piątek, 19 czerwca 2015

2. Samoobrona


Emma

         To życie czasem jest do dupy. Wszyscy i wszystko chcą żebym co chwilę upadała, ale pomóc nie chce nikt. Tak było też do tej pory. Do tego cholernego dnia kiedy w końcu los się do mnie uśmiechnął i poznałam Travisa. Może ciężko w to uwierzyć, ale pierwszy dzień szkoły wojskowej był piękny, pomijając oczywiście fakt, że musiałam zacząć chodzić w tym pieprzonym mundurze i zacząć słuchać się innych.
   -Młoda! Ruszaj swoją piękną pupę nieco szybciej! Rozumiem, że musisz się umalować i zrobić na bóstwo, ale w klubach i tak jest ciemno. Nikt nie patrzy jak wyglądasz kicia.- chyba sami przyznacie, że chłopak mało wie o imprezowaniu, Zresztą jak i ja. Byłam chyba do tej pory na dwóch imprezach, bo w naszej strefie nie ma prawa opuszczania szkoły nawet w święta. Poza tym i tak nikt na nas nie czeka przy wigilijnym stole.
  -Już idę!- odkrzyknęłam po czym wcisnęłam na nogi moje szpilki. Podejrzewałam, że się w nich zabiję, ale jakimś cudem dotarłam do drzwi i je otworzyła.
  -Baczność!- jak tylko usłyszałam komendę automatycznie naprężyłam się jak struna. Taki nawyk.- I tak powinnaś chodzić, a nie taka jakaś przygarbiona jak staruszka.- spojrzałam na niego jak na wariata.
  -Wiesz, że jesteś bezczelny? Jaki chłopak mówi dziewczynie, że wygląda jak pół dupy zza krzaka?- oczywiście to było pytanie retoryczne, ale on jak zwykle musiał wyjechać z swoim tekstem.
   -Ja. Nie jestem jak inni. Nie martw się, jeszcze się o tym przekonasz. Czeka cię mnóstwo imprez i niesamowicie dużo typków.- wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że a tak wielu gnojków postanowi zawiesić swój wzrok na moim nogach, a ręce na tyłku. 

***

 Jak tylko weszliśmy do klubu i poczułam zapach ludzkiego potu poczułam się jak w domu. Niestety, ale męski pot to moja codzienność, też byście przywykli. Nie rozumiem ludzi, którzy uważają, że to dodaje facetom męskości. Kobiety ogarnijcie się! Chciałybyście z takim gościem sypiać w jednym pokoju co noc, a co dopiero w jednym łóżku. Fuuu!
  -Idę do DJ, muszę zamówić ci piosenkę.
  -Trav, odpuść okay?! Nie chcę żadnej sprośnej piosenki, która będzie mówić o tym jak dziewczyna robi chłopakowi loda pod prysznicem w jego noc poślubną z inną.- chłopak prychnął tylko i pocałował mnie w czoło. Zawsze to robił, ale tym razem poczułam w tym geście coś więcej niż zwykłą życzliwość i troskę.
  -Idę!- krzyknął tylko po czym zniknął w tłumie roztańczonych ciał.
  -To ja idę do baru.- powiedziałam sama do siebie rozglądając się na wszystkie strony.

***

   -No chodź! Emma!- krzyczał Travis z parkietu. Gdyby tak na niego spojrzeć to był tak pijany, że ledwo chodził.
   Mimo, że nie miałam na to najmniejszej ochoty uległam. Taniec to nie mój żywioł. Zanim jednak dotarłam do chłopaka zza rogu wyskoczył jakiś inny facet i przylgnął do mnie jak to poduszki. Nie reagowałam na to póki sytuacja nie zaczęła się zagęszczać. Na początku taniec był nie groźny i ostrożny, ale potem coś drgnęło. Zauważyłam to już jak zaczęliśmy zbliżać się na koniec sali, a Travis zniknął mi z pola widzenia. Ręce chłopaka zeszły na mój tyłek i mimo, że kilka razy je odpychałam ciągle tam wracały.
  -Gościu! Albo przestaniesz albo zaraz dostaniesz w pysk!- warknęłam mu do ucha. On jednak był tak pijany, że chyba nawet mnie nie usłyszał. Poczułam jak napieram plecami o ścianę. I choć wiedziałam jak się bronić to całkowicie zabrakło mi tchu. To tak jakby ktoś przystawił mi nóż do szyi i mówił, że zaraz mnie zabije. Wtedy też, mimo że chodzicie na kurs samoobrony nie wiecie jak reagować. To jest szok. I nawet zamiast krzyczeć czuję, że zaraz się uduszę.
   Potem wszystko działo się w przyśpieszonym tempie, Zaczęłam się szamotać jak chłopak włożył mi rękę pod koszulkę, między nas wskoczyła jakaś dziewczyna i dała facetowi w mordę. Może i nie był to perfekcyjny cios, ale zadziałał na krótką chwilę co dało mi szansę się ocucić. Travis razem z jakimś chłopakiem pojawili się od razu. Howk spojrzał na mnie z przerażeniem i na moją rozpiętą koszulę po czym podszedł i niby to niechcący depcząc leżącemu chłopakowi po palcach złapał mnie w objęcia. Pomógł zapiąć mi koszulę zanim pojawił się tłum gapiów. Ten drugi chłopak odciągnął dziewczynę od gościa tuż przed tym gdy zjawił się ochroniarz i całą czwórką opuściliśmy jak najszybciej lokal.
  -Wszystko okay?- spytał Travis kiedy już wyszliśmy na zewnątrz. Przytaknęłam tylko patrząc na dziewczynę mojego wzrostu która cicho chichotała i właśnie wdrapywała się swojemu koledze na plecy.
  -Dzięki za pomoc.- powiedziałam patrząc na brunetkę.
  -Ona chyba się sama już nie wypowie. Wybacz. Jestem Liam, a to Mia.- powiedział chłopak uspokajając koleżankę i próbując wyjąć z kieszeni komórkę. Kiedy w końcu mu się to udało spojrzałam na Travisa. Już wiedział co chcę zrobić.
  -Możemy was odwieźć.- powiedziałam wskazując na stojące po drugiej stronie auto. Chyba każdy głupi zorientowałby się, że to samochód wojskowy, już szczególnie od środka.
  Liam spojrzał na mnie z ukosa.
  -Jestem trzeźwa. Nic nie piłam.- mówię. Gdyby Travis był troszkę mniej pijany pewnie usłyszał by to i opierdzielił mnie, że nie umiem się bawić. Na szczęście był tak nachlany i przejęty tym, że ktoś mnie zaatakował, że nie umiał się opanować i cały czas tylko krążył od ściany do ściany.
  -Dobra.Mogę wiedzieć jak się nazywacie czy jesteście tajniakami?- spytał ironicznie kiedy udało mi się wcisnąć Travisa i Mię na tylne siedzenie. Dziewczyna od razu zasnęła i podejrzewam, że nic nie będzie pamiętała z tego jutro. Może to i lepiej. Podejrzewam, że nie codziennie podbijała oko obcemu mężczyźnie.
 -Jestem Emma, a ten napruty jak świnia to Travis.- odparłam puszczając oczko do nowego znajomego.
  -Wcale nie jestem nachlany, tylko troszkę nietrzeźwy!- warknął chłopak z tylnego siedzenie. Odpaliłam silnik i powoli ruszyłam. Przez całą drogę rozmawiałam z Liamem o tym jak on i Mia trafili na Ibizę i choć czułam, że nie mówi mi całej prawdy, nie naciskałam.
  -My zostaliśmy w ten sposób wynagrodzeni za naukę.- odparłam kiedy dojeżdżaliśmy do ich hotelu.
  -To niezłe wynagrodzenie. Musicie chyba uczyć się w jakiejś szkole dla mega wapniaków. Wasi rodzice pewnie są bogaci- o mój Boże! Już dawno nie słyszałam tego wyrażenia z ust kogoś w moim wieku. ,,Wapniacy" kto by pomyślał?
  -To szkoła wojskowa.- odparłam tylko szybko.- Nie płacimy za nią i nie jesteśmy w niej z własnej woli.- ucięłam temat.
  -Wybacz, jeśli cię uraziłem.- speszył się Liam. Automatycznie na jego policzkach pojawiły się wypieki.
 -Daj spokój, nic się nie stało.- uśmiechnęłam się nieco sztucznie po czym obejrzałam się przez ramię.- Bierzesz tę pięknisię?- spytałam patrząc za szatynkę. Travis gapił się gdzieś w przestrzeń za oknem.
 - Oczywiście. Muszę jej to wszystko jutro opowiedzieć. Na pewno spali się ze wstydu.- z ust Liama wydobył się chicho. Swoją drogą, niezwykle uroczy.
  -To może opowiemy jej razem.-powiedziałam zapisując na karteczce swój numer i wręczając go chłopakowi.- Zadzwoń jutro, jak uda jej się doprowadzić do porządku, a chętnie się z wami spotkamy. W dwójkę tak nudno, a w czwórkę zawsze jakaś odmiana. Poza tym będę mieć osobistego ochroniarza.- zaśmiałam się.
 -Dziewczyna w moro i mundurze chyba nie potrzebuje ochroniarza, ale jasne, zadzwonię.




_______
Od Akwamaryn: Jasne, nie jest długi, ale nawet nie wiecie ile się nad nim męczyłam. O ile początek jeszcze jakoś szedł, to później było tylko gorzej, a końcówka zmęczyła mnie doszczętnie. Mam nadzieję, że nie jest to jednak aż tak bardzo widoczne i że czytało wam się przyjemnie.


1 komentarz:

  1. Świetne opowiadanie, od razu przypadło mi do gustu :D
    Travis <3
    Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do siebie :)
    http://dwaslowadziewiecliter.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dla Ciebie to kilka słów, dla nas ogromne wsparcie! :)