poniedziałek, 1 lutego 2016

16. Wciąż na ciebie czekam.



Emma…
                   Okryłam się szczelnie kocem i sięgnęłam po kolejny kubek gorącej kawy. Pogoda diametralnie się zmieniła w ciągu jednej nocy. Nie padało, ale czuło się dziwną aurę jesieni, która nie powinna jeszcze mieć miejsca.
    -Jak się czujesz?- głos Travisa sprawił, że od razu zrobiło mi się cieplej i zapragnęłam mocno go przytulić. Chłopak usiadł naprzeciwko mnie chcąc zachować jak największy dystans. Czułam się okropnie z myślą, że tak go ranię, okłamuję i ciągle odpycham, ale ktoś kto nie jest mną nie zrozumie moich powodów.
   -Musimy porozmawiać.- wyszeptałam spuszczając wzrok na swoje dłonie i ostrożnie się im przyglądając. Mia miała racja, powinnam już dawno mu powiedzieć o Samuelu. Travis jak gdyby znikąd nagle siedział obok mnie i ściskał moją dłoń.
    -Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.- odezwał się zachrypłym głosem. To była prawda. On zawsze był ze mną i dla mnie, a ja nigdy w to nie wierzyłam i odpychałam tę myśl. Kochał mnie z całego serca, bardziej niż ktokolwiek może kochać kogokolwiek. Nigdy się nie poddał, chociaż umiałam zmieszać go z błotem i mówiłam rzeczy, których nikt nie powinien mówić. W mojej pamięci otworzyła się jakaś szuflada i nagle przed oczyma stanęła mi scena z jednostki. To miało miejsce dwa lata po rozpoczęciu mojej przygody w tym miejscu. Byliśmy w Travisem już wtedy niezwykle blisko, a ja właśnie wtedy chcąc go zranić jak najmocniej powiedziałam słowa, których żałuję do dziś, zrobiłam coś co na pewno boli go do tej pory. Nim uderzyłam go w twarz z moich ust padły słowa, który raniły do żywego: ,,Czemu ciągle mi to robisz? Czemu nie możesz mnie zostawić w spokoju?! Nie rozumiesz, że jesteś dla mnie nikim?! Nienawidzę cię, jesteś pieprzonym zadufanym w sobie gościem, który chce mnie przelecieć! Odpierdol się i zajmij się swoim własnym życiem’’. Wiem, że od tamtego czasu wiele się zmieniło, ale jestem też świadoma, że Travis za wszelką cenę chce mi udowodnić jak bardzo mu zależy, że nie jest zadufanym gościem, który myśli tylko o tym jak mnie wykorzystać.
   -Bo widzisz, Samuel…- drzwi otworzyły się z hukiem nim zdążyłam dokończyć zdanie. W przejściu stał Sam z zadziornym uśmieszkiem. Widząc nasze splecione dłonie cicho prychnął.
   -Nie przeszkadzajcie sobie. Idę się tylko odświeżyć.- powiedział po czym przeszedł przez cały salon i wparował do łazienki. Mimo, że słyszałam szum wody pod prysznicem nie byłam stanie nic powiedzieć kiedy on był tak blisko.
  -Później.- powiedziałam tylko po czym wyrwałam się Travisowi i wbiegłam do pokoju zamykając go na klucz. Za swoimi plecami usłyszałam tylko westchnienie chłopaka
***
                 -Jeśli powiem im o Samuelu będę zmuszona powiedzieć o ojcu i Tinie. O wszystkim, Mia… Rozumiesz? O wszystkim co się działo w moim domu. Nie jestem gotowa.- westchnęłam.
   Siedziałyśmy z Mią w kawiarni niedaleko mojego hotelu, przede mną stała kolejna już dzisiaj kawa i kawałek ciasta, które na pewno było pyszne, ale nie umiałam przełknąć ani kęsa.
     Te myśli dręczyły mnie od samego początku, kiedy tylko zjawił się Samuel. Jeśli muszę wyznać prawdę, to jak ma  to zrobić? Jak powiedzieć to tak, żeby bolało jak najmniej. Czasami wydawało mi się to niemożliwe, dlatego nie mogli poznać prawdy, ale musiałam po raz kolejny przyznać rację Mii. Kłamstwa do niczego nie prowadzą.
    -Nigdy nie będziesz Emma. Do tego człowiek się nie przyzwyczaja, nie zapomina i nie przywyka o tym mówić.  Jeśli nie zrobisz tego teraz to nigdy nie nadejdzie ten moment. Wiesz, że on cię nie odtrąci. Zdajesz sobie sprawę, że mu cholernie na tobie zależy?- spytała szatynka chwytając za moją lodowatą dłoń.
   - Nigdy nie będę w stanie dać mu tego co oczekuje. Nie umiem być z nim i jednocześnie myśleć o tym co było kiedyś. Ja leżąc w łóżku sama trzęsę się z nerwów, że on mnie jakimś cudem znajdzie i zaraz wejdzie do pokoju, do łóżka…- czując jak po policzkach płyną mi łzy zamilkłam. – A jeśli z Travisem będzie tak samo? Jeśli to będzie dla mnie niemożliwe?- przyjaciółka mocno zacisnęła dłoń na moim nadgarstku zmuszając mnie do spojrzenia sobie w oczy.
   -Nie wiesz tego póki nie spróbujesz. Ale pierw musisz powiedzieć o wszystkim chłopakom. Będę przy tobie- powiedziała chcąc dodać mi otuchy.
***
          Wyobrażacie sobie jak wygląda miejsce gdzie właśnie wyznawane jest najgorsze kłamstwo z kłamstw. W takim miejscu nie umiemy dostrzec w ogóle czystego powietrza, każdy najmniejszy milimetr wypełnia kanonada dźwięków. Cykanie zegara, śpiew ptaków za oknem, upadanie orzeszka na podłogę, szelest kanapy na której właśnie wiercisz się niekontrolowanie. Tak wygląda każda sekunda, która ciągnie się w nieskończoność. A teraz pomyśl, że przed tobą czeka człowiek, który oddał by za ciebie życie, który wierzy ci bezgranicznie i bez problemu mógłbyś powierzyć mu swoje życie, bo wiesz, że będzie dbał o nie lepiej niż ty sam.
   -Travis, proszę zrozum…- szlochałam przez zaciśnięte gardło patrząc jak twarz chłopaka zmienia się z sekundy na sekundę. Liam siedzi obok niego lekko zdenerwowany, ale chyba bardziej na Mie, że go nie wtajemniczyła, niż na mnie. Dziewczyna siedzi przy mnie, tak jak jeszcze niedawno ja ją wspierałam.
   -Boże… Samuel, twój ojciec, Tina, długi…- Howk podniósł się gwałtownie i przemaszerował przez całe pomieszczenie.- Jest coś w czym mnie nie oszukiwałaś?! Czy ty w ogóle kiedykolwiek powiedziałaś mi prawdę?- czułam jak zaczynam się trząść, ale mimo to poderwałam się z miejsca i podeszłam do niego.
   -Jak miałam ci to powiedzieć? ,,Wiesz Travis pieprzył mnie mój własny ojciec, a czasem mnie katował. Ale to nie ważne, pij dalej kawkę.’’ Za bardzo mi na tobie zależy żeby stracić cię przez taką prawdę…- westchnęłam ocierając łzy z brody i policzków.
   -Co ty pierdolisz?! Dobrze wiesz, że zawsze cię kochałem, wszystko wybaczałem, wierzyłem jak głupi i pomagałem z każdym problemem. To ja biegałem po tampony do apteki jak dostałaś okres w jednostce, to ja siedziałem z tobą kiedy w nocy płakałaś i krzyczałaś. Nie pytałem czemu tak jest, ani dlaczego wyskakujesz z łóżka kiedy ktoś wchodzi do pokoju, nie robiłem wyrzutów kiedy wyzywałaś mnie i okładałaś pięściami. To ja podstawiałem się na treningach żebyś mogła dalej być razem ze mną… A ty… Nigdy bym nie zrobił ci krzywdy, nie dał bym nikomu cię dotknąć…- teraz Travis stał ode mnie jedynie o krok, a moje serce waliło jak szalone. Dłoń chłopaka powędrowała na mój policzek i delikatnie starła ostatnie łzy. Nie wiem kiedy Mia i Liam wyszli, ale teraz byliśmy całkiem sami, a ciszę między nami przerywały tylko mój szloch i jego głęboki oddech.- Kocham cię jak idiota Emma. Bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Nigdy bym cię nie odtrącił, bo wciąż na ciebie czekam.- powiedział przyciągając mnie do siebie i mocno ściskając. Czułam jak moje paznokcie wbijają się w skórę jego pleców, a jego dłonie delikatnie głaszczą moje. Czułam całą sobą jak unosi się jego klatka piersiowa, jak jego usta subtelnie całują moje czoło.
    -Kocham cię.- odparłam i dosłownie w momencie kiedy wypowiedziałam te słowa usłyszałam głośne uderzenie czegoś o podłogę. Dopiero potem zobaczyłam Travisa, który zalany łzami klęczał na ziemi ściskając moje dłonie. Poszłam w jego ślady i patrząc na jego zniszczone od pracy dłonie zrozumiałam, że kocham go takim jakim jest, że nie liczy się nic innego jak to, że pragnę by te dłonie już zawsze dotykały mnie, by te usta całowały tak jak jeszcze żadne inne.
   -Kocham cię.- odezwał się blondyn przyciągając mnie do siebie i lekko muskając moje usta swoimi. Jego wargi smakowały jak świeże maliny, jak dzieciństwo, którego nie miałam. Chciałam się w nich już na zawsze zatracić.
  -Kocham cię.- powtórzyłam między pocałunkami.
  -Ja ciebie bardziej.- odparł Travis patrząc zeszklonymi oczyma prosto w moje.
  -Kocham cię- wypowiedziałam te słowa po raz kolejny.- Kocham cię.- powtarzałam te słowa cały czas kiedy tylko nie brakowało mi tchu.



______________
     Od Akwamaryn: Udało się. Po wielu podejściach w końcu wykrzesałam z siebie to co macie przyjemność czytać. Przyznam się wam, że nie byłam przekonana go czegokolwiek co wychodziło spod moich palców. Mimo wszystko ostatnia scena mimo, że nie jest zła mogłaby być o wiele lepsza, wiem i zdaję sobie z tego sprawę. 
   Nie mam ostatnio niestety czasu na pisanie czegokolwiek i choć staram się bardzo to brakuje mi zwyczajnie weny i wolnej chwili.

czwartek, 14 stycznia 2016

15. Była myślami daleko stąd. Mordowała mężczyznę, który błędnie nazywał się jej ojcem.



          

 Mia



               Mocniej zacisnęłam zęby i przymknęłam powieki. Po chwili było już po wszystkim. Igła znajdowała się w mojej żyle. Pielęgniarka zabezpieczyła wenflon i bardzo delikatnie podłączyła kolejną kroplówkę. Cicho jej podziękowałam. Zerknęłam w stronę stojaka. Sól. Dobrze.
Potarłam wierzchem dłoni czoło. Travis uśmiechnął się do mnie nieśmiało.
   -Boisz się igieł?- podciągnęłam się na łóżku. Poczułam ból w okolicy wkucia. Cicho syknęłam. Trav natychmiast wstał i pomógł mi się ułożyć. Uśmiechnęłam się na ten znak nadmiernej troski.
Na pierwszy rzut oka nie robił dobrego wrażenia. Fizyczne owszem, ale wyglądał jak ktoś kto nie miał nic więcej do zaoferowania niż ładna buzia i umięśnione ciało. Jednak przy bliższym kontakcie bardzo zyskiwał. Charakteryzowała go delikatność, czujność i ogrom dobrego serca. Nagle zrobiło mi się go szkoda. Obserwowanie jak co dnia się męczy było okropne. Każdy jego gest, spojrzenie czy uśmiech, w stosunku do Emmy, odkrywał całą prawdę. Ukazywał jak niesamowicie jest dla niego ważna. Jak bardzo ją kocha. A kocha ją do tego stopnia, że cierpliwie to znosi. W ciszy pragnąc jej dotyku. Od momentu ich rozmowy był przygaszony. Odrzucenie sprawiało mu wiele bólu. Widziałam to nawet teraz.
   -Nie, igły to nic strasznego, boje się bólu związanego z ich wbijaniem.- zamknęłam usta. Nie byłam pewna czy jestem odpowiednią osobą i czy mam prawo rozmawiać z Travisem na temat jego uczuć. Mimo dobrego kontaktu nie był mi tak bliski jak Emma czy Liam. Zmarszczyłam czoło. Chce zaryzykować.- Travis, przez ostatni czas widzę jak…
Jednak nie dane mi było skończyć. Rozległo się ciche pukanie, a po chwili w drzwiach pojawił się lekarz prowadzący mój przypadek.
   -Jak się czujemy pani Stark?- zapytał z uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym.
   -Lepiej. Dziękuję.
   -To wyśmienicie.- wziął do ręki kartę choroby i zaczął coś na niej notować w skupieniu.- Dobrze. Po przeanalizowaniu wyników krwi, doszedłem do wniosku co się wydarzyło. Ma pani anemię. Jednak stadium choroby nie jest zbyt zaawansowane. A powodem jest niedobór żelaza i witaminy B12. Była też pani nieco odwodniona dlatego efekt był dość przerażający. Jednak proszę się nie martwić. Przepiszę odpowiednie leki, które w zupełności wystarczą. Należy jednak kontrolować co jakiś czas gospodarkę mineralną organizmu. Proszę co dwa tygodnie oddawać krew do analizy. Musimy obserwować zmiany.
Łagodnie wypuściłam powietrze. Travis szeroko się uśmiechnął. Spojrzałam na niego przerażona. Jak można tak szeroko otworzyć usta?! Gdyby miał, pokazałby również zęby mądrości.
   -Prześwietlenie również niczego nie wykazało. Zatrzymamy panią jeszcze jedną dobę na obserwację, jeżeli nic niepokojącego się nie wydarzy to będzie mogła pani wrócić do domu.- Travis zerwał się ze swojego miejsca. Chwycił dłoń lekarza i zaczął nią energicznie potrząsać.
   -Bardzo dziękujemy panie doktorze!-  wręcz krzyknął z radością. Cicho się zaśmiałam i przeprosiłam za przyjaciela.
Lekarz opuścił salę.
   -I kto tu ma silny organizm?!- Krzyknął wystawiając rękę abym mu przybiła piątkę. Ciągle się śmiejąc klepnęłam w jego dłoń. Usiadł i popadł w zadumę.- Czekaj, jak mogli zrobić ci prześwietlenie? Przecież jesteś w ciąży…- mruknął przysuwając się do mnie.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Pokręciłam przecząco głową. Travis zmarszczył czoło. Dając mi do zrozumienia, że nie wie o co chodzi.
   -Nie jestem w ciąży i nigdy nie byłam. Test się pomylił. Nie spałam z Marcusem.- szatyn otworzył usta i cicho jęknął. Po moim policzku spłynęła łza.
   -Mówiłaś już Emmie?


***


            Mocno chwyciłam telefon. Napiszę do niego. Może jednak zareagowałam zbyt oschle? Przecież Liam chciał tylko mnie chronić.
Nie prawda.
Mówił głos w mojej głowie. Każdy mógłby się zdenerwować w takiej sytuacji. Po prostu zareagował bardziej emocjonalnie.
Nie miał do tego prawa, powinien być przy tobie. Zachował się jak małe rozkapryszone dziecko. Jakby miał nad tobą kontrolę. Jakbyś należała do niego i złamała zasady, które ci postawił.
Przygryzłam wargę.
Z myśli wyrwało mnie głośne warknięcie.
   -Szef miał ochotę rozszarpać mnie na miejscu, ale gadka o ciężarnej młodocianej i ojcu pedofilu i złodzieju, jakoś go przekonała.- wytężyłam słuch. Nie miałam pojęcia kogo to głos.
   -Dziękuję. Naprawdę.- głos był przytłumiony przez barierę drzwi. Szybko, ale w miarę bezszelestnie do nich podeszłam. Po prostu zaczęłam podsłuchiwać.
   -Nie dziękuj. W końcu to mi musisz płacić. Pamiętaj, że ja nie jestem ani miły ani grzeczny jak Travis. Uważaj na to co robisz, bo w każdej chwili możesz pożałować.- w tym momencie domyśliłam się kim są rozmówcy. Bez zastanowienia otworzyłam drzwi. Emma upadła na podłogę. Najwyraźniej musiała się o nie opierać.
   -Musimy pogadać.- stwierdziłam patrząc z odrazą na Samuela.
            Nie miałam pojęcia co myśleć, a tym bardziej jak pomóc przyjaciółce. Zarzuciła mnie ogromem informacji. Mówiła tak szybko, że musiałam bardzo skupiać się na słowach by wyłapać ich sens. Kilka razy musiałam jej przerwać i poprosić żeby powtórzyła. Widziałam w jej oczach strach, jednak mimo wszystko dominowała zawziętość i gotowość do walki. Bała się, że ujawniając mi wszystkie szczegóły wplątała mnie w niebezpieczną pułapkę. W zagadkę, której brak rozwiązania mógł oznaczać tylko śmierć. Mocno zacisnęłam zęby.
   -To w takim razie pożyczę ci te pieniądze.-powiedziałam ostro. Byłam wściekła na całą sytuację.
    -Nie ma mowy! Nie będę się zadłużać z powodu długów mojego ojca. Czy ty to w ogóle słyszysz?  Nie mam zamiaru iść w jego ślady. Nigdy.- warknęła wściekle. Przewróciłam oczami. Czasami jej duma wpędzała ją w gorsze kłopoty niż te które miała do tej pory. Sama blokowała sobie drogę wyjścia.
    -Nie masz innego wyjścia! Kasa jest ci potrzebna, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak cię te typki załatwiają na moich oczach.- mruknęłam z troską.
   -Nie! Jakoś to załatwię…- i nim zdążyła dokończyć drzwi uchyliły się, a naszym oczom ukazał się Liam. Trzymał ogromny bukiet róż. Moje serce mocniej zabiło. Emma coś mruknęła i zostawiła nas samych. Niekontrolowanym ruchem założyłam grzywkę za ucho. Patrzyłam na przyjaciela w ciszy. Poczułam jak wszystkie mięśnie twarzy wiotczeją, a moja mina wyraża bezsilność. Blondyn przełknął głośno ślinę.
   -Przepraszam.- mruknął ochryple. Założyłam ręce.- Nie miałem prawa się na ciebie wściekać, każdy może popełniać błędy, a nawet powinien. Powinienem z tobą zostać i cię wspierać. Miałaś rację, zachowałem się jak tchórz. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Przyjaźnimy się odkąd pamiętam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, tak jak ja wybaczyłem tobie. Zaakceptujesz moją porywczość, tak jak ja akceptuje to co robisz ty.
   -Ile ich jest?- zapytałam pozornie od niechcenia. Zrobił głupią minę.
   -Słucham?
   -Róż. Ile ich jest?
   -Dwadzieścia. Większego bukietu nie byłem w stanie wynieść przez drzwi kwiaciarni.- powiedział z cieniem uśmiechu na ustach.
   -Ewentualnie, już mogą być.- mruknęłam spoglądając na palce. Chłopak patrzył na mnie w osłupieniu. Po chwili jednak zaczęłam się cicho śmiać. Odłożył kwiaty na moje łóżko i zamknął mnie w uścisku.
Uwielbiałam jego zapach.
   -Czasami jestem taki głupi…- jęknął.- Obiecuję, że będę pomagać.
   -Tak?- zapytałam.
   -Tak, będę obok gdy będziesz mnie potrzebować.
   -Po prostu chciałam to usłyszeć. Liam, nie jestem w ciąży. Test się pomylił.
Natychmiast mnie od siebie odsunął i dokładnie przyjrzał się mojej twarzy. Sprawdzał czy nie blefuję. Delikatnie się do niego uśmiechnęłam. Nagle jego oczy zaczęły się niesamowicie świecić. Pocałował mnie w czoło i po raz kolejny mocno uścisnął.


***


            Spojrzałam ze złością na Liama. Odepchnęłam ręce Emmy.
   -Ludzie! Wyluzujcie, już mi nic nie jest. Dam radę sama wejść po schodach!- warknęłam na przyjaciół. Emma chciała mnie podtrzymywać, Liam kłócił się z nią o sposób w jaki powinna mnie asekurować, a biedny Travis wnosił walizkę z ubraniami i kosmetykami, którą na pobyt w szpitalu spakowała mi Emm.
Ciągle się szamocąc weszliśmy do apartamentu mojego i Liama.
   -Emma pomoże mi się rozpakować, a wy idźcie na zakupy. Jestem pewna, że mamy pustą lodówkę.- mruknęłam patrząc karcąco na blondyna. Chłopaki niechętnie się zgodzili. Dobrze, szło bardzo dobrze.
Musiałam zostać sam na sam z Emmą i dokończyć naszą rozmowę.
Weszłyśmy do mojej sypialni. Szatynka otworzyła walizkę. Podawała mi pojedynczo ubrania, a ja je sortowałam, na czyste i brudne.
   -Najpierw chce wiedzieć czy w sprawie z Samuelem zdarzyło się coś nowego.- dziewczyna nie podnosząc głowy znad walizki pokręciła nią przecząco.- Myślałam nad tym jak mogłybyśmy sobie z tym poradzić. Ale doszłam do wniosku, że same nic nie zdziałamy. Potrzebujemy chłopaków. Musisz im o wszystkim powiedzieć. Dopóki jesteśmy na wyspie należy zorientować się w jakie interesy zamieszany był twój ojciec, a możemy to zrobić tylko na jeden sposób. Śledząc Samuela. My w tym czasie powinnyśmy skupić się na odnalezieniu twojego ojca.- wyrzuciłam wszystko ja jednym oddechu.
Emma spojrzała w moje oczy.
   -Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie powinnam was w to mieszać. To nie są żarty.- powiedziała stanowczo podając mi kolejne spodnie.
   -Sama nie dasz rady. Potrzebujesz nas. Możesz mówić inaczej, ale ja swoje wiem. I nie zaprzeczaj bo to nie ma sensu. Jesteśmy w tym razem.- warknęłam ze stanowczością. W oczach przyjaciółki napotkałam opór. Jednak jej usta nie wypowiedziały żadnego słowa.- Co do Tiny, nie mamy chyba innego wyboru niż czekać do powrotu.
Zerknęłam na przyjaciółkę. Nie słuchała mnie. Była myślami daleko stąd. Mordowała mężczyznę, który błędnie nazywał się jej ojcem.


***  


            Zrzuciłam z nóg szpilki po czym opadłam na kanapę na której sypiał Liam. Nie zwróciłam nawet uwagi na sukienkę, która mocno się podniosła odsłaniając sporą część ud. Uśmiechnęłam się do przyjaciela, który opadł na kanapie obok mnie. Był przytłoczony. On i Travis wyczuli podczas kolacji, że coś było nie tak. Emma zachowywała się z rezerwą, Cały czas trzeba było ją sprowadzać na ziemię. Głęboko rozmyślała.
Położyłam głowę na ramię przyjaciela.
   -Mia…- szepnął odwracając się przodem do mnie. Podniosłam zmęczony wzrok i zerknęłam w oczy Liama.- Naprawdę bałem się, że cię stracę.
Delikatnie się uśmiechnęłam. Blondyn przeczesał ręką moje rozpuszczone włosy. Przysunął się i złożył na moich ustach pocałunek, a ja go odwzajemniłam.

_____
Od Jemi: Pisany w niewielkiej przerwie między wykładami. Moim zdaniem nie jest zły, ale wiem, że stać mnie na więcej. A wy? Co myślicie? :)