piątek, 5 czerwca 2015

1. Nowa Mia.



                Mia



                Po raz kolejny przymknęłam zapuchnięte powieki. Moja twarz wołała o pomstę do nieba. Tak fatalnie nie wyglądałam już dawno. Westchnęłam.
Zerknęłam na walizkę stojącą przy moim łóżku. To szaleństwo. W stylu Liama, nie moim. Zawsze byłam grzeczna. Odkąd pamiętam miałam najlepsze stopnie, byłam przewodniczącą szkoły, śpiewałam w kościelnym chórze i przenigdy nie byłam w klubie. Alkohol piłam może pięć razy w życiu i nigdy do tego stopnia aby stracić nad sobą kontrolę. Za bardzo bałam się wszelkich konsekwencji.
Cicha i niewyróżniająca się z tłumu.
Liam nawet mówił na mnie „szarak” gdy się ze mną droczył.
   -Mia!!- krzyknęła mama z dołu. Szybko związałam włosy w mój standardowy kucyk i zarzuciłam na siebie luźną bluzę. Zeszłam na dół i wkroczyłam bezgłośnie do kuchni. Jak zawsze.
   -Cześć mamo.- mruknęłam blado się uśmiechając.- Liam?!- warknęłam widząc bruneta, jedzącego moje śniadanie.
   -No witam zapuchniętego śpiocha.- mruknął zniewalająco się do mnie uśmiechając. Pokazałam mu środkowy palec. I wyrwałam mojego tosta siadając po drugiej stronie stołu.
   -No dobrze Liam, możesz kontynuować.- powiedziała moja mama podając obrażonemu brunetowi świeżego tosta. Ten uśmiechnął się z wyższością.
   -Nie wiem kto ją wychował…- mruknął patrząc na mnie. A mama poklepała go po ramieniu. Przewróciłam oczyma.- Więc kontynuując. Udało się przebudować bilety, biuro podróży nie robiło najmniejszych problemów…- dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Miał podkrążone oczy. Pewnie nie zmrużył oka. Musiał stoczyć niezłą walkę. Uśmiechnęłam się, ponieważ wiedziałam, że zrobił to specjalnie dla mnie. Oddałam mu kolejnego tosta, którego podała mi mama.- …hotel, jedzenie i atrakcje są wliczone w cenę. Samolot mamy dziś o osiemnastej. Podróż będzie trwała trzy godziny. Wrócimy za dwa tygodnie.
Nadal nie wierzyłam, że rodzice przystali na tak zwariowany pomysł.
   -Więc nie mam się o co martwić.- odparła mama dosiadając się do stołu z kubkiem kawy w ręku. Spojrzałam przerażona na ich uśmiechnięte twarze. Nie wrócę stamtąd żywa. Czuję to.


***


            Liam wydzierał się w niebogłosy do piosenki „Holidays”, a ja zsunęłam się na siedzeniu pasażera tak aby upozorować porwanie. Nie chciałam żeby ktoś pomyślał, że znam tego czubka. A to wydawała mi się najrozsądniejsza opcja.
W końcu zatrzymaliśmy się pod centrum handlowym.
   -Zakupy?- zapytałam.
   -Oczywiście. Jadąc na Ibizę musisz mieć odpowiednie ubrania.- spojrzałam na niego jak na kretyna.- Chyba, że wolisz chodzić nago.- dodał z łobuzerskim uśmiechem. Prychnęłam i ruszyłam w stronę wejścia do budynku.
Brunet szybko mnie dogonił i pociągnął w stronę sklepu z bielizną i strojami kąpielowymi.
   -Robimy tak. Każde z nas wybiera po cztery stroje. Jeżeli wybierzesz moje opcje, ja płacę. Jeżeli własne, płacisz ty.- przytaknęłam mu nie rozumiejąc do końca co próbuje osiągnąć.
            Spojrzałam na swoje ledwo zakryte ciało. On chyba oszalał.
   -Posrało cię. Nie pokaże ci się w tym!- warknęłam wystawiając głowę z przebieralni. Stojąca przed kabiną kobieta patrzyła na mnie przestraszona.- Ojejku! Przepraszam panią myślałam, że to mój…- nie pozwoliła mi dokończyć. Odłożyła trzymane w rękach ubrania i wyszła ze sklepu mamrocząc coś pod nosem.
Złapałam się za głowę.
Nagle znikąd pojawił się roześmiany Liam.
   -Nieźle mała, cały sklep twój. Dobrze bronisz swojego terenu.- Uderzyłam go w ramię żeby przestał się głupkowato śmiać.- No już, już. Pokaż mi się w tym cudzie.
   -Nie ma opcji. To ledwo zasłania mi tyłek!- warknęłam. Brunet wepchnął mnie do przebieralni i zgrabnie za mną wszedł. Spojrzał na moje odbicie w lustrze i zaniemówił.
Byłam przerażona. To nie tak, że nie lubiłam swojego ciała. Dobrze wiedziałam, że niczego mi nie brakuje jednak zawsze nosiłam luźne ubrania. Nie miałam odwagi pokazywać się w obcisłych ciuchach. Bałam się tego typu męskich spojrzeń. Skamieniałam.
Liam otwierał usta kilka razy, lecz za każdym razem ponownie je zamykał.
Wskazał na moje odbicie i aż zamruczał. Walnęłam mu przez łeb.
   -Za co?! To był komplement, wyglądasz niesamowicie.- Oburzył się.
   -Nie wiem. Spanikowałam…- szepnęłam.
   -Mia, ja wiem, że ‘stara ty’ nigdy w życiu nie odważyłaby się wyjść w tym na plaże. Ale ‘stara ty’ również nie pojechałaby na Ibizę. Wiem, że wszystko dzieje się niesamowicie szybko, ty bardzo cierpisz. Pozwól mi jednak pokazać ci jak mogłoby wyglądać twoje nowe życie. ‘Nowa ty’. Teraz nie masz już nic do stracenia. Przed nami nasze dwa najlepsze tygodnie życia. Otwórz się na nowe doświadczenia. Nie bój się tego. Tam nikt cię nie zna. Pokaż im siebie taką, jaką pragnęłabyś być. A to…- wskazał na moje odbicie w lustrze.-… jest pierwszym krokiem. Wybór jednak należy do ciebie. Wychodzę z przymierzalni.
            Liam stał przy ladzie z papierową torbą z logo sklepu. Uniosłam jedną brew. Czyżby kupił damską bieliznę?
Podeszłam do niego i położyłam na ladę wszystkie stroje. Wskazałam jedną z kupek. Sprzedawca grzecznie się uśmiechnął i wykonał swoją pracę.
   -Dwieście pięćdziesiąt dwa dolary poproszę.- powiedział kładąc torbę przed moją twarzą. Miło się uśmiechnęłam.
   -Płaci mój przyjaciel.- Liam nawet na mnie nie spoglądając wyjął z portfela kartę. Wiedziałam, że wewnętrznie skacze w sobie jak dzieciak.


***


            Dołożyłam drugą walizkę pod moje łóżko. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie. Dochodziła szesnasta. Za jakieś pół godziny miał pojawić się Liam. Wzięłam szybki prysznic. I tak jak zawsze związałam włosy. Ubrałam wygodne dresy, nie miałam zamiaru męczyć się podczas podróży, oraz luźną bluzkę. Chwilę później do mojego pokoju wszedł tata.
   -Przyszedłem po walizki.- mruknął. Nie miałam z nim zbyt dobrego kontaktu. Nigdy nie okazywaliśmy sobie wprost uczuć. Wszystko było ukryte w małych gestach i cichych spojrzeniach.
Przytaknęłam mu.
Mieliśmy już wychodzić jednak odłożył torby i zaczął niedyskretnie szperać w kieszeni. W jego dłoni pojawiła się zielona karta kredytowa.
   -Z okazji twoich urodzin. Ode mnie, mamy i dziadków. Przeznaczysz tą kwotę na co będziesz miała tylko ochotę. A teraz potrzebujesz się odprężyć.- ostatnie zdanie wypowiedział przez zaciśnięte zęby. Nienawidził tego co zrobił mi Chris.
   -Bardzo wam dziękuję.- szepnęłam ze łzami w oczach. Byli dla mnie ogromnym wsparciem. Biorąc kartę z jego ręki, zatrzymałam swoją dłoń na jego troszkę dłużej. Ciepło się do mnie uśmiechnął. Szybko pocałował w czoło. Złapał za walizki i zniknął. Bardzo go kocham.


***


            Większość podróży przespałam. Jak się okazało, nie znosiłam zbyt dobrze lotu. Liam, zapewne myśląc, że zapałam w głęboki sen, z troską głaskał mnie po włosach. Nigdy nie rozumiałam dlaczego przyjaźnił się właśnie ze mną. Byliśmy jak ogień i woda.
On był bardzo towarzyski, miał wielu znajomych, nigdy nie lubił nudy, nie przesiadywał w domu, dużo imprezował.
Znałam go od zawsze. Kiedyś mieszkał obok. Jednak cztery lata temu przeprowadził się wraz z całą rodziną do sąsiedniego miasta. Byłam przekonana, że nasz kontakt się urwie. Ale on na to nie pozwolił. Rozmawialiśmy więcej przez telefon, a później okazało się, że wybraliśmy tą samą uczelnie. To dzięki niemu poznałam Chrisa.
Odrzuciłam od siebie wspomnienia. I spojrzałam na przyjaciela. Szukał zdezorientowany pośrednika, który miał nas odebrać z lotniska i zawieźć do apartamentu.
Niski mężczyzna z ogromnym uśmiechem na twarzy dzierżył w rękach dużą kartkę z napisem „Mia i Liam!”. Pomachał nam. Złapaliśmy za swoje walizki.
            Apartament? To słowo w żadnym wypadku nie było zbyt duże. Nasz hotel był przepiękny. A nasze lokum nie ograniczało się do skromnego pokoju. Były cztery. Sypialnia, z ogromnym łóżkiem. Niesamowity, duży salon. Skromna kuchnia i łazienka.
   -Lii-li-am.- wyjąkałam patrząc na to wszystko.- Jesteś niesamowity, kocham cie..- mruknęłam przytulając go.
Chłopakowi zaświeciły się oczy. Przeczesał nerwowo włosy. Cicho się zaśmiałam. Po raz pierwszy widziałam go tak zakłopotanego.
   -Będę spał w salonie, spokojnie.- odparł zupełnie poważnie. Machnęłam na to ręką.- Czujesz się na siłach żeby wyjść jeszcze dziś na miasto?
Bez chwili zawahania pokiwałam głową na znak zgody.
            Już miałam wychodzić z łazienki gdy nagle dostałam wiadomość od nieznanego numeru.
Mam nadzieję, że dobrze bawisz się na Ibizie. On już zaczął to robić.
Załączone było również zdjęcie. Chrisa. Całującego się z przepiękną blondynką. Do moich oczu napłynęły łzy. Poczułam jak moje serce zostaje roztarte w proch. Im dłużej patrzyłam na zdjęcie, tym bardziej zaczynałam nienawidzić gnojka. Spojrzałam w lustrze na swoją zapłakaną twarz. Głośno przełknęłam ślinę.
   -Nie. Nie będziesz płakać. Nie tutaj. Tutaj jesteś kimś innym. Pozwól sobie na odrobinę zapomnienia. Jeżeli nie dasz rady to po powrocie do domu wrócisz do ‘starej siebie’.- szeptałam mocno zaciskając dłonie na umywalce.
Wytarłam łzy, przemyłam twarz, otworzyłam drzwi, wyrzuciłam przez nie telefon i ponownie je zamknęłam.
   -Mia?- zapytał niczego nie rozumiejący Liam.
   -Daj mi jeszcze piętnaście minut.- odkrzyknęłam.
Ściągnęłam szybkim ruchem luźne ubrania i zaczęłam szperać w walizce, w której miałam nowe ubrania.
            Z impetem wyszłam z pokoju.
   -O kurwa…- mruknął mój przyjaciel na mój widok.
   -Hej, mam na imię Mia.- powiedziałam puszczając mu oczko.
Zmierzył mnie od dołu do góry. Tym razem było to całkiem przyjemne.
Miałam na sobie wysokie czerwone buty i króciutką czarną sukienkę. Rozpuściłam włosy i zrobiłam makijaż.
   -Chcę się upić. Chcę tańczyć. Chcę żyć.- mruknęłam biorąc za rękę ciągle oszołomionego przyjaciela. 


____
Od Jemi: Jak zaczęłam pisać to nie mogłam przestać. Trochę więcej tłumaczy. Co myślicie?! :D

1 komentarz:

  1. ooj chyba nie tylko ja chciałabym po takim przeżyciu z takimi możliwościami zacząć od nowa. :) Ciesze się że Mia potrafiła znaleźć w sobie siłę do tego :) ciekawa jestem dalszych jej losów związanych z Liamem :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)