Mia
Zamknęłam oczy. Po moich policzkach
płynęły strumienie łez. Z każdym kolejnym słowem Liama moje serce krwawiło
mocniej. Walczyłam o oddech. Z amoku w który wpadłam wyrwał mnie dopiero huk
zatrzaskiwanych drzwi.
Uniosłam
powieki. Znajdowałam się w silnych ramionach Travisa. Emma mocno ściskała moją
dłoń.
-Wszystko się ułoży…- szeptała. Ktoś bardzo
głośno krzyczał.
Nie.
Dźwięk raczej przypominał zawodzenie rannego zwierzęcia. Matki stojącej nad
grobem syna.
-Cii…
Mia. Damy radę…- Travis uniósł moje ciało. Emma głaskała rękę.
-Chce żeby on wrócił.- wyjąkałam marnując na
to ogromne pokłady siły.
-Połóż ją na moim łóżku.- Emma szybkim
krokiem wyszła z pomieszczenia. Brunet zaczął zajmować się zdejmowaniem moich
butów. Paliło mnie gardło, piekły oczy i policzki. Poduszka była cała mokra.
Włosy przykleiły się do otwartych w niemym krzyku ust.
Chłopak
nie czekając na moją zgodę zdjął z moich ramion sweterek. Po chwili wróciła
Emma, z kubkiem w ręku. Trav pomógł mi wstać. Em powoli podawała płyn mówiąc,
że muszę wypić wszystko.
Więc
piłam.
Byli
ze mną gdy zasypiałam.
***
Rozejrzałam się niepewnie dookoła.
Byłam nadal w swoim pokoju. Jednak brakowało w nim Emmy i Travisa. Dostrzegłam
na stoliku nocnym niewielką kartkę. Była zapisana krzywymi literami. Jakby
adresat pisał ją w biegu.
Mam nadzieję, że zdążę wrócić zanim się obudzisz.
Wychodzę dosłownie na chwilę, zaraz wracam.
E.
Nie
mogłam na to pozwolić. Skupiłam się, wyłapując przy tym wszelkie dźwięki.
Przenikała mnie cisza. Wstałam i biorąc po drodze przypadkowe ubrania, udałam
się do łazienki. Przemyłam twarz i przepłukałam zęby. Przebrałam się w coś
świeżego. Wzięłam z wieszaka przy drzwiach wejściowych swoją torebkę. W miarę
szybkim krokiem opuściłam apartament. Szłam w dobrze znanym mi kierunku.
Idąc
kilka dni wcześniej do kliniki na swojej trasie mijałam piękny kościół. Kto by
pomyślał, że w tym zdradliwym miejscu znajdują się takie placówki. W świątyni
alkoholu, nieprzespanych nocy i przypadkowości, mały dobry punkt.
Będąc
przed kościołem musiałam na chwilkę się zatrzymać. Moje serce waliło. Miałam
przyspieszony oddech. Spuchnięte od płaczu oczy nadal bolały. Ostatnio bardzo
zaniedbywałam swoje zdrowie. Przez dwa tygodnie ciągłe imprezy, ogrom alkoholu,
który jest nowością dla mojego organizmu, jedzenie byle czego na mieście, mało
snu.
Weszłam
do środka i gdy chciałam zając ławkę zaraz przy wejściu coś we mnie uderzyło.
Młoda dziewczyna. Mogła mieć szesnaście lat. Klęczała przed ołtarzem. Nisko pochylona.
Ruszyłam śmiało w jej stronę. Usadowiłam się obok niej. Ramię w ramię. Uniosła
głowę i obdarzyła mnie cieniem uśmiechu. Odwzajemniłam się tym samym.
Opuściłam
głowę.
Byłam
bardzo wierząca, jednak nie odnosiłam się z tym. Zawsze szukałam ukojenia w
ramionach Boga.
Błagałam
go o więcej siły. Zdolności pokochania mojego dziecka.
Nagle
poczułam jak coś powoli spływa z mojego nosa i zatrzymuje się na ustach.
Przetarłam wierzchem dłoni wargi. Spojrzałam na szkarłat na mojej skórze.
Poczułam zapach krwi. Zrobiło mi się słabo. A potem zrobiło się całkowicie
ciemno. Czułam jeszcze tylko jak wpadam w ramiona nastolatki.
***
Pierwsze co ujrzałam po przebudzeniu
to uśmiechniętą postać kobiecą.
-Witaj, znajdujesz się w szpitalu świętego
Patryka. Stacjonujemy na wyspie, Ibizie. Zemdlałaś będąc w kościele. Pomogła ci
tamtejsza parafianka i ksiądz, którzy wezwali pogotowie. Jak się nazywasz?
-Mia Stark.- wychrypiałam. Przytaknęła,
zgięła wężyk który kończył się igłą znajdującą się w mojej ręce. Popatrzyłam na
wkucie.
-Spokojnie, bez badań nie możemy nic zrobić.
Na obecną chwilę nawadniamy twój organizm. Jak poczujesz się troszkę lepiej
wyślemy cię na prześwietlenie, uderzyłaś głową o posadzkę i zrobimy wszystkie
podstawowe badania. – mówiła bardzo wolno i dokładnie.
-Nie.- odparłam starając się podciągnąć na
łóżku.
-Słucham?
-Nie możecie zrobić mi prześwietlenia.
Jestem w ciąży.- powiedziałam nie patrząc jej w oczy.- To znaczy, test ciążowy
tak wykazał.- szybko się poprawiłam. Pomogła mi usadowić się w pozycji
siedzącej. Podziękowałam skinieniem głowy.
-Skonsultuje to z lekarzem. Czy powiadomić
kogoś o pani stanie?
Pielęgniarka
wolno zapisywała jedyny numer, który znałam na pamięć. Liama.
Spojrzałam na leżące na moich nogach
papiery. Mocniej zacisnęłam rękę na długopisie i pewnie się podpisałam w
wyznaczonym miejscu. Tym samym zgadzając się na konsultację ginekologiczną. Lekarz
oznajmił, że prześwietlenie jest konieczne, więc należy sprawdzić czy wynik
testu jest prawdziwy. Jeżeli tak, będą szukać mniej inwazyjnych metod.
Pobranie krwi nastąpiło godzinę
później. Zaraz po, zostałam skierowana na konsultacje ginekologiczną. Odbyła
się szybko i sprawie. Po powrocie do Sali siedziałam z nieobecnym wzrokiem
wpatrując się w drzewa za oknem. Nie
wiem ile czasu tak spędziłam. Nawet nie zauważyłam kiedy zapadłam w sen.
***
Z nicości wyrwały mnie głośne
rozmowy. Uchyliłam powieki. Obok mnie na drewnianym krześle siedziała Emma.
Travis stał za nią. Poczułam ogromny ból w sercu. Liam nie przyszedł.
-Jak się czujesz?- zapytał natychmiast
chłopak. Emma natychmiast go skarciła, że ledwo co otworzyłam oczy i ma dać mi
choć chwilę na oddech.
-Czy on wie?- zapytałam patrząc na drzwi.
Brunetka westchnęła.
-Dlaczego nie wzięłaś ze sobą telefonu?
Spanikowałam gdy wróciłam do domu, a ciebie nie było. Szukaliśmy cię dosłownie
wszędzie.- warknęła łagodnie. Widziałam, że chciała być na mnie zła, ale nie
potrafiła. Pogłaskała mnie po ręce. Wiedziałam, że ten gest musiał ją wiele
kosztować. Mocniej zacisnęłam dłoń na jej palcach.
-Potrzebowałam samotności.- odparłam.
Nagle
drzwi ustąpiły z cichym trzaskiem. Do pomieszczenia wszedł umięśniony blondyn.
Spojrzał na mnie z troską w oczach.
-Mia, jak się czujesz?- mruknął. Prychnęłam.
-Jakby cię to obchodziło.
Emma
dała Travisowi do zrozumienia, że muszą opuścić pokój. Liam zacisnął mocniej
zęby.
-Przecież dobrze wiesz, że to nie tak.
-Dokładnie tak. Zostawiłeś mnie, gdy cię najbardziej
potrzebowałam. Gdy prawda stała się niewygodna i zbyt bolesna. Dałeś do
zrozumienia, że brzydzisz się mną i moim zachowaniem, że nie chcesz mieć ze mną
już nic wspólnego. Nie zaakceptowałeś mojego błędu. Po prostu wyszedłeś. Wyszedłeś
gdy płakałam. Jak tchórz. – wysyczałam patrząc mu prosto w oczy. Zabolało go
to. Bardzo.
-Po prostu jesteś dla mnie ważniejsza niż
myślisz. Jestem wściekły na siebie i cały ten świat, że pozwoliłem temu typowi
tak bardzo cię zranić. Zawsze byłaś taka delikatna…- mruknął podchodząc bliżej.
Nagle cała złość, która się we mnie zrodziła, umknęła. Tylko po to aby sekundę
później osiągnąć pełną siłe.
-Nie Liam, tym razem nie będzie tak jak
zawsze. Wyjdź.
Usłyszałam
jak coś pęka. To było moje serce.
_____
Od Jemi: Muszę przyznać, że jestem dość zadowolona. Nie samą jakością tekstu, ale pomysłem na dalszy ciąg akcji, który zrodził się w mojej głowie. Te wydarzenia nieuchronnie do niego prowadzą. Cieszę się też, że ruszam do przodu. Co do jakości tekstu, myślę, że nie jest źle. Jest nawet całkiem nieźle :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)