niedziela, 13 września 2015

8. Niespodzianka.

Emma


  Te trzy dni były dla mnie zdecydowanie zbyt intensywne. Nie czułam się dobrze musząc patrzeć na Travisa i jego zbolałą minę, a przy tym myśleć o tym jak mam z nim rozmawiać. Wiedziałam, że prędzej czy później i tak będę zmuszona stanąć z nim twarzą w twarz i przekazać mu, żeby sobie odpuścił. Jednak nerwy w niczym nam nie pomagają.
  -Na pewno nie chcesz, żebym została?- Mia od początku proponowała, że jeśli mam czuć się niezręcznie to może przenocować u nas. Wtedy wydawało mi się jednak, że podołam temu samodzielnie. Ależ byłam głupia...
  -Ostatni raz ci powtarzam, że dam radę. To tylko Travis. Na pewno już mu przeszło. Czasem robi głupoty.- powiedziałam całkiem na luzie, choć w głębi serca wiedziałam, że zaprzeczam samej sobie.
 -Uczucia to nie głupoty Emma.-odparła stanowczo dziewczyna mrużąc przy tym oczy.
 -Uwierz mi, że wiem o tym aż za dobrze. I dlatego umiem je kontrolować. Travis też się tego nauczy, że nie powinien się przywiązywać do mnie w ten sposób. Nie jestem dla niego, nie jestem dla nikogo. Obiecałam to sobie po pierwszej nocy z tym sukinsynem...-obie wiedziałyśmy o kogo chodzi.- Koniec dyskusji.- urwałam widząc ból w oczach przyjaciółki.
  -Widzimy się jutro?- spytała choć doskonale znała odpowiedź. Przytaknęłam tylko i weszłam do pokoju hotelowego żegnając ją pół uśmiechem, pół grymasem. Jestem beznadziejna jeśli chodzi o przyjaźń i miłość.

***

    -Idę pod prysznic.-oznajmiłam nawet nie spoglądając w stronę Travisa. Wczorajszego wieczora nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Siedzieliśmy w osobnych pomieszczeniach udając, że robimy coś interesującego. Czytanie książki było już całkowitym upadkiem Travisa. Musiał byś w opłakanym stanie skoro się na to zdecydował. Ja jednak nie byłam w stanie z nim rozmawiać, nie wiedziałam co powiedzieć i jak, żeby nie bolało aż tak mocno.
  -Nie.- odparł stanowczo chłopak wyłączając telewizor i wstając z kanapy. Nagle pojawił się obok mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiem jak to się stało, że przytulał mnie do siebie, ale byłam w stanie przyrzec, że było mi z tym dobrze.- Jeśli mnie nie kochasz, okay. Rozumiem to i szanuję chociaż w to nie wierzę, zresztą jak cała reszta świata.
  -Nie kocham.-powiedziałam stanowczo na co chłopak zmarszczył nos i cicho nabrał powietrza w płuca. Czułam jak cała się trzęsę, ale jak miałam inaczej go przekonać? Musiał odpuścić a to jedyne wyjście. Nawet jeśli musiało go zranić.
  -Nie chcę cię jednak stracić, bo jesteś moją przyjaciółką. I nawet jeśli nigdy nie będę mógł być z tobą to chcę być przy tobie i cię wspierać.- poczułam jak się ode mnie odsuwa i puszcza moją dłoń po czym swoją kładzie na moim policzku.- Jeśli ktoś cię kiedyś zranił lub to zrobi to chcę o tym wiedzieć pierwszy. Chcę żebyś była szczęśliwa, nawet jeśli nie ze mną.
  -A ja chcę żebyś zapomniał o tamtym wieczorze, żebyś więcej nie przychodził do mnie do pokoju kiedy leżę w łóżku i żebyś wiedział, że jest mi dobrze tak jak było do tej pory. Bez pytań i zaangażowania.- przytaknął choć z wielkim bólem.- Jesteśmy przyjaciółmi i bardzo cię kocham Travis, ale jak brata. Gdybyśmy się związali żałowalibyśmy tego oboje. Uwierz mi...-wyszeptałam ściskając mocno zęby. Czemu to musiało tak boleć? Kiedy go raniłam czułam się jak kretynka i podła suka. On był dla mnie za dobry i zbyt wyrozumiały.
  -Jak chcesz.-powiedział tylko lekko się uśmiechając. Od razu wiedziałam, że nie wierzy w żadne moje słowo.- A teraz idź wziąć ten prysznic. Cuchniesz.-powiedział odsuwając się ode mnie o krok.
  -Dzięki za szczerość.- warknęłam rozzłoszczona i wytknęłam mu język.

***

      Serce stanęło mi w miejscu, zaparło mi dech i czułam, że zaraz zacznę się dusić jeśli nie będę oddychać. Tak, wiem,  jestem niezwykle spostrzegawcza. W drzwiach od mojego apartamentu stał chłopak. Na sobie miał obdartą koszulę i wytarte spodnie. Wyglądał jakby przed chwilą ktoś go podpalił. Dosłownie. W włosach miał nawet coś czarnego na podobieństwo spalenizny. Był cały osmolony i ledwo oddychał zataczając się.
   -Pomóż mi, jesteś mi to winna...-wyszeptał tylko zataczając się i uderzając plecami o ścianę w holu. Chciałam zawołać Travisa, ale ten był już od godziny z Mią i Liamem na plaży. Właśnie miałąm do nich dołączyć, a tu takie coś.
   -O mój Boże...Kim jesteś i co tu robisz?- spytałam podchodząc ostrożnie to chłopaka. On jednak mi nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko sarkastycznie i wykręcił oczami podnosząc się z klęczek. 
   -Może wpuścisz mnie do środka Emmo Roben?-spytał chrypliwym głosem. Zanim jednak odpowiedziałam mężczyzna ominął mnie i wszedł do apartamentu.- Ładnie tu.-stwierdził, po czym usiadł na kanapie i poczęstował się wodą.
   -Skąd znasz moje imię i nazwisko? Jak mnie znalazłeś i czego chcesz?- spytałam zostawiając lekko uchylone drzwi, by w razie co ktoś usłyszał mój krzyk. Może i dałabym radę na chwilę go ogłuszyć, ale na dłuższą metę na pewno powalił by mnie na ziemię.
   -Za dużo pytań zadajesz, nie mogę się skupić mała.- powiedział odsłaniając zęby.- Zamknij te drzwi. Uwierz mi, albo nie, ale nie chcesz żeby ktokolwiek wiedział o czym rozmawiamy.- wzięłam głęboki wdech i domknęłam drzwi.- Możesz podejść, nie zjem cię.-powiedział rozbawiony blondyn przeglądając się w lustrze. - Wyglądam jak gówno, nie sądzisz?- spytał znów posyłając mi uśmiech i poprawiając włosy.- Twój ojciec umie człowieka skutecznie odstraszyć.- zamarłam. Mój ojciec?
  -O czym ty mówisz?-spytałam.
  -Umiesz tylko zadawać pytania? Jesteś równie śliczna jak na zdjęciach. Może i dobrze, że twój stary nie miał pieniędzy. Przynajmniej poznam ciebie. 
   Teraz już całkowicie odebrało mi mowę. Usiadłam ostrożnie na kanapie wpatrując się w mężczyznę oniemiała. Nic nie mogłam zrozumieć.
  -No, usiadłaś, a to już jakiś postęp. Jeśli masz chwilę czasu to wszystko ci wyjaśnię. Myślę jednak, że wypadałoby powiadomić Travisa, Mię i Liama. Lepiej niech nam nie przeszkadzają.- nie pytałam skąd zna ich. On najwidoczniej wiedział wszystko, a moje pytania nie dawały żadnej odpowiedzi. Wybrałam numer Travisa i zadzwoniłam.
   -Hej Travis spóźnię się chwilę... Tak, wiem... Wiesz, że zawsze zajmuje mi to dużo czasu... Będę za godzinę... Obiecuję...Pa.- po czym rozłączyłam się i zacisnęłam dłonie na telefonie. Pieprzę to.
  -Dobra, albo mi powiesz o co tu chodzi, ale zacznę wrzeszczeć i wezwę ochronę hotelu. Zacznij mówić lepiej.-warknęłam na co chłopak tylko cicho się zaśmiał.
  -Spokojnie. Jestem Samuel i z ciągam pieniądze od ludzi, którzy zadłużają się u mojego szefa. Nie jestem żadną mafią, gangsterem czy nawet debilem, choć może wyglądam na niego w tym momencie, ale to tylko sprawka twojego ojca. Wisi nam sporą sumkę, ale kiedy się u niego zjawiłem chciał zrobić ze mnie kretyna. W każdym razie nie ma kasy, ale dał mi namiar na kogoś kto te pieniądze rzekomo ma mi spłacić.- zamilkł patrząc na mnie w ciszy. Nic nie rozumiałam.
  -Ja nie mam pieniędzy.- odparłam stanowczo. Taka była prawda. Nie było mnie stać nawet na nową parę butów, a co dopiero na długi tego sukinsyna.
  -Ja mam inne informacje od twojego przełożonego z oddziału. Omińmy wątek kasy okay? W sumie to jest najważniejsze, ale mniejsza o to. Kiedy przyjechałem tutaj okazało się, że mój szef już na mnie czeka. Nie spodobało mu się, że nie mam pieniędzy więc tak mnie potraktował.- powiedział siadając obok mnie i wydłubując z włosów resztki popiołu.- Masz mi wypłacić pieniądze. Pieprzę to czy je masz czy nie i czy kochasz tatusia czy w myślach masz go za skurwiela. Wasza sprawa czy się kochacie, pieprzycie czy ujadacie jak kundle. Kasa ma być choćbyś miała okraść bank. 
  -Co ty pieprzysz? Nie będę spłacała długów o których nie mam pojęcia. Nie mam kontaktu z ojcem od kilku lat.- zacisnęłam dłonie w pięści przypominając sobie nasze ostatnie spotkanie.
  -Posłuchaj, wiem co ci zrobił ten pieprzony darmozjad. Wiem, że gwałcił cię, bił ciebie i twoją matkę, że zabił dziecko i, że wysłał cię do szkoły wojskowej. Przykro mi, bo wiem co czujesz, ale nie mogę ci pomóc. W tym momencie nie chodzi o pieniądze, a o moje życie. Oni mnie zabiją jeśli nie skołuję pieniędzy w tydzień. Twój ojciec mimo wszystko jest twoim ojcem. Wiążą was więzy krwi, a ty jesteś jego nasieniem. Przykro mi tak samo jak i tobie, ale cóż. Nie powinienem mieć sumienia.- w jego oczach widziałam szczery żal i współczucie. Jakby znał mnie od zawsze i wiedział co przechodzę
   -Nie mam pieniędzy.-powiedziałam załamana.
   -Coś wymyślisz, a póki nie dostanę pieniędzy zamieszkam z tobą i Travisem. Możesz udawać, że jestem twoim starym kumplem, bratem czy nawet babcią. Mam to gdzieś, ale przypilnuję cię.- jego twarz znów skamieniała, a wszystkie uczucia ulotniły się. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. - I lepiej niech zostanie to między nami. Nie sądzisz? Po co ich w to wplątywać? Chyba, że chcesz, żeby Travis się dowiedział dlaczego go odtrącasz, dlaczego nie lubisz jak ktoś cię dotyka. To nie jest normalne, że nie dajesz mu się przelecieć.- poczułam uderzenie gorąca.
  -To nie twoje sprawa. Jesteśmy przyjaciółmi.
  -To się nie tłumacz i siedź cicho. Pieprzę ciebie i twoich przyjaciół. Chcę kasę.




__________________
Od Akwamaryn:  Nie wiem co mnie podkusiło. Wiecie ile razy zmieniałam zdanie co do Sama? Sama nie wiem co z niego wyniknie. On jest moim natchnieniem. Mniejsza o to. Co sądzicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)