sobota, 19 grudnia 2015

13. Usłyszałam jak coś pęka. To moje serce.



            
 Mia



                 Zamknęłam oczy. Po moich policzkach płynęły strumienie łez. Z każdym kolejnym słowem Liama moje serce krwawiło mocniej. Walczyłam o oddech. Z amoku w który wpadłam wyrwał mnie dopiero huk zatrzaskiwanych drzwi.
Uniosłam powieki. Znajdowałam się w silnych ramionach Travisa. Emma mocno ściskała moją dłoń.
   -Wszystko się ułoży…- szeptała. Ktoś bardzo głośno krzyczał.
Nie. Dźwięk raczej przypominał zawodzenie rannego zwierzęcia. Matki stojącej nad grobem syna.
   -Cii… Mia. Damy radę…- Travis uniósł moje ciało. Emma głaskała rękę.
   -Chce żeby on wrócił.- wyjąkałam marnując na to ogromne pokłady siły.
   -Połóż ją na moim łóżku.- Emma szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia. Brunet zaczął zajmować się zdejmowaniem moich butów. Paliło mnie gardło, piekły oczy i policzki. Poduszka była cała mokra. Włosy przykleiły się do otwartych w niemym krzyku ust.
Chłopak nie czekając na moją zgodę zdjął z moich ramion sweterek. Po chwili wróciła Emma, z kubkiem w ręku. Trav pomógł mi wstać. Em powoli podawała płyn mówiąc, że muszę wypić wszystko.
Więc piłam.
Byli ze mną gdy zasypiałam.


***  


            Rozejrzałam się niepewnie dookoła. Byłam nadal w swoim pokoju. Jednak brakowało w nim Emmy i Travisa. Dostrzegłam na stoliku nocnym niewielką kartkę. Była zapisana krzywymi literami. Jakby adresat pisał ją w biegu.

Mam nadzieję, że zdążę wrócić zanim się obudzisz. Wychodzę dosłownie na chwilę, zaraz wracam.
E.

Nie mogłam na to pozwolić. Skupiłam się, wyłapując przy tym wszelkie dźwięki. Przenikała mnie cisza. Wstałam i biorąc po drodze przypadkowe ubrania, udałam się do łazienki. Przemyłam twarz i przepłukałam zęby. Przebrałam się w coś świeżego. Wzięłam z wieszaka przy drzwiach wejściowych swoją torebkę. W miarę szybkim krokiem opuściłam apartament. Szłam w dobrze znanym mi kierunku.
Idąc kilka dni wcześniej do kliniki na swojej trasie mijałam piękny kościół. Kto by pomyślał, że w tym zdradliwym miejscu znajdują się takie placówki. W świątyni alkoholu, nieprzespanych nocy i przypadkowości, mały dobry punkt.
Będąc przed kościołem musiałam na chwilkę się zatrzymać. Moje serce waliło. Miałam przyspieszony oddech. Spuchnięte od płaczu oczy nadal bolały. Ostatnio bardzo zaniedbywałam swoje zdrowie. Przez dwa tygodnie ciągłe imprezy, ogrom alkoholu, który jest nowością dla mojego organizmu, jedzenie byle czego na mieście, mało snu.
Weszłam do środka i gdy chciałam zając ławkę zaraz przy wejściu coś we mnie uderzyło. Młoda dziewczyna. Mogła mieć szesnaście lat. Klęczała przed ołtarzem. Nisko pochylona. Ruszyłam śmiało w jej stronę. Usadowiłam się obok niej. Ramię w ramię. Uniosła głowę i obdarzyła mnie cieniem uśmiechu. Odwzajemniłam się tym samym.
Opuściłam głowę.
Byłam bardzo wierząca, jednak nie odnosiłam się z tym. Zawsze szukałam ukojenia w ramionach Boga.
Błagałam go o więcej siły. Zdolności pokochania mojego dziecka.
Nagle poczułam jak coś powoli spływa z mojego nosa i zatrzymuje się na ustach. Przetarłam wierzchem dłoni wargi. Spojrzałam na szkarłat na mojej skórze. Poczułam zapach krwi. Zrobiło mi się słabo. A potem zrobiło się całkowicie ciemno. Czułam jeszcze tylko jak wpadam w ramiona nastolatki.


***  


            Pierwsze co ujrzałam po przebudzeniu to uśmiechniętą postać kobiecą.
   -Witaj, znajdujesz się w szpitalu świętego Patryka. Stacjonujemy na wyspie, Ibizie. Zemdlałaś będąc w kościele. Pomogła ci tamtejsza parafianka i ksiądz, którzy wezwali pogotowie. Jak się nazywasz?
   -Mia Stark.- wychrypiałam. Przytaknęła, zgięła wężyk który kończył się igłą znajdującą się w mojej ręce. Popatrzyłam na wkucie.
   -Spokojnie, bez badań nie możemy nic zrobić. Na obecną chwilę nawadniamy twój organizm. Jak poczujesz się troszkę lepiej wyślemy cię na prześwietlenie, uderzyłaś głową o posadzkę i zrobimy wszystkie podstawowe badania. – mówiła bardzo wolno i dokładnie.
   -Nie.- odparłam starając się podciągnąć na łóżku.
   -Słucham?
   -Nie możecie zrobić mi prześwietlenia. Jestem w ciąży.- powiedziałam nie patrząc jej w oczy.- To znaczy, test ciążowy tak wykazał.- szybko się poprawiłam. Pomogła mi usadowić się w pozycji siedzącej. Podziękowałam skinieniem głowy.
   -Skonsultuje to z lekarzem. Czy powiadomić kogoś o pani stanie?
Pielęgniarka wolno zapisywała jedyny numer, który znałam na pamięć. Liama.
            Spojrzałam na leżące na moich nogach papiery. Mocniej zacisnęłam rękę na długopisie i pewnie się podpisałam w wyznaczonym miejscu. Tym samym zgadzając się na konsultację ginekologiczną. Lekarz oznajmił, że prześwietlenie jest konieczne, więc należy sprawdzić czy wynik testu jest prawdziwy. Jeżeli tak, będą szukać mniej inwazyjnych metod.
            Pobranie krwi nastąpiło godzinę później. Zaraz po, zostałam skierowana na konsultacje ginekologiczną. Odbyła się szybko i sprawie. Po powrocie do Sali siedziałam z nieobecnym wzrokiem wpatrując się  w drzewa za oknem. Nie wiem ile czasu tak spędziłam. Nawet nie zauważyłam kiedy zapadłam w sen.


***  


            Z nicości wyrwały mnie głośne rozmowy. Uchyliłam powieki. Obok mnie na drewnianym krześle siedziała Emma. Travis stał za nią. Poczułam ogromny ból w sercu. Liam nie przyszedł.
   -Jak się czujesz?- zapytał natychmiast chłopak. Emma natychmiast go skarciła, że ledwo co otworzyłam oczy i ma dać mi choć chwilę na oddech.
   -Czy on wie?- zapytałam patrząc na drzwi. Brunetka westchnęła.
   -Dlaczego nie wzięłaś ze sobą telefonu? Spanikowałam gdy wróciłam do domu, a ciebie nie było. Szukaliśmy cię dosłownie wszędzie.- warknęła łagodnie. Widziałam, że chciała być na mnie zła, ale nie potrafiła. Pogłaskała mnie po ręce. Wiedziałam, że ten gest musiał ją wiele kosztować. Mocniej zacisnęłam dłoń na jej palcach.
   -Potrzebowałam samotności.- odparłam.
Nagle drzwi ustąpiły z cichym trzaskiem. Do pomieszczenia wszedł umięśniony blondyn. Spojrzał na mnie z troską w oczach.
   -Mia, jak się czujesz?- mruknął. Prychnęłam.
   -Jakby cię to obchodziło.
Emma dała Travisowi do zrozumienia, że muszą opuścić pokój. Liam zacisnął mocniej zęby.
   -Przecież dobrze wiesz, że to nie tak.
   -Dokładnie tak. Zostawiłeś mnie, gdy cię najbardziej potrzebowałam. Gdy prawda stała się niewygodna i zbyt bolesna. Dałeś do zrozumienia, że brzydzisz się mną i moim zachowaniem, że nie chcesz mieć ze mną już nic wspólnego. Nie zaakceptowałeś mojego błędu. Po prostu wyszedłeś. Wyszedłeś gdy płakałam. Jak tchórz. – wysyczałam patrząc mu prosto w oczy. Zabolało go to. Bardzo.
   -Po prostu jesteś dla mnie ważniejsza niż myślisz. Jestem wściekły na siebie i cały ten świat, że pozwoliłem temu typowi tak bardzo cię zranić. Zawsze byłaś taka delikatna…- mruknął podchodząc bliżej. Nagle cała złość, która się we mnie zrodziła, umknęła. Tylko po to aby sekundę później osiągnąć pełną siłe.
   -Nie Liam, tym razem nie będzie tak jak zawsze. Wyjdź.
Usłyszałam jak coś pęka. To było moje serce. 


_____
Od Jemi: Muszę przyznać, że jestem dość zadowolona. Nie samą jakością tekstu, ale pomysłem na dalszy ciąg akcji, który zrodził się w mojej głowie. Te wydarzenia nieuchronnie do niego prowadzą. Cieszę się też, że ruszam do przodu. Co do jakości tekstu, myślę, że nie jest źle. Jest nawet całkiem nieźle :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)