Emma…
Okryłam się szczelnie kocem i sięgnęłam po kolejny kubek gorącej kawy.
Pogoda diametralnie się zmieniła w ciągu jednej nocy. Nie padało, ale czuło się
dziwną aurę jesieni, która nie powinna jeszcze mieć miejsca.
-Jak się czujesz?-
głos Travisa sprawił, że od razu zrobiło mi się cieplej i zapragnęłam mocno go
przytulić. Chłopak usiadł naprzeciwko mnie chcąc zachować jak największy
dystans. Czułam się okropnie z myślą, że tak go ranię, okłamuję i ciągle
odpycham, ale ktoś kto nie jest mną nie zrozumie moich powodów.
-Musimy
porozmawiać.- wyszeptałam spuszczając wzrok na swoje dłonie i ostrożnie się im
przyglądając. Mia miała racja, powinnam już dawno mu powiedzieć o Samuelu.
Travis jak gdyby znikąd nagle siedział obok mnie i ściskał moją dłoń.
-Wiesz, że możesz
mi powiedzieć wszystko.- odezwał się zachrypłym głosem. To była prawda. On
zawsze był ze mną i dla mnie, a ja nigdy w to nie wierzyłam i odpychałam tę
myśl. Kochał mnie z całego serca, bardziej niż ktokolwiek może kochać
kogokolwiek. Nigdy się nie poddał, chociaż umiałam zmieszać go z błotem i
mówiłam rzeczy, których nikt nie powinien mówić. W mojej pamięci otworzyła się
jakaś szuflada i nagle przed oczyma stanęła mi scena z jednostki. To miało
miejsce dwa lata po rozpoczęciu mojej przygody w tym miejscu. Byliśmy w
Travisem już wtedy niezwykle blisko, a ja właśnie wtedy chcąc go zranić jak
najmocniej powiedziałam słowa, których żałuję do dziś, zrobiłam coś co na pewno
boli go do tej pory. Nim uderzyłam go w twarz z moich ust padły słowa, który raniły
do żywego: ,,Czemu ciągle mi to robisz? Czemu nie możesz mnie zostawić w
spokoju?! Nie rozumiesz, że jesteś dla mnie nikim?! Nienawidzę cię, jesteś
pieprzonym zadufanym w sobie gościem, który chce mnie przelecieć! Odpierdol się
i zajmij się swoim własnym życiem’’. Wiem, że od tamtego czasu wiele się
zmieniło, ale jestem też świadoma, że Travis za wszelką cenę chce mi udowodnić
jak bardzo mu zależy, że nie jest zadufanym gościem, który myśli tylko o tym
jak mnie wykorzystać.
-Bo widzisz,
Samuel…- drzwi otworzyły się z hukiem nim zdążyłam dokończyć zdanie. W
przejściu stał Sam z zadziornym uśmieszkiem. Widząc nasze splecione dłonie
cicho prychnął.
-Nie
przeszkadzajcie sobie. Idę się tylko odświeżyć.- powiedział po czym przeszedł
przez cały salon i wparował do łazienki. Mimo, że słyszałam szum wody pod
prysznicem nie byłam stanie nic powiedzieć kiedy on był tak blisko.
-Później.-
powiedziałam tylko po czym wyrwałam się Travisowi i wbiegłam do pokoju
zamykając go na klucz. Za swoimi plecami usłyszałam tylko westchnienie chłopaka
***
-Jeśli powiem im o Samuelu będę zmuszona powiedzieć o ojcu i Tinie. O
wszystkim, Mia… Rozumiesz? O wszystkim co się działo w moim domu. Nie jestem
gotowa.- westchnęłam.
Siedziałyśmy z Mią
w kawiarni niedaleko mojego hotelu, przede mną stała kolejna już dzisiaj kawa i
kawałek ciasta, które na pewno było pyszne, ale nie umiałam przełknąć ani kęsa.
Te myśli dręczyły
mnie od samego początku, kiedy tylko zjawił się Samuel. Jeśli muszę wyznać
prawdę, to jak ma to zrobić? Jak
powiedzieć to tak, żeby bolało jak najmniej. Czasami wydawało mi się to
niemożliwe, dlatego nie mogli poznać prawdy, ale musiałam po raz kolejny
przyznać rację Mii. Kłamstwa do niczego nie prowadzą.
-Nigdy nie
będziesz Emma. Do tego człowiek się nie przyzwyczaja, nie zapomina i nie
przywyka o tym mówić. Jeśli nie zrobisz
tego teraz to nigdy nie nadejdzie ten moment. Wiesz, że on cię nie odtrąci.
Zdajesz sobie sprawę, że mu cholernie na tobie zależy?- spytała szatynka
chwytając za moją lodowatą dłoń.
- Nigdy nie będę w
stanie dać mu tego co oczekuje. Nie umiem być z nim i jednocześnie myśleć o tym
co było kiedyś. Ja leżąc w łóżku sama trzęsę się z nerwów, że on mnie jakimś
cudem znajdzie i zaraz wejdzie do pokoju, do łóżka…- czując jak po policzkach
płyną mi łzy zamilkłam. – A jeśli z Travisem będzie tak samo? Jeśli to będzie
dla mnie niemożliwe?- przyjaciółka mocno zacisnęła dłoń na moim nadgarstku zmuszając
mnie do spojrzenia sobie w oczy.
-Nie wiesz tego
póki nie spróbujesz. Ale pierw musisz powiedzieć o wszystkim chłopakom. Będę
przy tobie- powiedziała chcąc dodać mi otuchy.
***
Wyobrażacie
sobie jak wygląda miejsce gdzie właśnie wyznawane jest najgorsze kłamstwo z
kłamstw. W takim miejscu nie umiemy dostrzec w ogóle czystego powietrza, każdy
najmniejszy milimetr wypełnia kanonada dźwięków. Cykanie zegara, śpiew ptaków
za oknem, upadanie orzeszka na podłogę, szelest kanapy na której właśnie
wiercisz się niekontrolowanie. Tak wygląda każda sekunda, która ciągnie się w
nieskończoność. A teraz pomyśl, że przed tobą czeka człowiek, który oddał by za
ciebie życie, który wierzy ci bezgranicznie i bez problemu mógłbyś powierzyć mu
swoje życie, bo wiesz, że będzie dbał o nie lepiej niż ty sam.
-Travis, proszę
zrozum…- szlochałam przez zaciśnięte gardło patrząc jak twarz chłopaka zmienia
się z sekundy na sekundę. Liam siedzi obok niego lekko zdenerwowany, ale chyba
bardziej na Mie, że go nie wtajemniczyła, niż na mnie. Dziewczyna siedzi przy
mnie, tak jak jeszcze niedawno ja ją wspierałam.
-Boże… Samuel, twój
ojciec, Tina, długi…- Howk podniósł się gwałtownie i przemaszerował przez całe
pomieszczenie.- Jest coś w czym mnie nie oszukiwałaś?! Czy ty w ogóle
kiedykolwiek powiedziałaś mi prawdę?- czułam jak zaczynam się trząść, ale mimo
to poderwałam się z miejsca i podeszłam do niego.
-Jak miałam ci to
powiedzieć? ,,Wiesz Travis pieprzył mnie mój własny ojciec, a czasem mnie
katował. Ale to nie ważne, pij dalej kawkę.’’ Za bardzo mi na tobie zależy żeby
stracić cię przez taką prawdę…- westchnęłam ocierając łzy z brody i policzków.
-Co ty pierdolisz?!
Dobrze wiesz, że zawsze cię kochałem, wszystko wybaczałem, wierzyłem jak głupi
i pomagałem z każdym problemem. To ja biegałem po tampony do apteki jak
dostałaś okres w jednostce, to ja siedziałem z tobą kiedy w nocy płakałaś i
krzyczałaś. Nie pytałem czemu tak jest, ani dlaczego wyskakujesz z łóżka kiedy
ktoś wchodzi do pokoju, nie robiłem wyrzutów kiedy wyzywałaś mnie i okładałaś
pięściami. To ja podstawiałem się na treningach żebyś mogła dalej być razem ze
mną… A ty… Nigdy bym nie zrobił ci krzywdy, nie dał bym nikomu cię dotknąć…-
teraz Travis stał ode mnie jedynie o krok, a moje serce waliło jak szalone. Dłoń
chłopaka powędrowała na mój policzek i delikatnie starła ostatnie łzy. Nie wiem
kiedy Mia i Liam wyszli, ale teraz byliśmy całkiem sami, a ciszę między nami
przerywały tylko mój szloch i jego głęboki oddech.- Kocham cię jak idiota Emma.
Bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Nigdy bym cię nie odtrącił, bo
wciąż na ciebie czekam.- powiedział przyciągając mnie do siebie i mocno
ściskając. Czułam jak moje paznokcie wbijają się w skórę jego pleców, a jego
dłonie delikatnie głaszczą moje. Czułam całą sobą jak unosi się jego klatka
piersiowa, jak jego usta subtelnie całują moje czoło.
-Kocham cię.-
odparłam i dosłownie w momencie kiedy wypowiedziałam te słowa usłyszałam głośne
uderzenie czegoś o podłogę. Dopiero potem zobaczyłam Travisa, który zalany
łzami klęczał na ziemi ściskając moje dłonie. Poszłam w jego ślady i patrząc na
jego zniszczone od pracy dłonie zrozumiałam, że kocham go takim jakim jest, że
nie liczy się nic innego jak to, że pragnę by te dłonie już zawsze dotykały
mnie, by te usta całowały tak jak jeszcze żadne inne.
-Kocham cię.-
odezwał się blondyn przyciągając mnie do siebie i lekko muskając moje usta
swoimi. Jego wargi smakowały jak świeże maliny, jak dzieciństwo, którego nie
miałam. Chciałam się w nich już na zawsze zatracić.
-Kocham cię.- powtórzyłam
między pocałunkami.
-Ja ciebie
bardziej.- odparł Travis patrząc zeszklonymi oczyma prosto w moje.
-Kocham cię-
wypowiedziałam te słowa po raz kolejny.- Kocham cię.- powtarzałam te słowa cały
czas kiedy tylko nie brakowało mi tchu.
______________
Od Akwamaryn: Udało się. Po wielu podejściach w końcu wykrzesałam z siebie to co macie przyjemność czytać. Przyznam się wam, że nie byłam przekonana go czegokolwiek co wychodziło spod moich palców. Mimo wszystko ostatnia scena mimo, że nie jest zła mogłaby być o wiele lepsza, wiem i zdaję sobie z tego sprawę.
Nie mam ostatnio niestety czasu na pisanie czegokolwiek i choć staram się bardzo to brakuje mi zwyczajnie weny i wolnej chwili.