Emma
-Kochanie podaj mi rączkę.- słowa mamy
trafiały do mnie jakby musiały przebijać się przez gruby mur. Powoli traciłam
oddech, nie mogąc spojrzeć na nią.
-Mamusiu jestem już za duża.- odbąknęłam swoim
piskliwym głosem. I choć wiedziałam, co zaraz nastąpi nie chciałam wybudzać się
z tego snu. Chciałam widzieć ją jak najdłużej i ciągle słyszeć jej ciepły głos.
-Emma! Natychmiast podaj mi dłoń i przyśpiesz.
Nie mamy czasu na marudzenie.- oczy piekły mnie od łez, a policzki od gorącego
powietrza i strachu.
-On jest w
domu?- spytałam drżącym głosem. Dlaczego tak małe dziecko musiało przechodzić
przez tyle krzywd? Dlaczego nie mogłam żyć jak inne sześciolatki i bawić się na
placu zabaw zamiast za zamkniętym ogrodzeniem?
-Jest i jeśli się nie pospieszymy będzie
bardzo zły. Chyba nie chcesz zdenerwować tatusia?- jak ja nie znosiłam kiedy
tak o nim mówiła. ,,Tatuś’’ mówimy o kimś kto przytula nas gdy płaczemy, kto
kładzie nas do łóżka i całuje w czoło na dobranoc, kto broni nas przed
wstrętnym Victorem z sąsiedztwa, a nie na kogoś kto krzyczy kiedy ze strachu w
nocy zmoczymy pościel, czy sprawia że mama płacze kiedy on jest w barze.-
Kochanie… Pomóż mi i bądź silna, nigdy nie płacz gdy ktoś cię widzi i nikomu
nie mów całej prawdy. Tata jest dobry, tylko troszkę nerwowy. Inni tatusiowie
też tacy są. Musisz być dzielna, żeby mi, tobie i naszej małej Tinie było
dobrze.- powiedziała głaszcząc się po brzuchu. Tina niczemu nie była winna, a
ja chciałam, żeby była szczęśliwa gdy się urodzi. Dlatego nikomu nie mówiłam i
nie zdradzałam tajemnic mamy. To jaki On był, było naszą tajemnicą już do
końca.
-Źle się
czuję. Możemy ich zaprosić do nas?- zapytałam błagalnie Travisa, który właśnie
szykował się do wyjścia. Spojrzał na mnie z lekkim niezadowoleniem.
-Mieliśmy
odpocząć i zapomnieć. Nie możesz tego zrobić razem ze mną?- odpowiedział
pytaniem na pytanie siadając obok mnie. Nakrył mnie jednak jeszcze bardziej
kocem i jak zwykle pocałował w czoło.
-Wiem, ale po
prostu nie mam już dzisiaj ochoty. Sytuacja na plaży chyba za bardzo mną wstrząsnęła.-
wiedziałam, że go okłamuję, ale co miałam zrobić? Nie mogłam mu powiedzieć
prawdy. Nawet po tylu latach chciałam dochować tajemnic i obietnic złożonych w
wieku sześciu lat. Travis przyjrzał mi się dokładnie jeszcze raz po czym wyjął
z kieszeni telefon i wybrał numer Liama. Rozmowa nie była długa.
-Zaraz będą u
nas.- powiedział i zaczął zdejmować z siebie ubranie. Nie odwróciłam wzroku
choć czasami czułam się onieśmielona. Inni chłopcy w bazie, a było ich ponad
dwustu nie robili na mnie wrażenia, ale na Travisa wstydziłam się patrzeć bez
skrępowania, mimo, że był moim przyjacielem.- Zrobić ci coś do picia?-
przytaknęłam.- Lemoniada?- posłałam mu tylko wielki uśmiech i całusa w
powietrzu. Znał mnie lepiej niż ja sama, ale pewnych spraw nie był w stanie
pojąć, albo raczej nie chciał. Po pewnym czasie przestał pytać i nalegać na
wyjaśnienia. A moje krzyki w środku nocy przestały robić na nim wrażenie.
Uważał, że jeśli nie płaczę to znaczy, że nie jest ze mną tak źle jak myśli. A
ja nie płakałam bo nie mogłam, nie chciałam i nie umiałam. Czasem mimo wszystko
miałam ochotę powiedzieć mu o wszystkim i dać upust emocjom, ale wiedziałam, że
złamałabym słowo dane tyle lat temu, a to nie wchodziło w grę.
***
-Gdzie
nauczyłaś się tak pływać?- to pytanie prędzej czy później musiało pość z ust
któregoś z nich. Cała nasza czwórka sączyła zimną lemoniadę, którą przygotował
Travis i rozmawiała o głupotach. Chłopaki zajęli się oczywiście samochodami.
Mój przyjaciel nareszcie znalazł kogoś kto podziela jego entuzjazm do
motoryzacji i mógł porozmawiać o czymś innym niż kolor lakieru i rodzaje
wojskowych czołgów.
-Jestem z w szkole
wojskowej. Tam takie rzeczy to codzienność.- odparłam cicho wpatrując się w
moje okropne paznokcie. Przydałoby się je jakoś doprowadzić do porządku, ale
nigdy nie mam na to czasu. Poza tym na poligonie nikt nie patrzy czy mam
odpowiedni kolor do stroju i opalenizny, a raczej czy są krótkie i nie
przeszkadzają przy wspinaniu się.
-No co ty?!
Ale jazda!- wybuchła Mia. Liam od razu spojrzał na nas i rozmowa potoczyła się
już w pełni na temat wojska. Padło mnóstwo pytań na które udzielałam
połowicznych odpowiedzi lub pozwalałam im samym dokończyć.
-Nie chcieliście
iść do normalnej szkoły? Poznać pustych nastolatków?- spytała Mia. Mój wzrok
powoli powędrował w stronę Travisa, który tak jak i ja nie był gotowy na to
pytanie.
- Nie mieliśmy
wyboru.- odpowiedziałam licząc, że dalsze pytania zostaną przerwane. Tak się
jednak nie stało. Szatynka okazała się niezwykle uparta i ciągle wyczekiwała na
uzupełnienie wypowiedzi.
-Musicie mieć
rygorystycznych rodziców.- już raz poruszałam ten temat w aucie z Liamem.
-Nie mamy
rodziców.- odparł szybko Travis. Dzięki bogu nie ja musiałam odpowiadać na to
pytanie. Na pewno od razu zadrżał by mi głos i już czułabym wszystkich litość.
Nie lubiłam tego.
-Co powiecie
na przejażdżkę po mieście wojskowym autem? Mia pewnie nic nie pamięta z
wczoraj.- powiedział puszczając do niej oczko i szybko zmieniając temat.
-No jasne!
Macie szyber dach?- spytała uradowana dziewczyna zrywając się z kanapy i
wciskając na stopy swoje sandałki. Spojrzałam na swoje trampki. Czułam się jak
jakaś porażka. Chodzić po plaży w trampkach co za obciach. Travis chyba to
zauważył bo jak tylko wychodziliśmy z hotelu podszedł do mnie i zaprosił mnie
na zakupy jutro.
***
-O mój Boże…-
wyszeptałam wyskakując z auta. Travis ciągle siedział za kierownicą patrząc na
drugi samochód z przerażeniem. Jeszcze kilka chwil temu śmiał się jak wariat, a
teraz tylko czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Musiałam wyglądać na przerażoną
bo nawet nie zauważyłam kiedy Mia podbiegła do mnie i odciągnęła mnie na bok.
Miałam ochotę wrzeszczeć, ale głos uwiązł mi w gardle.
-Kurwa! Coś
ty narobił idioto?!- wrzeszczał wysiadający z samochodu w który uderzyliśmy,
mężczyzna. Był wysoki, zbudowany podobnie do Travisa i starszy o jakieś
piętnaście lat. W starciu mieli podobne szanse, ale chyba nie chciałabym się
dowiedzieć kto wygra.
-Spokojnie.-
powiedziałam jednym susem omijając faceta i stając przy przyjacielu, który
zdążył wyjść już z szoku i wygramolił się z rozbitego auta. Chciałam mu dać w
twarz, albo wypróbować na nim jakiś mój chwyt, ale w tym momencie nie mogłam
zostawić go samego.- Możemy załatwić to bez policji. Na pewno jakoś się
dogadamy.- powiedziałam i poczułam na swoich plecach dłoń bruneta. No jasne!
Odezwać to nie, ale pomacać to pierwszy! Od kiedy to stał się taki bezpośredni?
-Ty chyba jesteś
śmieszna dziecko! On rozbił mi auto warte kilkaset tysięcy! Nigdy się z tego
nie wypłacicie.- powiedział mężczyzna przebiegając wzrokiem po każdym z nas po
kolei. Dopiero teraz zauważyłam w aucie na tylnym siedzeniu małą dziewczynkę,
która zdecydowała się wyjść. Właściciel samochodu jak tylko to zobaczył od razu
zareagował.- Kurwa mać, pozwolił ci ktoś wysiąść?! Wypierdalaj do auta!-
poczułam, że powinnam zareagować, ale nagle zawładnął mną strach. Poczułam
ukłucie w mostku i jak nie mogę oddychać.
-Proszę się
uspokoić. Jesteśmy wysoko ubezpieczeni i nie będzie najmniejszego problemu.
Zaraz skontaktujemy się z ubezpieczycielem.- powiedział Travis wyciągając z
kieszeni spodni telefon, a mnie lekko popychając w stronę Mii i Liama.- Nie ma
sensu żebyście tu siedzieli. Zabierzcie Emmę do hotelu. Zadzwonię jak wszystko załatwię.-
nikt nie protestował. Ja wręcz nie kontaktowałam kiedy szliśmy w stronę hotelu.
Słyszałam urywki rozmów i sprzeczek przyjaciół, ale nie byłam w stanie
zareagować do momentu aż coś we mnie pękło. Stanęłam w jednej chwili jak wryta
w ziemię i nabrałam powietrza w płuca. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować już
biegłam w miejsce gdzie miała miejsce stłuczka.
-Co ona
wyprawia?- usłyszałam za sobą słowa Liama, który chyba za mną biegł. Na próżno.
Byłam pewna, że mnie nie dogoni. Jak tylko dojrzałam przed sobą Travisa z
telefonem przy uchu, a potem tego faceta poczułam przypływ energii. Wskoczyłam
na niego i zacisnęłam mu ręce wokół szyi. Udało mi się go przewrócić i chyba
złamać mu nos zanim Travis doskoczył do mnie i odciągnął mnie od niego.
-Nigdy tak do
niej nie mów! Nie rób jej krzywdy!- teraz nie był to już krzyk, a raczej
żałosna prośba.
-Em! Co ty
wyprawiasz idiotko?!- warknął chłopak ciągle mnie przytrzymując.- On pozwie cię
do sądu…- zaprzeczyłam tylko ruchem głowy patrząc w stronę tylnego siedzenia auta.
Dziewczynka nie wyglądała na wystraszoną, nie biegła ojcu na pomoc, ani nie
krzyczała z przerażenia, a to świadczyło tylko jedno. Na co dzień przechodziła
to co ja kiedyś i takie sceny widywała nie raz.
***
-Nie możesz
tak tego zostawić! Musisz z nią pogadać…- z pokoju obok dochodził głos Mii.- To
nie jest normalne, że atakuje obcego faceta.
-Może pada
jej na mózg od tego waszego wojskowego drylu.- zaśmiał się Liam.
-To nie jest
zabawne Liam.- warknął Travis przez zaciśnięte zęby.- Wiecie ile razy z nią o
tym próbowałem rozmawiać? Ona zawsze milczy lub udaje, że nic się nie stało.-
wiedziałam jak wygląda gdy to mówi. Na pewno zaciska pięści z bezsilności i
stara się nie wybuchnąć żeby nie krzyczeć kiedy myśli, że ja śpię.- Nie wiem
jak mam z nią rozmawiać, chyba nie umiem tego robić. Ona ciągle powtarza tylko,
że i tak nie zrozumiem, a ja nie mam szansy niczego zrozumieć. Znam ją od tylu
lat, a ja czuję że nic nie wiem o jej życiu i o niej samej.
-Czyli to nie
pierwszy raz?- głos Mii niósł się po całym pokoju echem. Gdybym miała porównać
do czegoś jej głos, to chyba do słowika. Taki melodyjny i opanowany.
-A żeby to
raz… W bazie dwa razy komuś wpieprzyła. Na szczęście nasz przełożony się nie
dowiedział. Ciągle budzi się w nocy z krzykiem, a potem zachowuje się jakby
zapomniała, że ta sytuacja ma miejsce.
- Może ja z
nią porozmawiam? Wiesz, dziewczyny lepiej się dogadują z reguły.- nie wiem czy
byłam w stanie z kimkolwiek rozmawiać, ale wydaje mi się, że Mia była jedyną
osobą która była w stanie mnie zrozumieć i złamać.
___________
Od Akwamaryn: Czuję, że poszło mi trochę lepiej niż poprzednio. Tym razem miałam przynajmniej o czym pisać i miałam trochę więcej czasu na to. Mam nadzieję, że wam się spodobał i choć trochę was zaciekawił.
Z przecinkami w dalszym ciągu słabo, dialogi są źle pisane. No, ale poza tym to z rozdziału na rozdział ciekawsze, czekam na następny :D
OdpowiedzUsuńNie zaprzeczę. Przecinki to nie jest moja mocna strona, musicie mi to wybaczyć. Staram się jak mogę, ale ciężko wszystko wyłapać,a najczęściej nie mam po prostu pojęcia gdzie go wstawić. Więc jeśli widzisz błąd w tym aspekcie to po prostu wskaż go dokładnie, żebym następnym razem wiedziała co i jak.
UsuńP.S. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale bloga piszą dwie osoby. Tak na marginesie. Poza tym miło by było gdybyś w końcu przestał być anonimowy. My nie gryziemy, jedynie zjadamy w całości :)
Akwamaryn.