poniedziałek, 27 lipca 2015

5. W końcu mogła ujawnić swój długo skrywany sekret.



                                                                                Mia



            Wzięłam głęboki oddech. Podeszłam do drzwi za którymi miałam znaleźć Emme. Nie byłam pewna czy jestem odpowiednią osobą. Skoro, mimo wieloletniej przyjaźni z Travisem, nie zdradziła mu nigdy z jakiego powodu budzi się z krzykiem w nocy, to dlaczego miałaby to zrobić w moim przypadku. Czułam jednak w sobie pewną siłę. Widziałam też jej przerażoną minę, oczy wypełnione bólem i furię, która nagle się zrodziła. Wiedziałam jedno, Emma przeżyła w swoim życiu znacznie więcej niż ja.
Zamknęłam oczy. Już miałam odwrócić się i wrócić do salonu, gdy nagle usłyszałam cichy szept. Każde słowo było wypowiadane z niesamowitym jadem.
-Nienawidzę cię… tak bardzo nienawidzę.
Zacisnęłam dłoń w pięść. Delikatnie zapukałam w drewniane drzwi. Miałam wrażenie, że cały świat wstrzymał powietrze.
-Travis, daj mi spokój- usłyszałam. Bez zastanowienia nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły. Na jednoosobowym łóżku siedziała dziewczyna. Twarz miała ukrytą w dłoniach. Jednak po jej policzkach nie spływały łzy. Mogło to świadczyć tylko o jednym. Mam do czynienia, prawdopodobnie, z jedną z najsilniejszych kobiet, które spotkam w swoim życiu. Uniosła na mnie wzrok. Widziałam w nim bezsilność. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Nie chciałam być natarczywa. Delikatnie przytuliłam Emme.
I wtedy stało się coś co zupełnie mnie zaskoczyło. Jej nieco większe ciało niż moje, ale nadal drobne, zaczęło unosić się w cichym płaczu. Zaczęłam delikatnie głaskać jej włosy. Co spowodowało jeszcze większe emocje u dziewczyny. Wtedy to zrozumiałam. Em, większość swojego życia spędziła z mężczyznami, nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki. Zbliżając się do niej przyjmowałam na siebie ten ciężar. Zapragnęłam być jej wybawicielką. Wtedy jeszcze nie wiedziałam z czym to może się wiązać. Jednak nigdy nie żałowałam swojej decyzji, którą podjęłam tamtego wieczoru.  
-Dlaczego to zrobiłaś Emma?- zapytałam cicho nie przerywając głaskać jej włosów.
-On odzywał się do niej jak do śmiecia Mia, a ona najzwyczajniej w świecie była przerażona. Jest tylko dzieckiem, nie wiedziała co się stało. Gdyby była starsza, już na pewno nie pozwoliłaby nikomu, nigdy, tak się do siebie odzywać- wyjąkała.
-Zrobiłaś to tylko dlatego? On również był pod wpływem emocji. Na pewno bardzo się martwił również o nią… Stłuczka nie była groźna ale małej mogło coś się stać. Ludzie różnie reagują w takich…- nagle szatynka mnie od siebie odepchnęła. W jej ciemnych oczach dostrzegłam drwinę.
-Jesteś taka delikatna. Mia, nie każdy człowiek ma dobre serce…- powiedziała a jej twarz przybrała ironiczny wyraz.
-Dobrze, masz rację, ale na jakiej podstawie go oceniasz?!- warknęłam na nią zła. Potraktowała mnie jak niedoświadczoną, małą dziewczynkę.
-Bo mój ojciec był taki sam. Ja jestem tą dziewczynką, która dorosła. I już nigdy więcej nie pozwoli sobie na takie traktowanie. Widziałam w jej oczach to co widzę co noc w swoich przed snem. Mimo, że on jest daleko. Nadal boje się, że zakradnie się do mnie w nocy! I albo skatuje za kiepski dzień albo wykorzysta. Powinnam zabić tego gnoja…- po moim policzku spłynęła pierwsza łza.-… mam nadzieję, że teraz cierpi.
Nie miałam pojęcia co powinnam zrobić. Parzyłam w ciszy w zamglone oczy Emmy, gdy wędrowała po najgorszych wspomnieniach w swoim życiu.
-Nigdy nic nie wspomniałam mamie. To była dobra kobieta, po prostu zakochana nie w tym mężczyźnie co trzeba. Pewnej nocy, gdy ja byłam na swojej jedynej wycieczce szkolnej w życiu, bardzo ją skatował. Zabił mała Tinę. Czasami dziękuję Bogu za to, że na to pozwolił. Gdyby się narodziła, najprawdopodobniej przechodziła by dokładnie to samo co ja. Mama trafiła do szpitala. Jednak za późno. Poroniła, straciła mnóstwo krwi, zdążyło wdać się zakażenie. Jakiś czas po tym zmarła. A ten skurwysyn znalazł sobie młodszą panienkę, a niechciane dziecko oddał do szkoły wojskowej. Taka odpowiedź w końcu wszystkim pasuje?!- warknęła wycierając niedbale łzy.
Moje ramiona opadły. Poczułam się jakbym dostała w twarz.
-Przepraszam…- szepnęłam wyciągając do niej dłoń. Popatrzyła na mnie zdumiona.- Za to, że musiałaś milczeć tak długo… że niesłusznie cię oskarżyłam… że nie potrafię ci teraz pomóc… ale obiecuję…- szybko spojrzała w moje załzawione oczy.- że już nigdy nie będziesz w tym sama. Pomogę ci odnaleźć ojca i wsadzimy go za kratki. Tam gdzie jego miejsce. Potem kupimy najpiękniejsze kwiaty i złożymy je na grobie twojej mamy i małej Tiny.
Nieco zlękniona wyciągnęła do mnie rękę, jednak po chwili ją cofnęła jakby uświadamiając sobie swoją niczym niewyjaśnioną ufność. Ja nieprzerwanie trzymałam wyciągniętą dłoń. Emma mocniej zacisnęła zęby i śmiało za nią złapała.
-Gdy tylko stąd wrócimy, moja ciocia, pomoże nam zająć się tą sprawą. Jest najlepszym prawnikiem w mieście. Nie martw się o koszty.- na jej twarzy pojawił się blady uśmiech. Nie byłam pewna czy to wdzięczność za okazaną troskę czy po prostu za to, że w końcu mogła ujawnić swój długo skrywany sekret.
-Proszę, nie mów nic chłopakom. Niech ta rozmowa zostanie między nami.- szybko przytaknęłam jej ruchem głowy. Delikatnie się do niej uśmiechnęłam.


***


            Radośnie się zaśmiałam. Travis spuścił głowę w dół. Przegrał zakład. Kelnerka odeszła od nas przyjaźnie się uśmiechając.
-Byłam pewna, że jej nie poderwiesz, jesteś zbyt cienki w te klocki.- mruknęła Emma wytykając na chłopaka język. Ten uniósł ręce do góry. Jednak po chwili na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Ja wracam do hotelu ze znacznie piękniejszą kobietą.- mruknął. Emma prychnęła, o chwili pokazała mu środkowy palec. Na co wszyscy ryknęli śmiechem. Jednak przez ułamek sekundy na twarzy dziewczyny pojawił się rumieniec. Westchnęłam. Naprawdę cieszyłam się, że spotkaliśmy tą dwójkę.
Kelnerka wróciła z rachunkiem, których natychmiast przejęłam. Na co wszyscy zareagowali gromkimi okrzykami złości.
-Zamknąć się!- warknęłam na nich.- Ja was zaprosiłam do tej restauracji więc ja płacę.
-Mia…- mruknął Liam. Machnęłam na niego ręką. Nie miałam ochoty na kłótnie. Spędziliśmy dziś niesamowicie intensywny dzień. Najpierw kac, potem plaża, gdzie prawie utonęłam, następnie przejażdżka i stłuczka, moja rozmowa z Emmą. Wszystko to doprowadziło do tego, że zżyliśmy w bardzo krótkim czasie i za cholerę nikt nie miał nawet odrobiny chęci na imprezę.
-Mogę zapłacić kartą?- zapytałam kelnerkę.
-Oczywiście.- odpowiedziała. Uniosłam się ze swojego miejsca, poprawiając niedbale niebieską sukienkę, która spływała falami po moich długich nogach.



*** 


            Leżałam wykończona na ogromnym łóżku. Słyszałam za ścianą głośny oddech Liama. Nagle mój telefon zawibrował. Poczułam silny ucisk w sercu. Wyciągnęłam rękę aby zdjąć go ze stolika nocnego.
Nieznany numer.
Moje serce mocniej zabiło. Tajny informator.

Jak mijają Twoje wakacje Mia? Mogę Cię zapewnić, że Chris bawi się wyśmienicie. Już nawet nie pamięta Twojego imienia. Tej nocy będzie wykrzykiwał inne.

Do moich oczu napłynęły łzy. To ostatnia rzecz, której teraz potrzebowałam. Przełknęłam ogromną gule rozpaczy, która pojawiła się w moim gardle. Odłożyłam spokojnie telefon. Wstałam z łóżka. Cicho weszłam do salonu. Liam leżał patrząc w sufit. Nagle jakby wyrwany z transu zerknął na mnie i zapytał:
-Nadal nie śpisz?
Pokręciłam przecząco głową i wtedy coś pękło. Rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Mój przyjaciel natychmiast pojawił się przy mnie i objął.
-To tak boli…- szepnęłam, a on uniósł mój podbródek i zerknął głęboko w oczy.



____
Od Jemi: Mimo, że rozdział jest wypełniony bólem, pisało mi się go niezwykle przyjemnie. Co mam nadzieję, że widać. Historia nabiera tempa, a to dopiero początek, obiecujemy wam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)