A potem stało się… podniosłam głowę. Przeszył ją niesamowity ból. Jęknęłam.
   -Już nigdy więcej nie piję…- wymamrotałam próbując dostać się do krawędzi łóżka nie rozrywając sobie przy tym czaszki. Przy każdym ruchu pulsowała coraz mocniej. Powoli zrzuciłam nogi na ziemię.
Dość sprawnie się podniosłam i podeszłam do okna. Otworzyłam je na całą szerokość. Znienawidziłam słońce po czym postanowiłam doprowadzić się do porządku w łazience.
            Chłodna woda delikatnie obmywała moje obolałe ciało przynosząc ukojenie. Otworzyłam dotąd zamknięte oczy. Zakręciło mi się w głowię. Szybko złapałam za kabinę prysznicową.
Zmarszczyłam brwi próbując sobie cokolwiek przypomnieć.
Od momentu gdy weszliśmy do klubu pamiętam pierwsze pięć drinków, każdy w innym kolorze i jedną tequile. Jestem też przekonana, że przez cały czas tańczyłam tylko z Liamem. Jednak na tym wszystkie wspomnienia wczorajszej nocy się kończą.
Jestem taka żałosna.
            Wychodząc spod prysznica spojrzałam na króciutką sukienkę leżącą na kafelkach. Liam kładąc mnie do łóżka zdjął mi tylko buty i biżuterię. Uśmiechnęłam się. Był tak kochany.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do apartamentu. Po chwili mój przyjaciel zaczął radośnie gwizdać. Musiałam jak najszybciej się ubrać i mu podziękować.
Szybko się wytarłam, ubrałam kolorowe spodenki i zwykłą białą bluzeczkę na ramiączkach. Ciągle mokre włosy niedbale zarzuciłam na plecy. Nałożyłam odrobinkę pudru próbując nadać swojej twarzy odpowiedni kolor.
Z kuchni czuć było zapach świeżej kawy.
   -Mia?- zapytał brunet patrząc na mnie z uśmiechem na twarzy. Stałam dokładnie przed nim nadal zastanawiając się co powinnam powiedzieć. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Właśnie dlatego nigdy nie piłam alkoholu.
   -Błagam cię, powiedz mi, że nie zrobiłam wczoraj nic głupiego…- wyjęczałam opierając się czołem o jego umięśnione ramię. Ten głośno zarechotał.
   -Wypiłaś tylko około 10 drinków, potem uwiodłaś kilku facetów w klubie, których musiałem się pozbyć, ale nie miałem pojęcia, że potrafisz tak tańczyć dziewczyno! Później przywaliłaś jednemu facetowi w twarz, dzięki tobie wracaliśmy wojskowym samochodem do apartamentu, a potem wniosłem cię na górę.- zastanawiałam się jak popełnić samobójstwo.- Ale! Do ostatniego momentu twój makijaż był idealny, pieniądze nie poszły w błoto!
Zakryłam twarz rękoma.
   -Nie wiem nawet jak cię przeprosić…- mruknęłam siadając przy wyspie kuchennej.
   -Nie musisz tego robić. Dzięki twoim wybrykom poznaliśmy Emme i Travisa.- patrzyłam na niego jak na kretyna.- Właśnie! To dzięki twojemu prawemu sierpowemu. W klubie jakiś facet przystawiał się do Emmy, gdy mieliśmy już wychodzić, zauważyłaś to, pobiegłaś jej na ratunek. Był z dwa razy większy od ciebie. Rozpiera mnie duma!- ostatnie dodał z sarkazmem. Oboje wybuchliśmy radosnym śmiechem.
   -Pęka mi głowa. To mój pierwszy kac w życiu.- mruknęłam ciągle się uśmiechając. Chłopak podał mi szklankę z wodą oraz małą białą tabletkę. Po chwili usiadł obok mnie z dwoma kubkami kawy z jednego z okolicznych barów. Nie wiedziałam jak mogłabym mu podziękować.- Liam…ja…
   -Przestań. Nie chcę tego słuchać. Przyjechaliśmy tu żeby się bawić. Bez ograniczeń. Następnym razem to ty będziesz wciągać moje zwłoki na górę.- odpowiedział, a w jego oczach widziałam beztroskę. Jakby malutkie ogniki. Wesoło tańczyły, sprawiając, że świat był odrobinę bardziej szmaragdowy. Przytaknęłam mu.- Za godzinę idziemy na plaże. W barze z kawą spotkałem Travisa. Mamy się tam spotkać przed południem. Musisz ich w końcu poznać.



***


            Poprawiłam przeciwsłoneczne okulary znajdujące się na moim nosie. Nie wiedziałam jak powinnam się zachować. Narobiłam sobie wczoraj okropnego wstydu. Byłam przekonana, że Emma i Travis mnie po prostu nie zaakceptują. W końcu to pierwsze wrażenie jest najważniejsze. A w podzięce za podwózkę mieliśmy ich zabrać po plaży na obiad do naszego hotelu. Wzięłam głęboki wdech.
   -Przestań, brzmisz jak astmatyczka po godzinnym biegu.- mruknął leżący obok mnie Liam. Zerknęłam na idealnie wyrzeźbione ciało przyjaciela. Wyglądał niczym grecki bóg. Przyciągnęłam mocniej do siebie kolana i objęłam je rękoma starając się ukryć swój skąpy strój kąpielowy.
   -Nie polubią mnie.- szepnęłam. Jestem pewna, że gdyby nie okulary przeciwsłoneczne dostrzegłabym jak brunet wykręca oczyma. Nim zdążył się podnieść i zapewne skarcić mnie za głupie gadanie usłyszeliśmy za sobą, stanowczy ale miły dla ucha, kobiecy głos.
   -Witamy śpiącą królewnę i jej rycerza.- odwróciłam się. Stała za mną dziewczyna. Nieco wyższa niż ja. O ciemnych włosach. Z pięknym uśmiechem. I dość mocno umięśnioną sylwetką jak na kobietę. Jednak nie było w tym przesady. Towarzyszył jej wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Miał roześmiane oczy.
Mimo wolnie się zaśmiałam.
Wstałam i podałam dziewczynie rękę.
   -Wczoraj nie było dane nam się poznać. Miło mi, że mimo fatalnego pierwszego wrażenia mieliście ochotę na kolejne spotkanie. Mia.- powiedziałam uprzejmie. Emma głośno się roześmiała i mocno uścisnęła moją dłoń.
   -Skarbie, spałaś na mnie całą podróż do domu. Cała przyjemność po mojej stronie.- wymruczał Travis zupełnie mnie zaskakując i przytulając na przywitanie. Puścił mi oczko, a ja zrobiłam się cała różowa. Jego przyjaciółka przewróciła oczami po czym prychnęła.
   -Weź jej nie strasz. Wygląda na miłą.- wszyscy radośnie się zaśmialiśmy.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. To mogą być najlepsze dwa tygodnie mojego życia.
            Cieplutka woda obmywała moje stopy. Spojrzałam na głęboki kolor morza śródziemnego. Odwróciłam się na chwilkę żeby spojrzeć na miejsce w którym przed chwilą siedziałam. Liam i Travis odnajdywali wspólne pasje, a Emma leżała na plecach na gorącym piasku. Biedna nie miała wczoraj szans się wyspać.
Szybkim krokiem weszłam do wody i powoli zaczęłam pływać. Uwielbiałam to. Gdy byłam mała bardzo często wybieraliśmy się z rodzicami na basen. Później nie było na to czasu. Pływałam odkąd pamiętam, więc nie bałam się wypłynąć dalej. Nagle poczułam niesamowity ucisk w łydce. Sekundę później zamienił się w skurcz. Mimowolnie z moich ust wydobył się głośny krzyk. Zwinęłam się z bólu. Cała się zanurzyłam. Pod wodą próbowałam rozmasować nogę jednak to tylko pogorszyło sytuacje. Wypuściłam z płuc resztkę powietrza. Napiłam się wody. Czułam jak opadam w morską toń. Właśnie wtedy poczułam niesamowicie mocne szarpnięcie ku górze. Po chwili moja głowa znajdowała się już na powierzchni. Zaczęłam głośno kaszleć. Ktoś mocno mnie objął i zaczął ze mną płynąć ku brzegowi. Miałam wrażenie, że to nie miało końca. Paliły mnie całe płuca i gardło do których dostała się słona woda.
   -Mia! Możesz oddychać?!- krzyknął Travis. Dopiero wtedy spostrzegłam, że znajduje się już na plaży. Obok mnie leżała wycieńczona Emma. Chłopak zaczął mocno klepać mnie po plecach. Z moich ust wypłynęły resztki niechcianej wody. Powoli uspokajałam oddech. Nagle koło nas znalazło się mnóstwo osób. Liam pomógł mi wstać. Podeszliśmy do Emmy, której po chwili wszyscy gapie zaczęli bić brawo. My również zaczęliśmy to robić.
Uklęknęłam obok dziewczyny.
   -Stawiam ci za to drinki do końca naszego pobytu tutaj.- szatynka uniosła na mnie oczy i ciągle głośno oddychając wysapała.
   -Jesteśmy kwita, prawy sierpowy i uratowanie od utonięcia.- obie z trudem zaczęłyśmy się śmiać. 


_____
Od Jemi: Dość trudno pisało mi się ten rozdział, muszę to przyznać, mam wrażenie również, że to widać. Jednak jestem do niego mimo wszystko dobrze nastawiona. Początki są zawsze ciężkie, z czasem na pewno będzie lepiej :)
Nasi bohaterzy zacieśniają więzy. Jak myślicie, co z tego wyjdzie? :D