Mia
Po
raz kolejny przymknęłam zapuchnięte powieki. Moja twarz wołała o pomstę do
nieba. Tak fatalnie nie wyglądałam już dawno. Westchnęłam.
Zerknęłam
na walizkę stojącą przy moim łóżku. To szaleństwo. W stylu Liama, nie moim.
Zawsze byłam grzeczna. Odkąd pamiętam miałam najlepsze stopnie, byłam
przewodniczącą szkoły, śpiewałam w kościelnym chórze i przenigdy nie byłam w
klubie. Alkohol piłam może pięć razy w życiu i nigdy do tego stopnia aby
stracić nad sobą kontrolę. Za bardzo bałam się wszelkich konsekwencji.
Cicha
i niewyróżniająca się z tłumu.
Liam
nawet mówił na mnie „szarak” gdy się ze mną droczył.
-Mia!!- krzyknęła mama z dołu. Szybko
związałam włosy w mój standardowy kucyk i zarzuciłam na siebie luźną bluzę.
Zeszłam na dół i wkroczyłam bezgłośnie do kuchni. Jak zawsze.
-Cześć mamo.- mruknęłam blado się
uśmiechając.- Liam?!- warknęłam widząc bruneta, jedzącego moje śniadanie.
-No witam zapuchniętego śpiocha.- mruknął
zniewalająco się do mnie uśmiechając. Pokazałam mu środkowy palec. I wyrwałam
mojego tosta siadając po drugiej stronie stołu.
-No dobrze Liam, możesz kontynuować.-
powiedziała moja mama podając obrażonemu brunetowi świeżego tosta. Ten
uśmiechnął się z wyższością.
-Nie wiem kto ją wychował…- mruknął patrząc
na mnie. A mama poklepała go po ramieniu. Przewróciłam oczyma.- Więc
kontynuując. Udało się przebudować bilety, biuro podróży nie robiło
najmniejszych problemów…- dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Miał podkrążone
oczy. Pewnie nie zmrużył oka. Musiał stoczyć niezłą walkę. Uśmiechnęłam się,
ponieważ wiedziałam, że zrobił to specjalnie dla mnie. Oddałam mu kolejnego
tosta, którego podała mi mama.- …hotel, jedzenie i atrakcje są wliczone w cenę.
Samolot mamy dziś o osiemnastej. Podróż będzie trwała trzy godziny. Wrócimy za
dwa tygodnie.
Nadal
nie wierzyłam, że rodzice przystali na tak zwariowany pomysł.
-Więc nie mam się o co martwić.- odparła
mama dosiadając się do stołu z kubkiem kawy w ręku. Spojrzałam przerażona na
ich uśmiechnięte twarze. Nie wrócę stamtąd żywa. Czuję to.
***
Liam wydzierał się w niebogłosy do
piosenki „Holidays”, a ja zsunęłam się na siedzeniu pasażera tak aby upozorować
porwanie. Nie chciałam żeby ktoś pomyślał, że znam tego czubka. A to wydawała
mi się najrozsądniejsza opcja.
W
końcu zatrzymaliśmy się pod centrum handlowym.
-Zakupy?- zapytałam.
-Oczywiście. Jadąc na Ibizę musisz mieć
odpowiednie ubrania.- spojrzałam na niego jak na kretyna.- Chyba, że wolisz
chodzić nago.- dodał z łobuzerskim uśmiechem. Prychnęłam i ruszyłam w stronę
wejścia do budynku.
Brunet
szybko mnie dogonił i pociągnął w stronę sklepu z bielizną i strojami
kąpielowymi.
-Robimy tak. Każde z nas wybiera po cztery
stroje. Jeżeli wybierzesz moje opcje, ja płacę. Jeżeli własne, płacisz ty.-
przytaknęłam mu nie rozumiejąc do końca co próbuje osiągnąć.
Spojrzałam na swoje ledwo zakryte
ciało. On chyba oszalał.
-Posrało cię. Nie pokaże ci się w tym!-
warknęłam wystawiając głowę z przebieralni. Stojąca przed kabiną kobieta
patrzyła na mnie przestraszona.- Ojejku! Przepraszam panią myślałam, że to
mój…- nie pozwoliła mi dokończyć. Odłożyła trzymane w rękach ubrania i wyszła
ze sklepu mamrocząc coś pod nosem.
Złapałam
się za głowę.
Nagle
znikąd pojawił się roześmiany Liam.
-Nieźle mała, cały sklep twój. Dobrze bronisz
swojego terenu.- Uderzyłam go w ramię żeby przestał się głupkowato śmiać.- No
już, już. Pokaż mi się w tym cudzie.
-Nie ma opcji. To ledwo zasłania mi tyłek!-
warknęłam. Brunet wepchnął mnie do przebieralni i zgrabnie za mną wszedł.
Spojrzał na moje odbicie w lustrze i zaniemówił.
Byłam
przerażona. To nie tak, że nie lubiłam swojego ciała. Dobrze wiedziałam, że niczego
mi nie brakuje jednak zawsze nosiłam luźne ubrania. Nie miałam odwagi pokazywać
się w obcisłych ciuchach. Bałam się tego typu męskich spojrzeń. Skamieniałam.
Liam
otwierał usta kilka razy, lecz za każdym razem ponownie je zamykał.
Wskazał
na moje odbicie i aż zamruczał. Walnęłam mu przez łeb.
-Za co?! To był komplement, wyglądasz
niesamowicie.- Oburzył się.
-Nie wiem. Spanikowałam…- szepnęłam.
-Mia, ja wiem, że ‘stara ty’ nigdy w życiu
nie odważyłaby się wyjść w tym na plaże. Ale ‘stara ty’ również nie pojechałaby
na Ibizę. Wiem, że wszystko dzieje się niesamowicie szybko, ty bardzo cierpisz.
Pozwól mi jednak pokazać ci jak mogłoby wyglądać twoje nowe życie. ‘Nowa ty’.
Teraz nie masz już nic do stracenia. Przed nami nasze dwa najlepsze tygodnie
życia. Otwórz się na nowe doświadczenia. Nie bój się tego. Tam nikt cię nie
zna. Pokaż im siebie taką, jaką pragnęłabyś być. A to…- wskazał na moje odbicie
w lustrze.-… jest pierwszym krokiem. Wybór jednak należy do ciebie. Wychodzę z
przymierzalni.
Liam stał przy ladzie z papierową
torbą z logo sklepu. Uniosłam jedną brew. Czyżby kupił damską bieliznę?
Podeszłam
do niego i położyłam na ladę wszystkie stroje. Wskazałam jedną z kupek.
Sprzedawca grzecznie się uśmiechnął i wykonał swoją pracę.
-Dwieście pięćdziesiąt dwa dolary poproszę.-
powiedział kładąc torbę przed moją twarzą. Miło się uśmiechnęłam.
-Płaci mój przyjaciel.- Liam nawet na mnie
nie spoglądając wyjął z portfela kartę. Wiedziałam, że wewnętrznie skacze w
sobie jak dzieciak.
***
Dołożyłam drugą walizkę pod moje
łóżko. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie. Dochodziła szesnasta. Za jakieś
pół godziny miał pojawić się Liam. Wzięłam szybki prysznic. I tak jak zawsze
związałam włosy. Ubrałam wygodne dresy, nie miałam zamiaru męczyć się podczas
podróży, oraz luźną bluzkę. Chwilę później do mojego pokoju wszedł tata.
-Przyszedłem po walizki.- mruknął. Nie
miałam z nim zbyt dobrego kontaktu. Nigdy nie okazywaliśmy sobie wprost uczuć.
Wszystko było ukryte w małych gestach i cichych spojrzeniach.
Przytaknęłam
mu.
Mieliśmy
już wychodzić jednak odłożył torby i zaczął niedyskretnie szperać w kieszeni. W
jego dłoni pojawiła się zielona karta kredytowa.
-Z okazji twoich urodzin. Ode mnie, mamy i
dziadków. Przeznaczysz tą kwotę na co będziesz miała tylko ochotę. A teraz
potrzebujesz się odprężyć.- ostatnie zdanie wypowiedział przez zaciśnięte zęby.
Nienawidził tego co zrobił mi Chris.
-Bardzo wam dziękuję.- szepnęłam ze łzami w
oczach. Byli dla mnie ogromnym wsparciem. Biorąc kartę z jego ręki, zatrzymałam
swoją dłoń na jego troszkę dłużej. Ciepło się do mnie uśmiechnął. Szybko
pocałował w czoło. Złapał za walizki i zniknął. Bardzo go kocham.
***
Większość podróży przespałam. Jak
się okazało, nie znosiłam zbyt dobrze lotu. Liam, zapewne myśląc, że zapałam w
głęboki sen, z troską głaskał mnie po włosach. Nigdy nie rozumiałam dlaczego
przyjaźnił się właśnie ze mną. Byliśmy jak ogień i woda.
On
był bardzo towarzyski, miał wielu znajomych, nigdy nie lubił nudy, nie
przesiadywał w domu, dużo imprezował.
Znałam
go od zawsze. Kiedyś mieszkał obok. Jednak cztery lata temu przeprowadził się
wraz z całą rodziną do sąsiedniego miasta. Byłam przekonana, że nasz kontakt
się urwie. Ale on na to nie pozwolił. Rozmawialiśmy więcej przez telefon, a
później okazało się, że wybraliśmy tą samą uczelnie. To dzięki niemu poznałam
Chrisa.
Odrzuciłam
od siebie wspomnienia. I spojrzałam na przyjaciela. Szukał zdezorientowany
pośrednika, który miał nas odebrać z lotniska i zawieźć do apartamentu.
Niski
mężczyzna z ogromnym uśmiechem na twarzy dzierżył w rękach dużą kartkę z
napisem „Mia i Liam!”. Pomachał nam. Złapaliśmy za swoje walizki.
Apartament? To słowo w żadnym
wypadku nie było zbyt duże. Nasz hotel był przepiękny. A nasze lokum nie
ograniczało się do skromnego pokoju. Były cztery. Sypialnia, z ogromnym
łóżkiem. Niesamowity, duży salon. Skromna kuchnia i łazienka.
-Lii-li-am.- wyjąkałam patrząc na to
wszystko.- Jesteś niesamowity, kocham cie..- mruknęłam przytulając go.
Chłopakowi
zaświeciły się oczy. Przeczesał nerwowo włosy. Cicho się zaśmiałam. Po raz
pierwszy widziałam go tak zakłopotanego.
-Będę spał w salonie, spokojnie.- odparł
zupełnie poważnie. Machnęłam na to ręką.- Czujesz się na siłach żeby wyjść
jeszcze dziś na miasto?
Bez
chwili zawahania pokiwałam głową na znak zgody.
Już miałam wychodzić z łazienki gdy
nagle dostałam wiadomość od nieznanego numeru.
Mam nadzieję, że
dobrze bawisz się na Ibizie. On już zaczął to robić.
Załączone
było również zdjęcie. Chrisa. Całującego się z przepiękną blondynką. Do moich
oczu napłynęły łzy. Poczułam jak moje serce zostaje roztarte w proch. Im dłużej
patrzyłam na zdjęcie, tym bardziej zaczynałam nienawidzić gnojka. Spojrzałam w
lustrze na swoją zapłakaną twarz. Głośno przełknęłam ślinę.
-Nie. Nie będziesz płakać. Nie tutaj. Tutaj
jesteś kimś innym. Pozwól sobie na odrobinę zapomnienia. Jeżeli nie dasz rady
to po powrocie do domu wrócisz do ‘starej siebie’.- szeptałam mocno zaciskając
dłonie na umywalce.
Wytarłam
łzy, przemyłam twarz, otworzyłam drzwi, wyrzuciłam przez nie telefon i ponownie
je zamknęłam.
-Mia?- zapytał niczego nie rozumiejący Liam.
-Daj mi jeszcze piętnaście minut.-
odkrzyknęłam.
Ściągnęłam
szybkim ruchem luźne ubrania i zaczęłam szperać w walizce, w której miałam nowe
ubrania.
Z impetem wyszłam z pokoju.
-O kurwa…- mruknął mój przyjaciel na mój
widok.
-Hej, mam na imię Mia.- powiedziałam
puszczając mu oczko.
Zmierzył
mnie od dołu do góry. Tym razem było to całkiem przyjemne.
Miałam
na sobie wysokie czerwone buty i króciutką czarną sukienkę. Rozpuściłam włosy i
zrobiłam makijaż.
-Chcę się upić. Chcę tańczyć. Chcę żyć.-
mruknęłam biorąc za rękę ciągle oszołomionego przyjaciela.
____
Od Jemi: Jak zaczęłam pisać to nie mogłam przestać. Trochę więcej tłumaczy. Co myślicie?! :D
ooj chyba nie tylko ja chciałabym po takim przeżyciu z takimi możliwościami zacząć od nowa. :) Ciesze się że Mia potrafiła znaleźć w sobie siłę do tego :) ciekawa jestem dalszych jej losów związanych z Liamem :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)