środa, 27 maja 2015

Prolog

                                       Mia




            Wyjrzałam po raz kolejny przez okno. Zniecierpliwiona potarłam dłonią ramię. Podeszłam do łóżka na którym leżał telefon. Brak nowych wiadomości. Nagle usłyszałam głośny warkot silnika. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Wybiegając z pokoju złapałam po drodze torebkę. Tak za nim tęskniłam. Gdy tylko stanął w progu mocno się do niego przytuliłam.
   -Dobrze, że w końcu jesteś.- mruknęłam ciesząc się ciepłem jego ciała. Delikatnie pogłaskał mnie po plecach.
   -Dobrze cie widzieć.- odpowiedział odsuwając mnie od siebie. Zwykle radosne oczy Chrisa były zasnute mgłą.
   -Wszystko w porządku?- zapytałam przestraszona. Na jego przystojnej twarzy pojawił się nikły uśmiech.
   -Tak. Chciałbym zabrać cię w pewne miejsce. Musimy porozmawiać.- moje serce mocniej zabiło. Nigdy wcześniej nie zachowywał się w ten sposób. Na pewno nie w stosunku do mnie. Przytaknęłam. W ciszy udaliśmy się do jego samochodu. Podobnie minęła też cała podróż. Tak jak się spodziewałam- przyjechaliśmy nad jeziorko gdzie byliśmy na pierwszej randce. Jednak ani on, ani ja nie wysiedliśmy.
   -Nie rozumiem co się dzieje Chris…- mruknęłam odwracając się w jego stronę i chwytając za zimną dłoń chłopaka. Mój ukochany jednak ją zabrał, poczułam jak coś we mnie pęka.
   -Mia, musimy to skończyć.- szepnął. Zmarszczyłam brwi. Nie miałam pojęcia o czym mówił.- Nasz związek. To straciło sens.
W kącikach moich oczu zaczęły zbierać się łzy. W gardle pojawiła się ogromna kula uniemożliwiająca mówienie i oddychanie.
   -Dlaczego?- wyjąkałam.
   -Jesteśmy ze sobą już tak długo. Myślę, że tracimy przy sobie wszystko co najlepsze w tym okresie. Przed nami wakacje…- złapałam za klamkę i wyszłam z auta. Każdy oddech sprawiał mi ból. Jakby moje rozerwane na strzępy serce nie wiedziało jak powinno pracować. Szłam przed siebie grzebiąc w torebce. Potrzebowałam telefonu.
Usłyszałam, że Chris wysiada z samochodu.
   -Mia! Nie wygłupiaj się! Wracaj, odwiozę cię do domu!- złapałam za łańcuszek, który zdobił moją szyję i pociągnęłam z całej siły. Dostałam go na trzecią rocznicę. Wyrzuciłam za siebie. Kroki za mną ustały. Przyspieszyłam.
Najpierw był trzask drzwiczek, potem zaryczał silnik, aż w końcu samochód zniknął za zakrętem.
Dopiero wtedy wybuchłam histerycznym płaczem. Usiadłam na drodze i zakryłam twarz dłońmi.
Kiedy odrobinkę się uspokoiłam udało mi się wyjąc z torebki telefon. Wybrałam ostatnio najczęściej wybierany numer. Już po dwóch sygnałach usłyszałam głęboki męski głos:
   -Halo?
   -Liam?- zapytałam, a po moich policzkach popłynęły ponownie łzy.- Błagam… przyjedź po mnie.
                            

                                                                          ***


            Patrzyłem na nią w ciszy. Leżała zwinięta w kłębek cicho płacząc. Usiadłem obok niej i odgarnąłem, mokre od łez, włosy z twarzy. Mia popatrzyła na mniej czerwonymi oczyma. Wyciągnąłem w jej kierunku ramiona. Schowała w nich swoje małe ciałko. Jej oddech stopniowo się normował. Wzięła głęboki wdech.
   -Po tym wszystkim co razem przeszliśmy stwierdził, że tracimy przy sobie wszystko co najlepsze.- szepnęła. Mocniej zacisnąłem zęby.- Nienawidzę go Liam…
   -Masz do tego pełne prawo mała.- odpowiedziałem najłagodniej jak potrafiłem mimo narastającej we mnie złości.
   -Czemu to tak boli?
   -Bo miłość to gówno.- odparłem.- Pomogę ci zapomnieć. To miał być prezent na twoje urodziny ale potrzebujesz tego już teraz.
Wyjąłem z kieszeni telefon znalazłem odpowiedni plik. Następnie podałem go czarnulce.
Na jej twarzy pojawił się maleńki uśmiech.
   -Dwa bilety na Ibizę?- zapytała niedowierzając. Przytaknąłem.
   -Przebukuje je. Jutro wyjeżdżamy. Musisz się rozerwać.- Mia podniosła na mnie wzrok.
   -Ale my nic nie mamy załatwione. Co z hotelem, jedzeniem?
   -Niczym się nie przejmuj. Ty musisz się tylko spakować.
Jej mokre policzki uniosły się nieco w uśmiechu.
   -Już nic mnie tu nie trzyma. Zgoda.
   -To będą najlepsze wakacje w życiu!- powiedziałem mocno ją przytulając. 



Emma


    -Travis błagam cię, ogarnij się! On zaraz przyjdzie a ty wyglądasz jak gówno!- warknęłam na chłopaka, który nieudolnie próbował zapiąć spinki od koszuli.- Travis! Dawaj to.- zirytowana podeszłam do niego i zrobiłam co należy.
   -Moja miła, nie wiesz, że złość piękności szkodzi?- spytał z przyklejonym uśmieszkiem na ustach, próbując  poczochrać mi włosy. Czasami czułam się jak w przedszkolu. Dwunastu chłopaków w oddziale i ja to zdecydowanie złe połączenie.
   -To nie złość, to irytacja twoją osobą.- odparłam szczerząc ząbki i wracając na swoje miejsce. Dosłownie kilka sekund później rozległ się gwizd i głośny huk. Do pokoju wszedł Carter a wraz z nim przydupas Smark Jak Mu Tam. Mniejsza o to. Jego imię i tak do niczego nie jest mi potrzebne.
   Byłam pewna, że Travis właśnie gapi się na mnie i stara się mnie sprowokować, choć doskonale wie, że nie ma ze mną żadnych szans. Pułkownik przechodzi niezwykle powoli przed naszym szeregiem. Myślałam, że wolniej niż rok temu się nie da, a tu proszę. On się wręcz ciągnie jak ślimak zostawiając za sobą ślad( czytaj Smark Jak Mu Tam).
  -Witam. Myślę, że możemy dzisiaj pozwolić sobie na chwilę relaksu. Spocznij!!- ostatnie słowo aż odbiło się od moich bębenków usznych. Jakby ktoś rzucił mi pod nogi granat.
   Wszyscy automatycznie wzięli głęboki wdech i przyjęli nieco bardziej rozluźnione postawy.
   -Panno Roben, jestem niezwykle zadowolony z pani zaangażowania w sprawy komitetu szkolnego.- zapowiada się nieźle, choć on i takie kwestie umie sprowadzić do końcowego ,,Wylatujesz na zbity pysk, szczylu!’’. Nie jest więc chyba dziwne, że zamiast zadowolenia czułam strach.
   -Howk! Wstań!- nazwisko Travisa rozniosło się echem po pomieszczeniu. Zaparło mi dech na moment, ale tylko na ułamek sekundy. Miałam nadzieję, że nie odwalił znowu jakiejś pokazówki w kiblu. To by było niesmaczne.- Dziękuję za zaangażowanie w zawodach międzynarodowych. Dzięki twojemu prowadzeniu udało nam się zająć drugie miejsce i przerwać pasmo niepowodzeń. Żebyście nie spędzili całych dwóch miesięcy przed telewizorem w domku u rodziców, wraz z panną Roben wyjedziecie.- tym razem wręcz czułam na sobie wzrok Travisa. A w głowie słyszałam jego słowa ,,Wakacje na służbie?! Chyba powieszę się na sznurówce od twoich trampek w męskim kiblu na oczach pułkownika.’’ Oj trzymam cię za słowo Travis.
   -Ibiza już na was czeka.- dodał wyciągając zza pleców dwa bilety lotnicze i szczerząc się jak idiota, którym swoim drogą był. Miałam ochotę krzyczeć, piszczeć, skakać pod sam sufit albo wskoczyć na Travisa i wyściskać. Chłopaki zaczęli gwizdać, klaskać i śmiać się jednocześnie.
   -Pakujcie się, lecicie za dwa dni.
***
    Carter pogadał jeszcze przez jakieś pół godziny, a potem sobie poszedł. Oczywiście Smarka zabrał z sobą. Kiedy tylko drzwi zamknęły się za nim i chłopakami, którzy musieli iść na musztrę spojrzałam na Travisa.
  -Ibiza?- chłopak patrzył na mnie znacząco.
  -Głupek!- krzyknęłam rzucając się na niego i ściskając z całych sił. Czułam jak unoszę się w powietrzu po czym ląduję na łóżku u boku z Travisem. Poczułam jak po policzkach płyną mi łzy.
  -To ty jesteś głupia! Nie rycz idiotko!- zaśmiał się ocierając z moich policzków łzy. Ale jak ja miałam nie płakać?! Pierwszy raz w życiu czułam się jakby ktoś podarował mi szczęście. Nie mam niczego. Nie mam rodziny, domu, znajomych, normalnych relacji z ludźmi. Mam jedynie Travisa, a teraz jeszcze Ibizę. To już chyba jest za dużo na moją głowę.







_________
Od Jemi: Jeeeeeny!!! Tak się cieszę na powrót do pisania razem z Akwamaryn :D Nawet sobie tego nie wyobrażacie :) Współpraca z nią zawsze była bardzo przyjemna, nie sądziłam, że aż tak będę za tym tęsknić :) Mam nadzieję, że będziecie razem z nami, również teraz. No dobrze to, zaczynajmy :)

Od Akwamaryn:  Miło jest znowu powrócić do czegoś co kiedyś robiło się cały czas. Zatęskniłam za tym strasznie i niesamowicie się cieszę, że powracamy do współpracy. Mam nadzieję, że nasi starzy czytelnicy będą chcieli nadal znaleźć na nasze wypociny chwilę czasu, ale liczę też, że zdobędziemy nowych. Zbliżają się moje wakacje, a tematyka bloga już wprawia mnie w nastrój błogiego lenistwa. No to do zobaczenia!!

2 komentarze:

  1. Witam :) przeczytałam prolog, zauroczył mnie fragment o Mii, może bardziej dlatego że za bardzo jeszcze nie rozumiem fragmentu o Emmie :) ale jestem pewna że w dalszym rozwoju opowiadania będę doskonale wiedziała o co chodzi :) jak na razie podoba mi się to co tu napisałyście i czekam na dalszy rozwój akcji :) zapraszam również na swojego bloga na którym też jak na razie pojawił się tylko prolog :) highheels18.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. jednak blog jest przeniesiony na stronę : http://high-heels-18.blogspot.com
    ale również serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)