czwartek, 3 grudnia 2015

12. Kutas w reklamówce.



Emma…
       Jadąc na Ibizę myślałam o tej masie imprez, szaleństwie, nowych ludziach i spokoju, ale nic nie było tak jak powinno być. To co usłyszałam od Mii przerosło mnie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Na krótki moment udało mi się nawet zapomnieć o Samuelu i moich problemach.
     -Em?- do pokoju wszedł Travis. Spojrzałam na niego znad książki, którą próbowałam czytać, po czym ją zamknęłam.- Możesz mi powiedzieć co się z tobą dzieje? Wydajesz się być nieobecna od jakiegoś czasu. To przez Sama?- spytał siadając na łóżku i bawiąc się brzegiem kołdry.
   -Ostatnio czuję się po prostu zmęczona. Inaczej wyobrażałam sobie ten wyjazd. Mam ochotę się przejść. Idziesz ze mną?
      Po dziesięciu minutach byliśmy na plaży. Szliśmy ramię w ramię, nie odzywając się do siebie ani razu. Towarzystwo Travisa zawsze dobrze na mnie wpływało, czułam się przy nim wolna i bezpieczna. Kiedy coś się działo zawsze był przy mnie, a ja starałam się mu mówić o wszystkim… No, prawie wszystkim. Te wakacje zaczynały nas od siebie odciągać. Tajemnice zaczęły nas dzielić, a ja chciałam żeby on zawsze był przy mnie. I mimo, że zdawałam sobie sprawę, że moje problemy mogły by stać się choć trochę mniejsze dzięki jego pomocy to nie byłam w stanie zrzucić tego ciężaru na jego barki.
   Ciszę przerwał szept Travisa.
   -Nadal czekam.- powiedział chłopak ściskając tak mocno moją dłoń, aż poczułam mrowienie.
   -Nie rób mi tego Travis.- powiedziałam brnąc dalej przed siebie i patrząc wszędzie tylko nie na bruneta. Czułam jak cała się rozpadam. Wiedziałam, że Trav jest dobrym przyjacielem i chyba lepszego nie mogłam sobie wymarzyć, ale miłość wszystko by zaprzepaściła. To wiąże się z zaufaniem, brakiem tajemnic i oddaniem, a ja nie byłam gotowa na tak wielki krok. Nie mogłam powiedzieć mu o sobie tyle ile by chciał, a kłamstwo było by zbyt ciężkie.
   - Rozumiem, że to nie ten czas, ale chcę żebyś pomyślałam o tym co czuję kiedy patrzę na ciebie każdego dnia i muszę powstrzymywać się by cię nie pocałować. Wiesz ile kosztuje mnie to wysiłku by nie wejść w nocy do pokoju kiedy śpisz? Ile muszę walczyć z sobą kiedy patrzysz na innego, kiedy obok jest Samuel?
   -Emma! Travis!- dobiegł mnie krzyk zza pleców. Odwróciłam się i czym prędzej podeszłam do Mii, która mocno złapał mnie za rękę dając znać, że to już czas. Spojrzałam przelotnie na Travisa, po czym utkwiłam wzrok w przyjaciółce. Pod maską uśmiechu dało się wyczuć napięcie.
   -Przepraszam Travis, byłyśmy umówione na kawę.- urwałam naszą rozmowę po czym pociągnęłam Mię jak najdalej od chłopaka. Czułam jak wlepia we mnie swój wzrok i miałam ochotę pobiec w jego stronę i krzyknąć, że wszystko co mówię jest kłamstwem, nawet nasza przyjaźń, bo my nigdy nie powinniśmy się przyjaźnić. Od zawsze było nam dane być razem, a ja nieustannie walczę z przeznaczeniem przed czymś co i tak nas dopadnie prędzej czy później.

***

    Siedziałam przed toaletą w moim apartamencie. Travis umówił się z Liamem, a ja dla bezpieczeństwa zamknęłam drzwi na klucz, który zostawiłam w zamku. Wszystko tak na wszelki wypadek, gdyby zdecydowali się pojawić jednak chwilę szybciej. Kiedy tylko drzwi się uchyliły wbiegłam do łazienki i usiadłam koło Mii na brzegu wanny. Test leżał na umywalce. Powinno się odczekać kilka minut.
   - Wszystko będzie dobrze.- powiedziałam. Wszytko sypało mi się na głowę, a życie Mii nie wyglądało w ogóle lepiej. Sama nie wierzyłam sobie, ale miałam nadzieję, że ona choć trochę mi uwierzy.
  - Jestem idiotką. Liam chciał mnie chronić, a ja głupia dałam się mu zaciągnąć i przelecieć. Jestem zwykłą szmatą...- płakała brunetka i zanosiła się szlochem. Zmusiłam ją do spojrzenia na siebie. 
   -Pierdolisz głupoty. Każdy popełnia błędy, a to jest tylko jeden z wielu, które jeszcze będą. Przestań zrzucać na siebie winę. Ten pieprzony sukinsyn mógł pomyśleć o prezerwatywie, albo założyć na swojego fiuta chociaż reklamówkę. Nigdy nie jest winna tylko jedna strona. Sama się nie zapłodniłaś jeśli już- powiedziałam mocno przytulając do siebie przyjaciółkę. Przez chwilę dziewczyna nawet się uśmiechnęła, ale szybko wróciła do pociągania nosem i szlochu. Przesiedziałyśmy tak kilka minut aż w końcu nadszedł czas.
  -Ty spójrz, ja nie mam odwagi...- odezwała się cichutko Mia ocierając z policzków łzy. Podeszłam powoli do umywalki i złapałam za mały patyczek. Kiedy tylko moje spojrzenie natrafiło na wynik, modliłam się żeby to był jakiś żart. Spojrzałam na opakowanie. Jak byk, były dwie kreski.
  -Będziesz mamą.- powiedziałam i zanim Mia całkowicie się rozpłakała podbiegłam do niej i mocno chwyciłam ją w objęcia. Czułam jak trzęsie się, a ja razem z nią. Czułam na swoim ramieniu jej łzy, a na moich policzkach swoje. Dlaczego to pieprzone życie jest tak niesprawiedliwe? Dlaczego ludzie, którzy są idiotami i mają kasę są szczęśliwi, a ludzie którzy starają się jak mogą by żyć z godnością, którzy chcą być po prostu kochani dostają po dupie.- Musimy im powiedzieć. 
  -Wiem, ale jutro dobrze? Muszę się z tym przespać.
  -Możesz zostać tutaj. Zadzwonię to Travisa i powiem, żeby przenocował u Liama.- dziewczyna spojrzała na mnie przerażona.- Nic im nie powiem. Wcisnę im jakoś kit o bitwie na poduszki i filmach romantycznych.- puściłam jej oczko. Dziewczyna przytaknęła po czym powlokła nogami do pokoju Travisa. Była już przy drzwiach kiedy się zatrzymała i na mnie spojrzała.
  -Dziękuję za wszystko.- wyszeptała. Posłałam jej lekki uśmiech, a kiedy tylko zniknęła za drzwiami pokoju wybrałam numer Travisa, a następnie Samuela.
  -Sam, możesz dzisiaj przenocować u Liama z Travisem?- spytałam szukając w lodówce czegokolwiek co nadaje się do zjedzenia i nie smakuje jak podeszwa.
   -A co będę z tego miał?- zapytał zadziornie.
   -Długą rozmowę jutro z rana przy kawie.- odparłam wyciągając w końcu ser i chleb. Kanapki z serem. Smaki jednostki.
   -Chyba się skuszę.- odpowiedział po czym się rozłączył. I tak musiałam z nim pogadać o terminie spłaty długów ojca. Nie mogłam teraz wyjechać i zostawić Mii z tym wszystkim samej. 
    Zaniosłam przyjaciółce kanapki i ciepłą herbatę po czym uruchomiłam komputer i zaczęła przeszukiwać sieć. Miałam nadzieję, że znajdę jakieś informacje o ojcu, tym gdzie aktualnie mieszka i czym się zajmuje. Zapowiadała się długa noc. 

***

     Siedziałam przed monitorem i starając się nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku, by nie obudzić Mii ocierałam spływające po policzkach łzy. Czułam jak wszystko się we mnie gotuje, a ja zaraz wybuchnę. W internecie znalazłam miejsce zamieszkania ojca, jak się okazało ciągle nie wyprowadził się z mojego rodzinnego domu. Liczyłam, że może nie będę musiała oglądać miejsca gdzie to wszystko się wydarzyło, że pozostawię swoje wspomnienia za sobą i zacznę żyć od nowa. Z takim przekonaniem zaczynałam naukę w szkole wojskowej, z tą myślą starałam się pogodzić z śmiercią mamy i Tiny. Ciągle ganiłam się w myślach, że nie potrafię ruszyć do przodu i nie oglądać się w tył, a kiedy myślałam, że uporałam się z wszystkim co złe i bolesne okazało się, że muszę wrócić do domu gdzie jako mała dziewczynka byłam świadkiem agresji i uczestnikiem pijackich zabaw. Brzydziłam się swojego ciała, myśli, że on dotykał mnie tak jak ojciec nigdy nie powienien dotykać swojej córki. 
   W rozpaczy wyłączyłam komputer czyszcząc uprzednio historię przeglądarki po czym pobiegłam pod prysznic. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod lodowany strumień wody. Czułam się jakby ktoś okładał mnie biczem, ale w tym momencie to było najprzyjemniejsze uczucie na świecie, bo najmniej bolesne. 
   Nie mam pojęcia jak długo tak stałam i ile razy Mia wołała mnie zza drzwi zanim weszła do środka przerażona. Widząc moje sine usta i czerwone oczy zakręciła wodę i owinęła mnie ręcznikiem. Nie pytała co się  stało po prostu odprowadziła mnie do sypialni, zmusiła mnie do założenia koszuli nocnej po czym razem ze mną położyła się pod kołdrą i co jakiś czas chuchając w moje zmarznięte dłonie szeptała uspokajająco.
  -Nie ma go tu... Jesteś bezpieczna...- jakby wszystko rozumiała. Wszystko prócz tego, że on właśnie wrócił i nie ma zamiaru zostawić mnie w spokoju.

***

     Siedziałam w kawiarni zerkając co chwilę na zegarek. O dwunastej byłam umówiona z Mią i chłopakami. Czekała nas długa rozmowa i zapewne kolejna fala łez, której żadne słowa nie powstrzymają.
   -Więc prosisz mnie o czas?- przytaknęłam, patrząc na Samuela błagalnie. Jego jasne oczy błyszczały z zadowolenia. Nie miałam siły na kłótnie.- A kto mi go da? Wiesz, że nie robię tego z własnej zachcianki. Gdyby to ode mnie zależało to już dawno zostawiłbym was w spokoju. Mogę negocjować z szefem, ale nie wiem czy uda mi się przesunąć termin aż o dwa tygodnie.- westchnął upijając łyk kawy.
  -Muszę wrócić do domu, dopiero wtedy uda mi się spotkać z ojcem i wyciągnąć od niego kasę.  Nie mogę nawet załatwić pożyczki z banku, bo jestem nie wypłacalna. Jedyne pieniądze jakie mam zawłaszczył mój ojciec, który swoją drogą cię okłamał. Nie mogłeś go zabić czy co? Było by o wiele łatwiej.- warknęłam na co blondyn wybuchł śmiechem.
  -Myślałem, że wolisz to zrobić sama.- odpowiedział momentalnie poważniejąc. Jego oczy stanęły w płomieniach, jakby wiedział, że marzę o tym od lat. O tym, żeby poderżnąć mu gardło, albo spalić go żywcem. Co noc jeśli nie śnił mi się akurat koszmar, moja wyobraźnia malowała przede mną wizję mordu, tak bolesną i tragiczną jakiej nie widział jeszcze świat, ale kiedy tylko się budziłam wiedziałam, że jestem za słaba.
   -Błagam cię Sam, załatw to dobrze?- szepnęłam po czym szybkim krokiem wyszłam z kawiarni i pognałam w stronę hotelu Mii i Liama.

***

   Siedziała koło Mii mocno ściskając ją za dłoń, dodając tym samym odwagi i jej i sobie. Chłopaki siedzieli na kanapie i niczego nieświadomi obżerali się pizzą którą zamówili. Stwierdziłyśmy dzień wcześniej, że najlepiej będzie wziąć ich z zaskoczenia kiedy będą się śmiać i wygłupiać. Napięta atmosfera nie sprzyja przekazywaniu ciężkich wiadomości.
  -Jestem w ciąży.- powiedziała cicho szatynka. Myślałam w pierwszej chwili, że nikt jej nie usłyszał, ale natychmiastowa cisza i spojrzenie Liama zaprzeczały temu. Travis odstawił talerz na stół i zamilkł wpatrując się we mnie.
  -Robicie sobie jaja?- spytał. Spojrzałam na Mię, która nie spuszczała spojrzenia z Liama, który z kolei nie patrzył na nią w ogóle. Zamiast wesprzeć dziewczynę podniósł się z miejsca  z całej siły kopnął w szafę, która zachwiała się.
  -Kurwa mać! Jak to jesteś  ciąży?! Z kim?!- Mia już chciała odpowiedzieć, ale automatycznie zamknęła usta widząc, że Liam zaczyna wiązać z sobą wszystkie fakty.- Marcus... Mój Boże, przespałaś się z nim?
  -Uspokój się Liam. Musimy iść do lekarza, żeby potwierdził test.- powiedziałam stanowczo zerkając na Mię, która wyglądała jakby zaraz miała zwymiotować.
  -Ale co tu potwierdzać, pieprzyła się z tym kutasem to teraz ma co jej się należy. Mówiłem ci...- powiedział cicho spoglądając w końcu na dziewczynę.- Wiedziałem, że on cię przeleci, zostawi i znajdzie kolejną, ale nie sądziłem, że jesteście tak nachlani i głupi, żeby nie wyciągnąć tej pieprzonej gumki. Z Chrisem też pieprzyłaś się bez zabezpieczenia?-  w tym momencie poczułam jak paznokcie dziewczyny wbijają się w moją dłoń i zobaczyłam, że zaczyna cała się trząść. Liam chyba jednak tego nie zauważył bo brnął w to dalej.- Jeśli tak, to dziwne, że już nie macie gromadki. Trzeba myśleć głową, a nie...
   -Zamknij się! Myślisz, że jesteś pieprzonym ideałem i możesz sobie po niej jeździć jak ci się podoba?!- warknęłam.- Ciekawe ile lasek ty nie zapłodniłeś już przez przypadek, ile miałeś jednorazowych wyskoków i chlańska w trzy dupy... Zamknij w końcu tę jadaczkę, a jak coś ci nie pasuje to spieprzaj do swojego idealnego życia, nie potrzebny nam tu tchórz, który od wszystkiego umywa rączki.- krzyknęłam. Travis już siedział koło Mii i mocno ją do siebie tulił starając się ją jakoś uspokoić. 
   -Wychodzę...-westchnął z rezygnacją Liam po czym wyszedł. Opadłam na kanapę wykończona tą kłótnią.
  - Co teraz zrobimy?- zapytał Travis nie wypuszczając z objęć szatynki.
  -Najpierw pójdziemy do lekarza, a potem będziemy musieli chyba wrócić do domu, do rodziców.- powiedziałam patrząc na Travisa, który nic nie rozumiejąc tylko przytaknął.
  -Wszystko się ułoży...- powiedział kiedy usiadłam obok Mii i mocno ścisnęłam jej trzęsącą się nadal dłoń. Wręcz czułam jak tonie w łzach i bólu, na który nie mogłam patrzeć, bo przypominał mi o moim cierpieniu.

_____________________________
Od Akwamaryn: Jak zaczynałam pisać rozdział to nie wiedziała od czego zacząć i jak przelać to co chcę wam przekazać na klawiaturę komputera. Ale jak zaczęłam to nie mogłam przestać i czuję, że na prawdę poszło mi nieźle. Lubię kiedy jest akcja i mogę ją poprowadzić więc ten rozdział jej dla mnie tworzony!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)